Pozornie ta liczba może się wydawać mała. Ale nie oddaje ona wielu uwarunkowań - zwłaszcza historycznych - które miały znaczący wpływ na jej rozmiar. Pamiętać należy również o tym, że procent polskiej populacji na Litwie jest od kilkunastu lat taki sam, a to dla mniejszości narodowej stanowi zawsze sukces. Świadczy on także o utrzymywaniu tożsamości narodowej na stałym poziomie i o skutecznym opieraniu się potencjalnej lituanizacji. Tym bardziej, że ostatnie lata zaowocowały wzrostem nastrojów nacjonalistycznych w litewskim społeczeństwie. To zresztą typowa tendencja dla "młodych", małych państw, których obywatele odczuwają silny kompleks wobec mocniejszego sąsiada i żywią obawę o utratę świeżo nabytej państwowości. Przypadek Litwy - a więc kraju, który przez wiele wieków znajdował się w orbicie polskich wpływów - jest tego najlepszym dowodem.
Upiory przeszłości
Relacje między Polakami a Litwinami są w dużej mierze uwarunkowane przez zaszłości historyczne, które - używając słów Czesława Miłosza - można określić jako "zapeklowanie". Przeciętny Litwin nadal mówi o "agresji Żeligowskiego", "polskiej okupacji Wileńszczyzny" oraz o "zbrodniach AK popełnianych na Litwinach". Niezależnie od prawdy historycznej, która w powyższych przypadkach wcale nie musi leżeć (i nie leży!) po stronie litewskiej, jest to wyznacznik postrzegania Polaków.
Ci zaś rewanżują się, przypominając prześladowania, jakich Polacy doświadczyli w okresie II wojny światowej ze strony Litwinów kolaborujących z Niemcami. Obie nacje zapominają jednocześnie o wspaniałej historycznej przeszłości łączącej Polaków i Litwinów, a także o szykanach wobec wszystkich mieszkańców Litwy w czasach, kiedy znalazła się ona pod panowaniem ZSRR.
Kto wie, jak wyglądałyby dzisiejsze polsko-litewskie stosunki, gdyby nie fala repatriacji, jaka miała miejsce po II wojnie światowej. Bezpośrednio po wojnie do wyjazdu z Litwy zostało zmuszone ok. 200 tys. Polaków, z czego połowa z samego Wilna. W zdecydowanej większości była to inteligencja - jej strata okazała się mieć decydujące znaczenie dla struktury i aktywności powojennej polskiej mniejszości.
Kiedy w marcu 1990 roku nowo wybrany litewski parlament proklamował niepodległość Litwy, gros przywódców polskiej mniejszości opowiedziało się po stronie ZSRR. Większość ówczesnych liderów litewskiej Polonii zasiadała w centralnych organach partii komunistycznej i w Radzie Najwyższej ZSRR. Postulowali oni zachowanie status quo, bądź też utworzenie "Wschodniopolskiej Republiki Rad" obejmującej polskie tereny wcielone po 1939 roku do ZSRR. Ten uraz Litwinów musi budzić zrozumienie, skoro w godzinie najważniejszej próby dla młodej litewskiej państwowości, Polacy zawiedli. Szkoda tylko, że przez długi czas przez ten pryzmat oceniano całą - z gruntu przecież antykomunistyczną - polską mniejszość. Było to tym łatwiejsze, że część aparatczyków z byłej partyjno-kołchozowej nomenklatury nadal odgrywa kluczową rolę w najważniejszych polskich organizacjach na Litwie: Akcji Wyborczej Polaków na Litwie oraz Związku Polaków Na Litwie.
Postsowiecka rzeczywistość
Do 1992 roku nie istniały oficjalne stosunki dyplomatyczne między Polską a Litwą, co skutkowało brakiem podstaw prawnych, które chroniłyby polską mniejszość. Sytuacja zmieniła się kiedy na początku 1992 roku podpisano "Deklarację o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy między Rzeczpospolitą Polską i Republiką Litewską", która w dwa lata później została potwierdzona oficjalnym Traktatem między oboma państwami. Stał się on najważniejszym dokumentem regulującym oficjalne stosunki polsko-litewskie. Zawierał także obszerne klauzule o ochronie mniejszości narodowych.
Nie oznacza to jednak, że sytuacja Polaków na Litwie jest dzisiaj "różowa".
Litewska Polonia stanowi biedniejszą i gorzej wykształconą część społeczeństwa. Zamieszkuje tradycyjnie rolnicze tereny i boryka się z podobnymi do polskiego rolnictwa problemami: spuścizną po upadłych kołchozach, bezrobociem, zacofaniem technicznym i niedoinwestowaniem. Dlatego właśnie Polacy najboleśniej odczuli skutki transformacji ustrojowej na Litwie. Władze samorządowe, w rejonach, gdzie Polonia stanowi większość mieszkańców, dysponują zbyt małymi środkami finansowymi, by wspierać polskie szkoły, głodujące dzieci i ich bezrobotnych rodziców. Wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa. Według informacji zebranych przez Polską Akcję Humanitarną, w niektórych miejscowościach połowa polskich dzieci cierpi z powodu permanentnego niedożywienia. Szczególnie ciężka sytuacja panuje w polskich szkołach, które są pozbawione środków na zakup pomocy naukowych, wyposażenie klas i remonty. Brakuje polskich podręczników i książek. Niestety, nie najlepsza sytuacja ekonomiczna w Polsce powoduje, że nasi rodacy na Litwie nie mogą liczyć na większe wsparcie finansowe ze strony - solidarnego do niedawna - polskiego społeczeństwa. Według Krzysztofa Wittelsa z Polskiej Akcji Humanitarnej jest to głównym powodem, dla którego PAH zmuszona jest zawiesić prowadzoną od sześciu lat akcję dożywiania litewskiej wsi. W tym roku zebrano na ten cel zbyt mało pieniędzy.
Lituanizacja czy koegzystencja?
Jednocześnie pomimo obowiązywania Traktatu, nakładającego na władze litewskie obowiązek dbania o polską mniejszość, wprowadzane są prawa restrykcyjnie uderzające w naszych rodaków na Litwie. Nie dość, że opóźnia się proces prywatyzacji i reprywatyzacji w rejonach zamieszkałych przez Polaków (inaczej niż w innych rejonach Litwy), to wprowadzona została niekorzystna dla Polaków ustawa o obywatelstwie. Według niej prawo do podwójnego obywatelstwa mają wyłącznie Litwini.
Na Litwie aktualnie działa 125 polskich szkół. Egzystencja części z nich jest poważnie zagrożona w związku, z próbą wprowadzenia przez litewskie władze nowej ustawy o oświacie. Przewiduje ona m.in. zniesienie języka polskiego jako przedmiotu obowiązkowego na maturze w polskich szkołach. Może to skutkować obniżeniem poziomu jego znajomości wśród polskiej młodzieży. Szkoły podstawowe mają być obowiązkowo zaopatrzone w gabinety specjalistyczne (fizyczne, chemiczne, informatyczne). Szkoły, które temu nie sprostają, będą likwidowane. Grozi to zwłaszcza biednym szkołom polskim, które mogą liczyć jedynie na pomoc finansową ze strony lokalnego samorządu. Władze Litwy wspierają wyłącznie szkoły litewskie. Na Wileńszczyźnie władze państwowe nie wybudowały od 1990 roku ani jednej szkoły polskiej mimo, że Polacy wypracowują ok. 10 proc. budżetu. Chętnie natomiast na terenach, w których dominują Polacy, buduje się świetnie wyposażone szkoły z wykładowym językiem litewskim. Kuszą one tanimi podręcznikami (polskie książki są koszmarnie drogie z powodu niedofinansowania z budżetu), lepszym jedzeniem, basenami. Nie można tego określić inaczej, jak tylko zawoalowaną próbą lituanizacji polskiej mniejszości.
Jednocześnie Litewski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że na terenie Litwy obowiązkowa jest litewska pisownia nazwisk. Przeczy to postanowieniom Traktatu, który przewidywał, że Polacy zamieszkujący Litwę, będą mieli możliwość pisowni nazwisk w ich ojczystym języku. Podobnie jak i nazw niektórych miejscowości.
Niestety, obecny rząd w Polsce nie robi nic, by pomóc naszym rodakom w realizacji ich praw. Ogranicza się zaledwie do głoszenia szumnych haseł i deklaracji bez pokrycia.
Mimo tych wszystkich trudności Polacy na Litwie stanowią prężną mniejszość. Wychodzą polskie gazety (najważniejsze z nich to Kurier Wileński i Nasza Gazeta), działa polska radiostacja (Radio znad Wilii). Choć litewska Polonia jest na co dzień mocno podzielona, to zawsze potrafi mobilizować się w obliczu wyborów samorządowych, które są najważniejszym czynnikiem decydującym o interesach polskiej mniejszości. W ostatnich wyborach Polacy odnieśli znaczący sukces: oprócz terenów, na których tradycyjnie zwycięża AWPL, udało im się wejść do koalicji współrządzącej litewską stolicą - Wilnem.
W majowym referendum, które zadecydowało o przystąpieniu Litwy do Unii Europejskiej, za akcesją opowiedziało się ok. 80 proc. Polaków mieszkających na Litwie.
Dla litewskiej Polonii przynależność do UE jest rozpatrywana w zupełnie innych kategoriach niż w Polsce. W oficjalnych wystąpieniach przedreferendalnych Waldemar Tomaszewski przywódca AWPL, argumentował, że Unia to lepsza ochrona praw mniejszości, szansa rozwoju gospodarczego zaniedbanej Wileńszczyzny i likwidacja granic, która spowoduje, że litewska Polonia znajdzie się w jednej przestrzeni gospodarczo-politycznej z Polską.
Pozytywnych zmian jest ostatnio trochę więcej. Coraz więcej młodzieży wyjeżdża na studia do Polski, skąd wraca by tworzyć - tak potrzebną na Litwie - polską elitę intelektualną. Biedny rejon solecznicki uzyskał niedawno dotację w wysokości 140 tys. euro z programu PHARE. Będą one wykorzystane na restrukturyzację rolnictwa i promocję turystyki
Najważniejsze jednak jest, by nie utracić polskiej świadomości narodowej. Tego bowiem nie wybaczyliby litewskiej Polonii nasi przodkowie, od stuleci kształtujący osobowość ziemi litewskiej.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













