Zanim nauczyliśmy się rozmawiać wspólnym językiem – śpiewaliśmy. Zanim znaleźliśmy odpowiednie słowa, odnajdywaliśmy wspólny rytm. Być może właśnie dlatego najnowszy album Mieczysława Szcześniaka Brothers wydaje się czymś więcej niż kolejną płytą w bogatej dyskografii cenionego wokalisty. Jeśli spytaliby mnie Państwo o zdanie, powiedziałabym, że jest to projekt zbudowany wokół idei spotkania: ludzi, kultur, doświadczeń i muzycznych tradycji, które łączy znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.
W różnych światach
Dla wielu słuchaczy Mietek Szcześniak pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych głosów polskiej muzyki ostatnich dekad. Od początku swojej kariery wymykał się prostym klasyfikacjom; choć jego obecność w nurcie muzyki rozrywkowej była wyraźna, nigdy nie wydawał się artystą szczególnie zainteresowanym podążaniem za modą. Zamiast tego konsekwentnie budował własny język muzyczny, czerpiąc z jazzu, soulu, gospel i muzyki chrześcijańskiej. Na przestrzeni lat zdobył trzy Fryderyki, reprezentował także Polskę podczas Konkursu Piosenki Eurowizji w 1999 roku z utworem Przytul mnie mocno. W jego dorobku znajdują się współprace z artystami reprezentującymi bardzo różne muzyczne światy – od Ewy Bem i Anny Marii Jopek po Edytę Górniak czy Kayah. Szczególne miejsce zajmuje oczywiście Dumka na dwa serca, nagrana wspólnie z Edytą Górniak do filmu Ogniem i mieczem (kto się przy niej nigdy nie wzruszył, niech pierwszy rzuci kamieniem!), ale równie ważnym rozdziałem pozostaje wieloletnia działalność w środowisku muzyki chrześcijańskiej związanej z formacjami New Life M. i Deus Meus. To właśnie pomiędzy tymi pozornie odległymi przestrzeniami – muzyką popularną, jazzem, soulem i duchowością – Szcześniak budował swoją artystyczną tożsamość.
Nowa płyta powstała jako symboliczne zwieńczenie czterech dekad działalności artystycznej. W wypowiedziach „okołopłytowych” Szcześniak wspomina, że już jako nastolatek spacerował po rodzinnym Kaliszu z walkmanem na uszach, słuchając amerykańskiego soulu i gospel. Marzył wtedy, by kiedyś nagrać muzykę z amerykańskimi artystami. W realiach Polski lat 80. podobne marzenie mogło wydawać się całkowicie nierealne – świat znajdował się daleko, możliwości były ograniczone, a wiele rzeczy pozostawało wyłącznie w sferze fantazji.
Tym bardziej poruszające jest to, że po kilkudziesięciu latach marzenie to rzeczywiście Szcześniakowi udało się spełnić. Do współpracy przy albumie zaprosił legendarnych twórców amerykańskiej sceny muzycznej, wśród których znaleźli się H.B. Barnum – producent współpracujący m.in. z Frankiem Sinatrą, Rayem Charlesem i Arethą Franklin oraz Wendy Waldman, autorka i producentka związana z wieloma światowymi przebojami. W nagraniach uczestniczył również prowadzony przez Barnuma słynny Life Choir z Miasta Aniołów.
W dobrym stylu
Co o samej płycie? Album zanurzony jest w tradycji amerykańskiego soulu, rhythm and bluesa, gospel, bluesa i country. Szcześniak podkreśla, że twórcom zależało na pisaniu nowych piosenek, które brzmiałyby tak, jakby mogły powstać kilkadziesiąt lat temu. Nie chodziło jednak o kopiowanie dawnych wzorców ani o sentymentalną podróż do przeszłości, a raczej o dotarcie do źródeł: przypomnienie sobie, skąd wyrosła współczesna muzyka popularna i co umożliwiło jej rozwój zarówno w warstwie formalnej (melodycznej, rytmicznej), jak i znaczeniowej (kulturowej, metaforycznej).
Historia muzyki (nie tylko) amerykańskiej jest przecież historią spotkania. Muzyka gospel wyrosła z doświadczenia afroamerykańskich wspólnot, blues niósł w sobie pamięć bólu, pracy i tęsknoty, country z kolei rozwijało się głównie wśród białych mieszkańców amerykańskiego Południa, czerpiąc z tradycji szkockich, irlandzkich i angielskich pieśni ludowych. Przez długi czas były to światy funkcjonujące obok siebie, naznaczone również wyraźnymi, społecznymi podziałami. Z czasem jednak zaczęły się przenikać, inspirować i tworzyć nowe jakości i w moim odczuciu to właśnie ten wymiar wydaje się jednym z najciekawszych aspektów Brothers. Album przypomina, że kultura rozwija się nie wtedy, gdy zamykamy się we własnych światach, ale wtedy, gdy odważamy się wyjść poza nie. Najcenniejsze rzeczy często powstają na styku różnych doświadczeń, tradycji i często odmiennych sposobów patrzenia na rzeczywistość.
Nie jest to album próbujący za wszelką cenę udowodnić własną nowoczesność, nie stara ścigać się także z aktualnymi trendami. Jego siła tkwi raczej w spokojnym przekonaniu, że autentyczność nie starzeje się nigdy. Chwytliwe, ale niebanalne melodie, szczere emocje i dobrze napisane historie nie potrzebują dodatkowych ozdobników, by wybrzmieć.
Płyta Brothers przypomina, że marzenia nie zawsze spełniają się szybko. Pokazuje, że czasem najważniejsze projekty przychodzą dopiero po wielu latach, że spotkanie ludzi pochodzących z różnych światów może zaowocować czymś pięknym i wreszcie – że muzyka wciąż pozostaje jednym z najbardziej uniwersalnych języków, jakie stworzył człowiek.
W świecie, który coraz częściej uczy nas wybierania stron, album Mietka Szcześniaka proponuje coś znacznie trudniejszego i jednocześnie dużo bardziej potrzebnego: próbę budowania mostów. Nie poprzez wielkie hasła ani ideologiczne deklaracje, ale przez współtworzenie, słuchanie i opowiadanie historii. Pytanie tylko – czy zdecydujemy się na to otworzyć?
Brothers
Mietek Szcześniak
Polskie Radio 2026
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









