Krucjata Armii Boga

W nocy z trzeciego na czwartego września br. w więzieniu stanowym Starke na Florydzie stracony został Paul Hill, radykalny przeciwnik aborcji, który w 1994 roku w Pensacoli zastrzelił dwie osoby: ginekologa mającego przeprowadzić tego dnia trzydzieści aborcji oraz jego ochroniarza. Antyaborcjoniści ze Stanów Zjednoczonych z roku na rok stają się coraz bardziej zdesperowani. Coraz częściej...
Czyta się kilka minut
W nocy z trzeciego na czwartego września br. w więzieniu stanowym Starke na Florydzie stracony został Paul Hill, radykalny przeciwnik aborcji, który w 1994 roku w Pensacoli zastrzelił dwie osoby: ginekologa mającego przeprowadzić tego dnia trzydzieści aborcji oraz jego ochroniarza. Antyaborcjoniści ze Stanów Zjednoczonych z roku na rok stają się coraz bardziej zdesperowani. Coraz częściej też sięgają po skrajnie radykalne środki, byle tylko doprowadzić do delegalizacji aborcji.

Według organizacji zajmujących się ochroną życia poczętego, od 1945 roku na całym świecie w wyniku aborcji uśmiercono ponad miliard istnień ludzkich.

Stany Zjednoczone należą do grupy państw, w których zjawisko to osiągnęło w ostatnich latach zatrważającą skalę. Ostrożne dane mówią o uśmierceniu od 1973 roku czterdziestu milionów dzieci nienarodzonych. W ciągu roku przeprowadza się w tym kraju półtora miliona tego typu zabiegów.

W USA funkcjonuje także dobrze prosperujący rynek zajmujący się handlem „tkankami embrionalnymi”. Wszystko w myśl prawideł wolnorynkowych: mózg ośmiotygodniowego płodu wycenia się na tysiąc dolarów, ale już za taki szpik kostny należy zapłacić jedynie nieco ponad trzysta…

Te ponure statystyki znalazły swoje odzwierciedlenie w metodach, jakimi zaczęła posługiwać się część amerykańskich aktywistów antyaborcyjnych. Zwłaszcza tych najbardziej zdecydowanych w rodzaju wspomnianego na początku Paula Hilla.

Armia bez generałów

Początkowo działania amerykańskich przeciwników przerywania ciąży polegały jedynie na pikietach i blokowaniu klinik aborcyjnych. Te akcje protestacyjne zasadniczo pozbawione były elementu przemocy. Takie działania nie przynosiły jednak większego skutku, a liczba dokonywanych aborcji rosła w zastraszającym tempie.

Poczynania antyaborcjonistów stopniowo przybierały coraz ostrzejsze formy: oblewanie ginekologów czerwoną farbą, blokowanie zamków w drzwiach klinik, czy też podrzucanie do nich pojemników ze śmierdzącym gazem.

W końcu stało się najgorsze. W 1993 roku Michale Griffin, aktywista ruchu Wybawienie Ameryki, zabił ginekologa (lub babykillera, jak nazywają takich „lekarzy” antyaborcjoniści) Davida Gunna, dyrektora kliniki aborcyjnej w Pensacoli. Za ten czym Griffin otrzymał wyrok dożywotniego więzienia.

Morderstwo Gunna stało się sygnałem do zmiany taktyki wśród „radykalnych” i zapoczątkowało spiralę prawdziwej przemocy. Nastał czas krwawej guerilli. W wolnym, spokojnym, zamożnym kraju, jakim bez wątpienia są Stany Zjednoczone Ameryki, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać niezliczone oddziały zbrojonych antyaborcjonistów. Dziś są ich setki.

Aktywiści spod znaku Armii Boga, Akcji Obronnej, Wybawienia Ameryki czy innych podobnych organizacji stosują tę samą nadzwyczaj skuteczną taktykę partyzancką.

Jest to strategia tzw. Ruchu Oporu bez Przywódcy, polegająca na rezygnacji z wszelkiej centralizacji i zorganizowanych struktur: nie ma dowódców, rozkazów oraz odgórnych planów. Antyaborcjoniści działają w pełnej izolacji od siebie, a swe akcje podejmują na własną rękę, lub w małych kilkuosobowych grupach. Wykrycie i rozbicie pojedynczego oddziału nie wpływa na poczynania innych aktywistów.

Taka taktyka przynosi swoje efekty: znakomicie wyszkolone amerykańskie i stanowe służby specjalne do tej pory nie wypracowały skutecznego sposobu infiltracji i zwalczania antyaborcjonistów.

Bicz na babykillerów

Determinacja bojowników jest tak wielka, że połączyli nawet swoje działania w swoistym „terrorystycznym ekumenizmie”. Protestanci i katolicy zgodnie współdziałają w walce z „bestią”. Wszystkich łączy ten sam cel: wojna z babykillerami – mordercami niewinnych dzieci.

Efekty? W ciągu kilku ostatnich lat w USA i Kanadzie miało miejsce co najmniej dziesięć prób zamordowania ginekologów uczestniczących w aborcyjnym holocauście. Przeciwnicy przerywania ciąży używają strzelb, rewolwerów, noży, bomb i żrących kwasów.

