Logo Przewdonik Katolicki

Genetyka na talerzu

Renata Krzyszkowska
Fot.

Na początku lipca w Parlamencie Europejskim przeforsowano ustawę, nakazującą dokładne oznaczanie żywności modyfikowanej genetycznie. Zdaniem specjalistów oznacza to jej faktyczne dopuszczenie na unijny rynek i koniec pięcioletniego moratorium na import produktów zmienionych biotechnologicznie. Bez oznakowania będzie można sprzedawać tylko takie artykuły, w których przypadkowe domieszki...

Na początku lipca w Parlamencie Europejskim przeforsowano ustawę, nakazującą dokładne oznaczanie żywności modyfikowanej genetycznie. Zdaniem specjalistów oznacza to jej faktyczne dopuszczenie na unijny rynek i koniec pięcioletniego moratorium na import produktów zmienionych biotechnologicznie. Bez oznakowania będzie można sprzedawać tylko takie artykuły, w których przypadkowe domieszki ulepszonych genetycznie komponentów nie przekraczają 0,9 procent. Na nowo rozgorzała dyskusja między argumenty zwolenników i przeciwników ingerencji w naturę.


Głównym producentem genetycznie ulepszonych roślin są USA, Kanada i Argentyna. Trzy czwarte produkowanej w USA soi i 30 proc. kukurydzy jest genetycznie modyfikowana. Farmerzy amerykańscy skarżą się, że zamknięcie rynku UE dla tych produktów naraża ich na straty w wysokości 300 milionów dolarów rocznie z powodu niezrealizowanego eksportu, głównie kukurydzy. Nowa ustawa Parlamentu Europejskiego ma być ustępstwem wobec Stanów Zjednoczonych, które domagają się od Światowej Organizacji Handlu, aby nałożyła na Europę kary za blokowanie importu żywności modyfikowanej genetycznie. Jest się o co bić. Według szacunków ONZ, wartość całego rynku żywności tego typu ocenia się na ok. 5 mld dolarów rocznie.

Apteka w sałacie


- Modyfikacja genetyczna polega na wprowadzeniu genów odpowiedzialnych za jakąś pożądaną właściwość jednego organizmu do drugiego organizmu zwykle innego gatunku - tłumaczy prof. Janusz Zimny z Instytutu Hodowli i Uprawy Roślin w podwarszawskim Radzikowie. W wyniku zabiegów inżynierii genetycznej udało się nawet umieścić geny robaczków świętojańskich w tytoniu, dzięki czemu uzyskano świecącą jego odmianę. Tą samą drogą uzyskano np. stosowane w medycynie bakterie, które produkują insulinę i szczepionki. Laboratoria pracują nad stworzeniem roślin o działaniu leczniczym np. sałatą zawierającą w sobie szczepionkę przeciw żółtaczce czy marchewką, która chroni przed wrzodami żołądka. Dzięki modyfikacjom genetycznym udało się wprowadzić do ziemniaków toksynę szkodliwą dla owadów, która jednak nie stanowi zagrożenia dla ludzi. By mogła zaszkodzić człowiekowi, musiałby on zjeść kilka ton bulw na raz. Obecnie trwają prace m.in. nad wprowadzeniem do roślin genu małży, co umożliwi produkcję bezpiecznego i trwałego kleju, który znajdzie zastosowanie w chirurgii.
Modyfikacja genetyczna roślin nie zawsze polega na wzbogacaniu jej o dodatkowe geny. Często zabieg ten polega na wzmocnieniu lub wyeliminowaniu działania genów już w nich zawartych. Pierwszymi zmodyfikowanymi genetycznie roślinami, które trafiły na rynek w 1994 r. były pomidory flavr savr zmienione genetycznie przez firmę Calgone z Kalifornii. Zahamowano w nich działanie genu, który odpowiadał za produkcję enzymu rozmiękczającego owoce, dzięki temu pomidory się nie psuły i długo pozostawały świeże. W Polsce można się już spotkać ze zmodyfikowaną genetycznie soją i kukurydzą. Są one używane jako dodatki do pasz zwierzęcych. - Do tej pory nie stwierdzono negatywnych działań roślin modyfikowanych genetycznie u ludzi. Są one najdokładniej przebadanymi roślinami na świecie. Żadnych nie testowano tak intensywnie. Obiektywnie rzecz biorąc nie można jednak zagwarantować, że w dalekiej przyszłości nie ujawnią się jakieś nowe fakty - mówi prof. Janusz Zimny.

Nadzieja biednych


Zmodyfikowane rośliny są odporne na owady i herbicydy, a dzięki temu można zwiększyć plony. Uprawa takich roślin może być szansą dla krajów biednych, w których prawie miliard ludzi przymiera głodem. Pomóc im może opracowanie roślin np. odpornych na suszę lub pewne choroby, co sprawi, że do ich uprawy nie będą potrzebne drogie i szkodliwe środki chemiczne. Państwem, które wiąże nadzieje na poprawę swej sytuacji gospodarczej poprzez biotechnologię są Indie. W kraju tym uprawia się już m.in. zmodyfikowany genetycznie ryż i bawełnę. W piętnastoletnim planie zwalczania niedożywienia wśród hinduskich dzieci dużą rolę mają odegrać genetycznie modyfikowane ziemniaki. Instytucje walczące z ubóstwem zamierzają wykorzystać odmianę tej rośliny bogatą w białko. Ziemniaki wzbogacono o gen wyodrębniony z południowoamerykańskiej jadalnej rośliny o nazwie szarłat. Umożliwia on wytworzenie dodatkowej proteiny, zawierającej potrzebne człowiekowi aminokwasy. Prace nad nowym gatunkiem są w końcowej fazie testów.
- Opierając się na nieudowodnionych, nienaukowych obawach, wiele rządów europejskich zablokowało import modyfikowanej genetycznie żywności. Z powodu tych sztucznych barier część krajów afrykańskich boi się inwestować w biotechnologię, by nie wypaść z europejskich rynków. W imieniu zagrożonej nędzą Afryki, wzywam europejskie rządy do skończenia z oporem wobec biotechnologii - mówił George Bush, otwierając niedawno w Waszyngtonie targi BIO 2003. Podkreślił także, że kraje bogate ponoszą szczególną odpowiedzialność za skuteczną walkę z głodem. A głód nie zniknie, jeśli kraje najuboższe nie otrzymają nowoczesnych technologii upraw, dających dobre plony nawet w trudnych warunkach glebowych i klimatycznych.

Niebezpieczne krzyżówki


Sceptycy twierdzą, że interes we wprowadzeniu na rynek europejski żywności modyfikowanej genetycznie mają koncerny agrochemiczne, które w jej opracowanie zainwestowały olbrzymie pieniądze, dlatego teraz oczekują zysków. Podczas debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu Jean-Claude Martinez z Frontu Narodowego wręcz twierdził, że na Europę naciskają ci politycy w administracji Busha, których kampanie wyborcze sfinansowały biotechnologiczne grupy badawczo-produkcyjne.
Unijni konsumenci boją się genetycznie modyfikowanej żywności. Istnieje obawa, że nawet jeśli nie powoduje ona negatywnych skutków u ludzi, nie wiadomo jakie negatywne zmiany może spowodować w środowisku. Organizacje takie jak Przyjaciele Ziemi obawiają się, że rośliny zmienione genetycznie i uodpornione tą drogą na szkodniki mogą krzyżować się ze swymi dzikimi odmianami i przekształcić się w superchwasty. Już kilka lat temu prasa światowa donosiła o pracach francuskich uczonych, którzy eksperymentalnie wyhodowali zmodyfikowany genetycznie rzepak odporny na środki chwastobójcze. Geny sztucznie wprowadzone do rośliny w wyniku krzyżówek szybko przedostawały się do jej dzikich odmian nigdy nie modyfikowanych genetycznie. - Rzepak należy do roślin, których różne odmiany łatwo dają się krzyżować między sobą. Aby się rozmnażać, potrzebują bowiem pyłku innych roślin tego samego gatunku. Niebezpieczeństwo przenikania genów z roślin modyfikowanych genetycznie do innych nigdy nie zmienianych jest więc spore. Nie ma go natomiast w wypadku roślin samopylnych takich jak np. pszenica. Chcąc więc ocenić bezpieczeństwo uprawy i spożywania roślin modyfikowanych genetycznie, każdy przypadek należy rozważać oddzielnie - mówi prof. Janusz Zimny.

Ryzykowny postęp


W Europie jednak mało kto wierzy w to, że uda się kontrolować uprawy roślin modyfikowanych genetycznie, że nie dojdzie do ich skrzyżowania z gatunkami niemodyfikowanymi. Nawet jeśli ich uprawy będą specjalnie oznakowane i prowadzone na wydzielonym terenie, nikt nie zabroni owadom latać i wiatrowi wiać. Dodatkowo trzy lata temu ujawniono, że pola setek farm w całej Europie, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i Szwecji zostały obsiane modyfikowanym genetycznie rzepakiem. Przy zakupie ziarna rolników nie poinformowano, że nie jest to normalny rzepak. Wszystko to sprawia, że obawy przed roślinami genetycznie modyfikowanymi w Europie wciąż są duże. Ich dokładnego oznaczania domaga się według europejskich sondaży 94 proc. ankietowanych w krajach Unii. - Trudno się dziwić, że modyfikacje genetyczne żywności wzbudzają tyle obaw. Tym bardziej, że nie wiadomo, jak daleko nauka posunie się w modyfikacjach genetycznych roślin. Tak jest w przypadku każdej nowej technologii, którą można użyć dla dobra człowieka lub przeciw niemu. Postępu naukowego jednak nie da się zatrzymać - mówi prof. Janusz Zimny.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki