Logo Przewdonik Katolicki

Ukrzyżowanie Dzieciątka Jezus

Ks. Marek Dziewiecki
Fot.

Kilkanaście lat temu zorganizowano na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie wystawę ukazującą chrześcijaństwo widziane oczyma dzieci. Wśród prac małych artystów, które wzbudziły największe zainteresowanie, był rysunek pt. Ukrzyżowanie Dzieciątka Jezus. Zwykle Boże Narodzenie kojarzy się nam z radością z przyjścia do nas Syna Bożego. Tymczasem Wcielenie Jezusa...

Kilkanaście lat temu zorganizowano na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie wystawę ukazującą chrześcijaństwo widziane oczyma dzieci. Wśród prac małych artystów, które wzbudziły największe zainteresowanie, był rysunek pt. „Ukrzyżowanie Dzieciątka Jezus”.

Zwykle Boże Narodzenie kojarzy się nam z radością z przyjścia do nas Syna Bożego. Tymczasem Wcielenie Jezusa Chrystusa to początek Jego drogi krzyżowej, to w pewnym sensie pierwsza stacja męki Pańskiej. Z miłości do człowieka Bóg stał się dzieckiem. Dzieckiem, dla którego nie było miejsca na tej ziemi. Dzieckiem, które urodziło się w ubogiej stajni i które Herod chciał zabić. W obliczu Ukrzyżowanej Bożej Miłości warto zastanowić się nad naszą postawą wobec dzieci oraz nad ich losem.

Dzieciom ma być dobrze


Taka refleksja jest obecnie bardzo potrzebna. Żyjemy bowiem w czasach, w których wielu dorosłych odnosi się do dzieci w sposób ambiwalentny, naiwny, a nawet cyniczny. Z jednej strony w wielu środowiskach panuje moda na mówienie o prawach dzieci, na tworzenie nowych fundacji oraz instytucji, które działają na rzecz dzieci. Powoływanie rzeczników praw dziecka stało się wręcz nakazem „politycznej poprawności”. Równie modne jest lansowanie „prodziecięcych” mitów, które sugerują, że dzieci są z natury dobre, a więc nie zranione grzechem pierworodnym, że ich rozwój jest spontaniczny, że mogą rozwijać się bez Boga, bez zasad moralnych, bez dyscypliny, bez pracy nad sobą, że wychowawcy powinni zawsze respektować subiektywne przekonania i odczucia wychowanka oraz że wychowanie powinno odbywać się bez stresów.

Brak konsekwencji


Z drugiej strony te same środowiska, które idealizują dzieciństwo i które wiele mówią o prawach młodego pokolenia, nie przyznają dzieciom najważniejszych praw: prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, prawa do rozwoju w kochającej się i trwałej rodzinie, prawa do realistycznego rozumienia siebie i świata, prawa do wrażliwości moralnej, do wolności od uzależnień, do miłości i odpowiedzialności, bez której nie ma pokoju sumienia ani trwałego szczęścia. Wielu dorosłych w sposób okrutny i nielegalny bogaci się kosztem dzieci. Odnosi się to zwłaszcza do ludzi związanych z produkcją i sprzedażą alkoholu, narkotyków, pornografii. Całe gałęzie przemysłu i usług bazują na nieszczęściu oraz słabościach dzieci i młodzieży. Większość środków przekazu, a zwłaszcza wydawnictw młodzieżowych, wyrządza młodym krzywdę, nawołując do przesadnej koncentracji na cielesności i emocjonalności oraz szerząc rozrywkowe podejście do życia, a zwłaszcza do miłości i seksualności. Dzieci stały się w naszej cywilizacji ofiarami ekonomicznej eksploatacji ze strony cynicznych dorosłych i pewnych grup nacisku. Wiele dzieci i młodych nie czuje się bezpiecznie nawet we własnym domu i w otoczeniu swoich najbliższych. Wszystko to doprowadziło do dramatycznego kryzysu wśród dzieci i młodzieży: lawinowo rośnie wśród nich liczba samobójstw, uzależnień, przestępczości, zaburzeń psychicznych, zranień duchowych, poczucia krzywdy. Za każdym z tych zjawisk kryje się wielkie cierpienie fizyczne, psychiczne, duchowe i moralne najmłodszych mieszkańców naszej planety.

Prawdziwi przyjaciele dzieci


Jeśli chcemy być prawdziwymi przyjaciółmi dzieci – na wzór Jezusa – to musimy rozumieć je w sposób realistyczny i dojrzale pokochać. Powinniśmy pamiętać, że dzieci potrzebują nie tylko naszej obecności i miłości, ale także naszego doświadczenia i twardych wymagań. Młodzi potrzebują odpowiedzialnej pomocy wychowawczej, czyli takich słów i czynów miłości, które są dostosowane do sytuacji i zachowania danego wychowanka. Potrzebują wychowawców, którzy wprowadzają w świat faktów oraz w więzi miłości, a ochronią przed pokusą życia w świecie naiwnych fikcji czy doraźnej przyjemności.
W książce „Ziemia, planeta ludzi”, Antoine de Saint-Exupéry wspomina spotkanie w nocnym pociągu z grupą polskich górników, którzy, w 1937 r. utracili pracę w kopalniach i z całymi rodzinami zostali wydaleni z Francji. Byli potwornie zmęczeni, smutni, zdeformowani fizycznie. Obserwując mężczyznę i kobietę, którzy przytuleni do siebie, spali na podłodze wagonu trzeciej klasy, Exupéry napisał: „Pomyślałem: ta nędza, ten brud, ta brzydota – nie one są problemem. Ten mężczyzna i ta kobieta poznali się kiedyś, mężczyzna uśmiechał się na pewno do kobiety, na pewno przyniósł jej kwiaty po pracy. Nieśmiały i niezręczny, bał się może, że zostanie odtrącony. A kobieta przez wrodzoną kokieterię, kobieta pewna swego wdzięku, z upodobaniem podniecała może jego niepokój. I tamten, który dziś jest już tylko maszyną do kopania czy wiercenia, przeżywał rozkoszną udrękę. Niepojęte, jak mogli stać się tymi bryłami gliny.” Snując takie refleksje, Exupéry dostrzegł ich śpiące dziecko. „Cóż to była za twarzyczka! Z tej pary narodził się ten jakby złocisty owoc. Z tych ciężkich łachmanów zrodziło się arcydzieło piękna i wdzięku. Pochyliłem się nad gładkim czołem, delikatnym zarysem ust i powiedziałem do siebie: oto muzyk, dziecięcy Mozart, piękna zapowiedź życia. Mali książęta z bajki nie mogli być inni: otoczony opieką i staraniem, kształcony, wychowany, kim mógłby zostać! Kiedy drogą skrzyżowań uzyskuje się nowy gatunek róży, wszyscy ogrodnicy są poruszeni. Izoluje się tę różę, pielęgnuje, otacza dbałością. Ale nie ma ogrodnika dla ludzi. Mały Mozart trafi pod walce maszyny. Największe swoje wzruszenie będzie czerpał z banalnej muzyczki w zaduchu tancbudy. W każdym z tych ludzi, w jakimś stopniu, został Mozart zamordowany. Tylko Duch, jeśli tchnie na glinę, może stworzyć Człowieka.”

Największe zagrożenie


Jakże aktualna jest ta refleksja francuskiego pisarza i myśliciela sprzed ponad sześćdziesięciu lat. Jakże wielu dzieciom w naszej Ojczyźnie – z winy nas, dorosłych – grozi znowu nie tylko ubóstwo materialne, ale także to najbardziej groźne i bolesne: ubóstwo duchowe. Jakże wielu dzieciom grozi, że – z winy nas, dorosłych – zadowolą się zaduchem trzeciorzędnej dyskoteki albo czwartorzędną ideologią o istnieniu łatwego szczęścia: bez autorytetów i zasad moralnych, bez dyscypliny i wewnętrznej wolności, bez miłości i odpowiedzialności. Jakże wiele dzieci wokół nas i w naszych domach jest głodnych miłości, czułości, poczucia bezpieczeństwa. W jaki sposób możemy im pomóc? Przede wszystkim pomóżmy dzieciom przychodzić do Chrystusa, najlepszego przyjaciela i wychowawcy człowieka. On okazywał szczególną troskę o los dzieci. One miały zawsze dostęp do Niego. Także wtedy, gdy był bardzo zmęczony. Warto, by o tym pamiętali rodzice, którzy zmęczeniem usprawiedliwiają brak czasu dla swoich dzieci. Jezus utożsamia się z dziećmi i będzie nas sądził z naszej postawy wobec tych najmniejszych. Nie pozwólmy, by dzieci w naszych rodzinach, parafiach, szkołach okaleczały swoje pragnienia, by rezygnowały z aspiracji do życia w miłości, świętości, wolności i radości, którą przynosi Chrystus. Nie dopuśćmy, by w kolejnych dzieciach Jezus nadal był krzyżowany.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki