Teraz odbudowa...

Wojna z Saddamem zakończona. Tak ogłaszają media na świecie. Amerykańskie stacje emitują programy pod jednoznacznym wspólnym nagłówkiem - "Po Saddamie". Owszem, do końca nie wiadomo, czy dyktator Iraku żyje, czy nie, ale tak naprawdę każdy fakt ma tutaj znaczenie medialne i jako taki jest dobry. Podobnie było po zwycięstwie w Afganistanie, gdzie głównym sprawcą zła i wrogiem numer...
Czyta się kilka minut

Wojna z Saddamem zakończona. Tak ogłaszają media na świecie. Amerykańskie stacje emitują programy pod jednoznacznym wspólnym nagłówkiem - "Po Saddamie". Owszem, do końca nie wiadomo, czy dyktator Iraku żyje, czy nie, ale tak naprawdę każdy fakt ma tutaj znaczenie medialne i jako taki jest dobry. Podobnie było po zwycięstwie w Afganistanie, gdzie głównym sprawcą zła i wrogiem numer jeden był Osama ben Laden. Co z nim, co z Hussajnem - tego nie wie nikt… Ale wszystkim jest z tą niewiedzą wygodnie.

Niewygodnie natomiast robi się samym Irakijczykom, Irakijczykom, którzy zaczynają cierpieć na ostre stany choroby znanej w Polsce po 1989 roku. Choroby wolności. W Polsce miała ona relatywnie łagodny przebieg, bo i wyzwolenie przyszło inną drogą, i byli w tym kraju ludzie, którzy wiedzieli, co to znaczy wolność i niepodległość, i były autorytety polityczne i duchowe. A mimo to syndrom zwany "nieszczęsnym darem wolności" dał się odczuć jako swoista epidemia.

W Iraku wygląda to o wiele gorzej. Kiedy słyszy się głosy nadawane w telewizji typu: "ledwo uwolniliśmy się od jednego terroru i reżimu, teraz zagraża nam inna dyktatura" - to chyba wrażenia są zróżnicowane. Po pierwsze, co znaczy "uwolniliśmy się"? To akurat jest złe użycie strony czynnej. Irak został uwolniony od dyktatora, ale przez siły wyłącznie zewnętrzne. Najbardziej aktywny udział militarnych jednostek irackich był bodajże przy odegraniu sceny zbiorowej euforii podczas obalenia pomnika Hussajna w Bagdadzie… Świadczył jednak o dobrym rzemiośle statystów filmowych, ale nie o umiejętnościach wyzwoleńczych.

Natomiast fakt tego przekłamania (nie "uwolniliśmy się", ale "uwolniono nas") potęguje w gruncie rzeczy dramatyczny stan choroby zwanej "nieszczęsnym darem wolności". Rzecz w tym, że o ile diagnozę tu łatwo postawić, o tyle metody leczenia nie są łatwe. W dodatku terapeuci też nie najlepsi chyba. Jedynym środkiem, jaki fundują, jest "demokracja". Ultrasilna dawka. Problem w tym, że jest to lek, do którego organizm pacjenta zupełnie nie był dostosowany…

Cóż, nie ma co ukrywać, że owo "teraz odbudowa" wcale nie jest takie proste. Nawet jeśli marzenia uwolnionych sięgają na razie tylko wody i prądu. Ale takie są skutki wojny. I o tym był czas pomyśleć.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 18/2003