Twarzą w twarz

Dwadzieścia cztery godziny, stu partnerów i jedna aktorka. Występ Magdaleny Cieleckiej podczas Malta Festival to coś więcej niż teatralne wyzwanie – to lekcja obecności, która przypomina, jak bardzo potrzebujemy autentycznego spotkania.
Czyta się kilka minut
Magdalenie Cieleckiej partnerowali zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy, a każdy z nich przynosił na scenę inną energię i własny sposób bycia | fot. materiały prasowe
Magdalenie Cieleckiej partnerowali zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy, a każdy z nich przynosił na scenę inną energię i własny sposób bycia | fot. materiały prasowe

Druga w nocy. Poznańską Salę Ziemi wypełnia podekscytowany tłum ludzi. Jedni siedzą wyprostowani, inni opierają głowy na dłoniach, ktoś nagrywa rolkę, ktoś się przemieszcza, ktoś jeszcze inny wpatruje się w scenę z niegasnącą ciekawością. Za chwilę na scenę, na której znajduje się mały, oszklony, czerwono-różowy pokój wejdzie kolejny mężczyzna. The Second Woman w postaci Magdaleny Cieleckiej spojrzy mu w oczy, usłyszy te same słowa i ponownie odegra scenę rozstania. Tyle że tym razem będzie ona zupełnie inna.

Sztuka uważności

Trudno przypomnieć sobie wiele spektakli, po których bardziej niż o fabule myśli się o ludziach. Zwłaszcza dziś, kiedy nasza uwaga rozprasza się pomiędzy kolejnymi ekranami, powiadomieniami i krótkimi komunikatami. Być może właśnie dlatego teatr – szczególnie ten poszukujący form opartych na konfrontacji, form otwartych i zapraszających do współuczestnictwa – coraz częściej staje się miejscem nie tyle opowiadania historii, ile budowania wspólnoty.

Pokazany podczas tegorocznego Malta Festival spektakl The Second Woman nie jest nowym projektem. Powstał w 2016 roku z inicjatywy australijskich artystek Nat Randall i Anny Breckon, które postanowiły sprawdzić, co stanie się z jedną krótką sceną zerwania, jeśli zostanie powtórzona sto razy z udziałem stu różnych partnerów. Za każdym razem dialog pozostaje niemal w całości taki sam, zmienia się jedynie (aż) człowiek, który staje naprzeciwko aktorki.

Poznańska odsłona powierzona została Magdalenie Cieleckiej – aktorce od lat udowadniającej, że prawdziwy kunszt nie polega na efektowności, ale na uważności. Partnerowali jej zarówno zawodowi aktorzy, muzycy i dziennikarze, jak i przede wszystkim osoby niemające zawodowo nic wspólnego z teatrem. Dzięki temu nie oglądaliśmy perfekcyjnie wyreżyserowanych, wielokrotnie przećwiczonych scen, a żywioł. Moment, który mógł wydarzyć się naprawdę.

Każda kolejna scena wymagała pełnej gotowości na nieznane. Nie było możliwości zagrania jej „z pamięci”, ponieważ partner za każdym razem przynosił na scenę nową energię, nowe emocje i własny sposób bycia. Jedni próbowali stworzyć pełnoprawną postać, inni wybierali komediowy ton, ktoś budował napięcie, ktoś zdawał się niemal zawstydzony własną obecnością. Największym aktorskim osiągnięciem Cieleckiej nie wydawała mi się więc wytrzymałość – choć dwadzieścia cztery godziny grania samo w sobie budzi podziw – ale zdolność pozostawania całkowicie obecną. Przy pięćdziesiątym, siedemdziesiątym czy dziewięćdziesiątym partnerze reagowała z taką samą uważnością jak na początku. Jakby każda rozmowa wydarzała się po raz pierwszy.

Zaśpiewaj albo popatrz

To doświadczenie przywołało we mnie wspomnienie innego performansu, który przed dwoma laty oglądałam w Muzeum Sztuki Współczesnej Kiasma w Helsinkach. Zainicjowany w 2006 roku Complaints Choir, czyli „Chór Narzekań”, był projektem fińskich artystów Tellervo Kalleinen i Olivera Kochty-Kalleinena, zapraszających mieszkańców różnych miast z całego świata do wspólnego śpiewania… własnych skarg. Brzmi przewrotnie, ale efekt okazywał się zaskakująco poruszający (w pewnym momencie nawet do łez!). Przez kilka godzin oglądałam kolejne nagrania ludzi, którzy śpiewali o codziennych frustracjach, zmęczeniu, samotności czy poczuciu niezrozumienia. Im dłużej się temu przyglądałam, tym wyraźniej dostrzegałam, że pod pozornie błahymi narzekaniami kryje się coś znacznie głębszego: potrzeba bycia usłyszanym. Wspólne śpiewanie nie rozwiązywało problemów – ani tych błahych, ani tym bardziej tych poważnych – sprawiało jednak, że przestawały być przeżywane w samotności. Moje doświadczenie prowadzenia warsztatów terapii przez sztukę mówi jasno: potrzebujemy przekonania, że nie tylko my tak mamy. Nie tylko nam coś ciąży, nie tylko dla nas pewne rzeczy wydają się zbyt trudne. Kiedy o nich powiemy, nadamy im kształt i nazwę – i nagle okazuje się, że obok nas jest ktoś, kto ma podobnie. A razem już jakby lżej…

Podobny mechanizm odnajduję w słynnym performansie Mariny Abramović The Artist Is Present z 2010 roku. Przez niemal trzy miesiące artystka siedziała nieruchomo w nowojorskim Museum of Modern Art, zapraszając odwiedzających jedynie (aż) do tego, by usiedli naprzeciwko niej i spojrzeli jej w oczy. Nic więcej. Bez słów, gestów i spektakularnych wydarzeń. A jednak dla wielu uczestników było to jedno z najbardziej intensywnych doświadczeń w ich życiu. Dlaczego? Być może dlatego, że w świecie nieustannego pośpiechu uwaga skierowana wprost na drugiego człowieka staje się czymś niezwykle rzadkim. Czy potrafimy znieść ciężar bycia zauważonym? Czy sami potrafimy zauważać?

Zaproszenie do obecności

Opowiedziałam Państwu o tych projektach, bo poruszona cudowną Magdaleną Cielecką, chórem narzekań i spojrzeniem Mariny Abramović pomyślałam, że o ile iluzja bez wątpienia jest sztuką, o tyle sztuka wcale nie musi być iluzją. Nie musi opierać się na zniekształconym postrzeganiu rzeczywistości ani na błędnych jej interpretacjach. Może być spotkaniem, w którym wszystko, co widzimy, jest prawdą.

Myślę, że po ponad dwóch latach mojego pojawiania się na łamach „Przewodnika” dobrze już Państwo wiedzą, że jestem wielką orędowniczką doświadczania sztuki niezależnie od poziomu posiadanych kompetencji. Oczywistym jest, że wiedza pozwala dostrzec więcej kontekstów, rozpoznać inspiracje czy świadome nawiązania, ale nie trzeba przecież znać historii performansu, żeby wzruszyć się widokiem stu nieznajomych ludzi, którzy przez kilka minut próbują opowiedzieć własną historię. Nie trzeba czytać interpretacji Mariny Abramović, żeby zrozumieć, jak wiele może znaczyć czyjeś uważne spojrzenie. Nie trzeba też znać teorii sztuki partycypacyjnej, żeby poczuć, że wspólne doświadczenie zmienia sposób patrzenia na drugiego człowieka.

Może właśnie w tym tkwi największa siła podobnych wydarzeń: w zapraszaniu do obecności. Do pozwolenia sobie na to, by przez chwilę nie szukać natychmiastowych odpowiedzi ani jednoznacznych interpretacji. By zapytać raczej: co to doświadczenie poruszyło we mnie?

Lato wydaje się do takich pytań szczególnie dobrym czasem. Place, parki i zaułki naszych miast wypełniają się festiwalami, koncertami, instalacjami i performansami, które niejednokrotnie omijamy z przekonaniem, że są zbyt dziwne, zbyt hermetyczne albo „nie dla nas”. Gdyby tak spróbować spojrzeć na nie inaczej? Nie jak na łamigłówki wymagające poprawnego rozwiązania, ale jak na zaproszenie do spotkania? Nawet jeśli nie wszystko zrozumiemy, nawet jeśli wyjdziemy z większą liczbą pytań niż odpowiedzi, będzie to doświadczenie. A ono zawsze ma wartość.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2026