David Gunn nie jest jedyną ofiarą, która obciąża sumienia radykalnych antyaborcjonistów. Do tej listy można dopisać jeszcze sześć osób: doktor John Britton oraz jego ochroniarz – zastrzeleni przez Paula Hilla, doktor Barnett Slepian zgładzony przez Jamesa Koppa z antyaborcyjnej Armii Boga (Kopp odsiaduje wyrok 25 lat więzienia), Shannon Lowney i Leanne Nichols – dwie pracownice prywatnej nowojorskiej kliniki aborcyjnej zabite przez Johna Salviego (dożywocie) oraz ochroniarz Robert Sanderson, który zginął w wyniku eksplozji bomby w klinice aborcyjnej w Birmingham, w stanie Alabama (wiosną tego roku ujęto podejrzewanego o ten czyn Erica Rudolpha).

Oprócz tego setki wysadzonych w powietrze klinik i kilkunastu ranionych lub porwanych „aborterów”, którym udało się przeżyć ataki antyaborcjonistów.

Natomiast po stronie sukcesów władz amerykańskich można zapisać liczbę czterdziestu tysięcy antyaborcyjnych aktywistów aresztowanych w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Nie tędy droga

Ginekolodzy w Stanach Zjednoczonych poczuli się zagrożeni. Liczba lekarzy dokonujących aborcji zmalała – według różnych szacunków – od kilku do kilkunastu procent. Masowo zaczął też odpływać personel prywatnych klinik aborcyjnych. Zdarzały się także przypadki nawróceń dotychczasowych aborterów. Najbardziej spektakularnym przykładem jest tu Bernard Nathanson – ateista, jeden z założycieli Narodowej Ligi Walki o Prawo do Aborcji, właściciel największej kliniki aborcyjnej w Stanach Zjednoczonych – który przyznał się do własnoręcznego wykonania 75 000 aborcji! Dziś jest nawróconym katolikiem i zdeklarowanym przeciwnikiem przerywania ciąży.

Niezależnie od słusznych celów i szlachetności sprawy, o jaką walczą amerykańscy antyaborcjoniści, sposób ich działania jest nie do przyjęcia dla praktykującego katolika. Każdy chrześcijanin zobowiązany jest przecież do postępowania zgodnego z Dekalogiem. Jedno z koronnych przykazań mówi: „nie zabijaj”. Dlatego trudno znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie dla poczynań antyaborcyjnych radykałów, zapominających o żelaznej maksymie każdego katolika: nie ty dałeś życie, nie ty masz prawo do jego odebrania.

Pewien katolicki ksiądz z Miami zauważył, że poprzez swoje czyny antyaborcjoniści narażają się także na możliwość utraty zbawienia. Wizja, zaiste, straszna.

Radykałowie uważają jednak, że są „karzącym narzędziem w ręku Boga”. Wymowny jest tu przykład byłego prezbiteriańskiego pastora Paula Hilla, który w przededniu swojej egzekucji powiedział – Im szybciej zostanę stracony, tym szybciej pójdę do nieba. Oczekuję w niebie wielkiej nagrody...

Oczywiście sami zainteresowani bronią się, używając różnorakich argumentów na swoje usprawiedliwienie. Odsiadujący dożywocie James Kopp powoływał się na konieczność natychmiastowej obrony niewinnego nienarodzonego dziecka.

W 1995 roku Don Treshman z Wybawienia Ameryki mówił: Jesteśmy na wojnie. Do niedawna ofiary były tylko po jednej stronie. Trzydzieści milionów martwych dzieci i jedynie pięć osób po drugiej stronie, więc naprawdę nie ma się czym emocjonować.

Antyaborcjoniści powołują się często na II wojnę światową. Czy strzały do rzeźników z gestapo były nieetyczne, skoro jednocześnie ratowały tysiące istnień ludzkich? – pytają anonimowi „radykałowie”.

Zapominają jednak o tym, że w czasie wojny obowiązują zupełnie inne prawa niż w okresie pokoju.

Uważają, że śmierć nawet kilkuset aborterów jest niczym wobec milionów nienarodzonych dzieci mordowanych rokrocznie. Ale czy godzi się licytować choćby o jedno ludzkie istnienie? Nie – nawet wtedy, gdy śmierć ponosi cyniczny aborter mający na sumieniu tysiące „skrobanek”.

Działalność antyaborcyjnych radykałów jest dziś często wykorzystywana przez zwolenników aborcji do dyskredytacji wszystkich ruchów obrony życia w USA. A przecież przytłaczająca większość tych organizacji w sposób zdecydowany odcina się od używania przemocy.

Choćby katoliccy biskupi Florydy, którzy morderstwa dokonywane przez antyaborcjonistów nazwali „nieuzasadnionym atakiem na życie ludzkie” i zdecydowanie potępili podobne czyny.

Obserwując sytuację, jaka wytworzyła się w Stanach Zjednoczonych po zalegalizowaniu aborcji, wypada wierzyć, że – mimo całego tragizmu, jaki ona niesie – stanie się też poglądową lekcją dla wszystkich tych, którzy opowiadają się za usankcjonowaniem dzieciobójstwa. Także w Polsce, gdzie głównie ze strony lewicy co rusz podnoszą się głosy zapowiadające prawne dopuszczenie możliwości przerywania ciąży.

Zawsze bowiem mogą się znaleźć ludzie gotowi na wszystko, byle tylko zatrzymać największe ludobójstwo w dziejach ludzkości.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2003