Logo Przewdonik Katolicki

My możemy tego nie rozumieć

Piotr Krysa
Fot.

Rozmowa z Waldemarem Grabowskim z Biura Edukacji Publicznej IPN Kiedy mówimy o bardziej odległych powstaniach, na ogół nie boimy się ich krytycznej militarnej czy politycznej oceny. Powstanie warszawskie jest chyba jeszcze zbyt świeżą raną, aby mówić o nim cokolwiek złego? Taki sąd jest nieuprawniony, bo powiedziano już dość dużo złego na temat powstania warszawskiego, napisano...

Rozmowa z Waldemarem Grabowskim z Biura Edukacji Publicznej IPN


Kiedy mówimy o bardziej odległych powstaniach, na ogół nie boimy się ich krytycznej militarnej czy politycznej oceny. Powstanie warszawskie jest chyba jeszcze zbyt świeżą raną, aby mówić o nim cokolwiek złego?

Taki sąd jest nieuprawniony, bo powiedziano już dość dużo złego na temat powstania warszawskiego, napisano nawet w takim tonie niejedną książkę. Wydaje się jednak, że zupełnie jednoznacznej oceny powstania długo się nie doczekamy. Weźmy pod uwagę choćby to, że sami uczestnicy powstania różnie się na ten temat zapatrują i różnie wypowiadają. Ich oceny często wynikają z ich indywidualnego doświadczenia. Pamiętajmy, że wielu ludzi zmuszonych przez powstanie do siedzenia w piwnicach nieprzychylnie lub wręcz wrogo odnosiło się do przechodzących tamtędy żołnierzy AK oznaczonych biało-czerwoną powstańczą opaską.
Poza tym, jednoznaczna historyczna ocena powstania musiałaby się wiązać z takąż oceną całej konspiracji, a takiej nie ma i długo jeszcze nie będzie. Niektóre oceny zresztą najpewniej nigdy nie zostaną przyjęte do powszechnej świadomości, bo one kłóciłyby się z całą postawą tamtego pokolenia.
Jeśli będziemy stawiać pytanie o sens powstania warszawskiego, to będziemy również musieli odpowiedzieć na pytanie, czy w ogóle cała działalność konspiracyjna miała sens, czy może kierownictwo miało po prostu tym wszystkim ludziom powiedzieć, żeby rozeszli się do domów? Czy w ogóle znalazłby się ktoś, kto by się na to odważył?
To fakt, że realna ocena sytuacji po zerwaniu stosunków polsko-sowieckich musiała prowadzić do wniosku, że dalsza konspiracja nie miała praktycznie szans powodzenia.

Walka jednak toczyła się nadal...

Jak można było powiedzieć tym młodym ludziom, którzy przez lata ponosili najwyższe ofiary i przygotowywali się do walki, żeby walczyć przestali, ...że nic się już nie da zrobić. Nawet gdyby ktoś to zrobił, to oni pewnie i tak by tego nie posłuchali i doszłoby być może do jeszcze większych tragedii. Oni stanęli przed dylematem - walczyć czy nie robić nic, kiedy jest jeszcze jakakolwiek szansa walki o niepodległość. Musimy pamiętać, że wybuch powstania był ostatnią próbą zaistnienia władz konspiracyjnych. Wicepremier urzędującego w Londynie rządu miał przywitać w Warszawie Rosjan, jako przedstawiciel naszej legalnej władzy, naszego państwa, naszych urzędów i naszego narodu. Oni wiedzieli już, że bez komunistów rządzić się nie da, a powstanie było praktycznie ostatnią próbą ułożenia stosunków z Sowietami. Mieliśmy jako osobne państwo z własną armią, władzą i urzędami na zasadzie równorzędności współpracować z Sowietami. Taki był sens powstania.
Trzeba też wyraźnie podkreślić, iż polityczne władze powstania (Krajowa Rada Ministrów, Rada Jedności Narodowej) w dniach 9-10 września podjęły decyzję o kapitulacji. Decyzja ta zmieniła się pod wpływem zapowiedzi o mającej nastąpić znacznej pomocy lotniczej aliantów zachodnich oraz ze strony Armii Czerwonej zza Wisły.

Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia z Wilna i Lwowa, gdzie Sowieci rozprawili się z oddziałami AK mającymi wyzwalać te miasta, szanse na powodzenie tego planu radykalnie malały.

Sytuacja w Warszawie była trochę inna. Powstanie miało wybuchnąć w mieście, w stolicy, gdzie działały przecież legalne polskie władze. Wilno i Lwów miało być zdobyte z zewnątrz przez oddziały AK, chociaż zachowanie Sowietów wobec tych żołnierzy rzeczywiście nie wróżyło nic dobrego. Część osób zdawała sobie z tego sprawę, ale generalnie nie wyobrażano sobie, że mocarstwa zachodnie zostawią nas zupełnie samych. Dopuszczano oczywiście możliwość, że dojdzie do rekonstrukcji rządu z komunistami, ale rekonstrukcji Rządu Londyńskiego. Wyobrażano sobie, że po wyzwoleniu Polski rząd z Londynu powróci i możliwie najszybciej zorganizuje wolne wybory. Wtedy ta nadzieja była dosyć silna. Zresztą na przykładzie Czechosłowacji czy Węgier krótko po wojnie mogło się wydawać, że taka możliwość nadal istnieje. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, wiemy, że była to tylko krótkotrwała ułuda wolności, ale wtedy odbierano to zupełnie inaczej. Jeszcze po wojnie wierzono w takie rozwiązanie. Przecież u genezy tzw. procesu szesnastu także leżała właśnie ta wiara. Podstępnie aresztowani przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego jechali przecież do Londynu na rozmowy w sprawie rekonstrukcji rządu.

Jak w takim razie historyk wyposażony w miarę obiektywny materiał dowodowy może ocenić sens powstania warszawskiego? Czy była potrzebna walka z góry skazana na porażkę?

Jednoznacznie negatywna opinia o militarnym przebiegu powstania jest nieuzasadniona. Mimo wielu porażek, do trzeciego, czwartego sierpnia powstańcom udało się opanować spore rejony miasta. A to, że Rosjanie zachowali się tak, jak się zachowali, to już zupełnie inna sprawa. Dzisiaj można by powiedzieć, że przywódcy powstania byli złymi politykami, że źle ocenili sytuację, ale wtedy wyglądało to zupełnie inaczej. Pamiętajmy, że toczyła się również ostra (zdecydowana?) walka na arenie politycznej, radiostacja "Kościuszko" i AL. Wzywały do walki, a inni (KOP, PAL) rozsiewali pogłoski, że dowództwo AK opuściło Warszawę, zostawiając ludność miasta na pastwę losu. Ten kontekst również nie był bez wpływu na decyzje podejmowane przez kierownictwo AK.
Nie bez znaczenia są także działania Niemców i ich plany, o czym niestety zbyt często się zapomina w rozważaniach nad sensem powstania. Branka 100 tys. ludzi na roboty była tylko wstępem do tego, co najprawdopodobniej wydarzyłoby się w Warszawie, gdyby nie wybuch powstania. Miasto stałoby się terenem walk frontowych nadciągających odwodów niemieckich z nacierającą Armią Czerwoną. W mieście doszłoby do wystąpień zbrojnych AL i PAL, do których spontanicznie dołączyłaby część żołnierzy AK. Zniszczenia w mieście i straty jego ludności byłyby z pewnością duże.
Po odkryciu Katynia, po zerwaniu stosunków polsko-sowieckich, po rozmowach Wielkiej Trójki, szanse na powodzenie polskiej konspiracji były rzeczywiście niewielkie. Ale tak możemy z całą pewnością powiedzieć dzisiaj. Tylko że to nie jest świadomość ówcześnie żyjących ludzi, której my możemy po prostu nie rozumieć i dlatego tak trudno jest nam obiektywnie to ocenić.
Dziękuję za rozmowę

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki