Witkacy ma nam sporo do powiedzenia

Albumu Kompozycje astronomiczne nie nazwiemy ani klasycznym słuchowiskiem, ani jazzowym albumem inspirowanym literaturą. Bliżej mu raczej do twórczej przestrzeni współistnienia słowa, muzyki i wyobraźni.
Czyta się kilka minut
fot. Materiały prasowe
fot. Materiały prasowe

Istnieją takie postaci w historii kultury, które z czasem stają się własnymi pomnikami. Im większa legenda, tym trudniej dostrzec w tym wszystkim człowieka. W przypadku Stanisława Ignacego Witkiewicza proces ten przebiegł wyjątkowo skutecznie. Wiemy, że był ekscentrykiem. Że malował portrety, pisał, eksperymentował. Chodził własnymi ścieżkami. Znamy charakterystyczne fotografie, słyszeliśmy o Firmie Portretowej (Nie jest to przyjemność duża / Cały dzień malować stróża / I za taki marny zysk / Zgłębiać taki głupi pysk), Teorii Czystej Formy i Szewcach.

Pisarz, malarz, fotograf, filozof, dramaturg, performer, wizjoner. Człowiek, który z równą intensywnością doświadczał życia, co je opisywał – w dramatach, powieściach, esejach, listach do żony (które mam przyjemność mieć w swoim posiadaniu – 4 tomy, 1278 listów z lat 1923-1939, wydane nakładem wydawnictwa PIW). Twórca-żywioł, fascynujący m.in. właśnie dlatego, że nieustannie pozostawał w ruchu intelektualnym, emocjonalnym, artystycznym. I być może dlatego tak dobrze, doskonale wręcz, odnalazł się w projekcie, który nie powstał po to, by stać się jasną i klarowną odpowiedzią na jasne i klarowne pytanie.

Buntownik przez całe życie

Witkacy. Kompozycje astronomiczne to album będący efektem spotkania twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, muzyki Wojtka Mazolewskiego i interpretacyjnej charyzmy Marcina Dorocińskiego (czy w obrębie rzeczywistości aktorskiej jest coś, czego ten człowiek nie dowiezie na najwyższym poziomie?). Projekt powstał z okazji jubileuszu 50-lecia Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, ale szybko wykroczył poza ramy jednorazowego wydarzenia. Seria koncertów zaowocowała płytą, której nie nazwiemy ani klasycznym słuchowiskiem, ani jazzowym albumem inspirowanym literaturą – bliżej jej raczej do twórczej przestrzeni współistnienia słowa, muzyki i wyobraźni.

I jeśli zapytaliby mnie Państwo, który z tych elementów wydaje się najbardziej kluczowym, odpowiedziałabym, że wyobraźnia właśnie. To ona nas napędza do działania, odpowiednio karmiona potrafi doprowadzić nas w miejsca, o których istnieniu jeszcze chwilę wcześniej nie mieliśmy pojęcia.

Mazolewski przyznaje, że pomysł związany z Witkacym nosił w sobie od lat i nietrudno zrozumieć siłę tego przyciągania. Podobnie jak Witkiewicz kiedyś, tak Mazolewski i dziś funkcjonuje w podobnym rejestrze artystycznej niezgody na oczywistość, miałkie i bezrefleksyjne poruszanie się po powierzchni. Witkacy przez całe życie buntował się przeciwko schematycznemu sposobowi myślenia o sztuce i człowieku. Mazolewski od lat robi coś podobnego w muzyce, konsekwentnie krocząc ścieżką ponad granicami rozpościerającymi się między jazzem, rockiem, punkiem i muzyką improwizowaną.

Pewnie, że opowieść o Witkacym można snuć w wielu różnych językach – myślę jednak, że ten, na który zdecydowali się panowie Mazolewski z Dorocińskim, trafia w samo sedno.

Osobliwy portret bohatera

Bo czym właściwie jest eksperymentalny jazz, jeśli nie sztuką permanentnego przekraczania granic właśnie? Nieustannym balansowaniem pomiędzy porządkiem a chaosem, konstrukcją a improwizacją, kontrolą a ryzykiem? W twórczości Witkacego odnajdujemy przecież podobne napięcia. Jego teksty są pełne intelektualnych prowokacji, gwałtownych zwrotów, absurdalnego humoru i filozoficznego niepokoju. Klasyczna forma mogłaby je zamknąć, a jazz pozwala im oddychać.

Słychać to właściwie od pierwszych minut albumu, od samego utworu otwarcia S.I.W. Muzyka kwintetu Mazolewskiego nie ilustruje tekstów w prosty sposób, nie pełni funkcji tła, jest za to równorzędnym uczestnikiem rozmowy. Czasem prowadzi narrację, czasem ją podważa, czasem wchodzi ze słowem w napięcie (a tych na całej płycie z pewnością nie brak). Jako słuchacze nie otrzymujemy gotowych interpretacji (czymże zresztą one miałyby być: Kalkami postrzegania rzeczywistości? Kluczem do zdekodowania znaczeń? Pójściem na łatwiznę?) – dostajemy w zamian zaproszenie do wspólnego błądzenia po świecie Witkacego, chaotycznym i nierzeczywistym, fascynującym, czasem przerażającym, czasem zachwycającym.

Kompozycje astronomiczne nie próbują Stanisława Ignacego w jednym wizerunku. Mazolewski sięga po fragmenty bardzo różne – z prozy, esejów, ale także listów. Już same tytuły utworów tworzą osobliwy portret bohatera tej opowieści. Obok kontemplacyjnych Komety, Świtu czy Piękna złożonego z brzydkich elementów pojawiają się przewrotne, przypominające o jego bezkompromisowym poczuciu humoru i niechęci do wszelkiej pozy. Szczególnie interesująco wypadają utwory oparte na korespondencji – Pętla, Przyjedź i Zakopane City. To właśnie tam najwyraźniej odsłania się człowiek ukryty za legendą ekscentryka, człowiek pełen sprzeczności, czułości, ironii i niepokoju. Adaptacje przygotowane przez Agnieszkę Wolny-Hamkało sprawiają, że teksty nie brzmią jak zastałe i zakurzone archiwalne teksty minionego wieku. Zaskakują aktualnością i stawiają przed nami lustro – coś, co jak już pewnie Państwo wiedzą, w sztuce cenię sobie ogromnie i najbardziej.

A skoro o aktualności mowa, trudno nie zauważyć, jak wiele tematów podejmowanych przez Witkacego pozostaje żywych również dziś. Lęk przed utratą indywidualności. Nadmiar bodźców. Kryzys poczucia sensu. Szamotanina między tym, co zastane, a tym, do czego wyrywa się całe nasze jestestwo. Słuchając niektórych fragmentów, można odnieść wrażenie, że między międzywojniem a współczesnością wcale nie leży tak wielka przepaść, jak mogłoby nam się wydawać. Ogromna zasługa w tym Dorocińskiego, który nie recytuje „ładnie” jedynie tych tekstów (wbrew rozgrzewającego publiczny dyskurs przekonaniu jednego z polityków, którego „argumentację” mógłby wytłumaczyć jedynie stan napędzany peyotlem). Mówi je tak, jakby powstawały na bieżąco – jakby ktoś właśnie teraz, przy stoliku obok, próbował nazwać własny zachwyt, lęk albo rozczarowanie światem.

Ściągnięty z cokołu

Choć album jest szalenie ambitny, nie ma w nim ani grama ekskluzywności, nie oczekuje od słuchacza doktoratu z historii literatury ani jazzowej erudycji. Otwiera się zarówno przed tymi, którzy znają twórczość Witkacego od lat, jak i przed tymi, którzy trafiają na niego po raz pierwszy (jak wspaniała musi być to przygoda odkrywać go już na własnych warunkach, nie w szkolnych ławkach i pod przymusem wpasowania się w klucz! Stanisławie, mam przeczucie graniczące z pewnością, nie byłbyś zadowolony z systemu polskiej edukacji, a takiego to już w szczególności…).

Muzycznie dzieje się tu bardzo dużo. Obok kontrabasu Mazolewskiego słyszymy znakomitych instrumentalistów: Piotra Chęckiego na saksofonie, Oskara Toroka na trąbce, Stanisława Pańtę przy fortepianie i syntezatorach, Wojciecha Zielińskiego na perkusji oraz Wiktora Wysockiego na klarnecie basowym. To skład, który doskonale rozumie język improwizacji, ale równie dobrze potrafi budować atmosferę skupienia i napięcia. Momentami muzyka jest niemal psychodeliczna, chwilami liryczna, innym razem gwałtowna i niepokojąca. Zawsze jednak pozostaje podporządkowana nadrzędnemu celowi: opowiedzeniu historii człowieka, który przez całe życie wymykał się definicjom.

Kompozycje astronomiczne nie próbują zrobić z Witkacego kolejnego patrona szkolnych akademii ani bohatera obowiązkowych przypisów. Przypominają raczej, że za wszystkimi wielkimi nazwiskami stoją ludzie – pełni sprzeczności, śmieszności, zachwytów i lęków. A kiedy uda się o nich opowiedzieć językiem równie żywym, jak oni sami, historia przestaje być archiwum. Zaczyna oddychać. I nagle okazuje się, że Witkacy nie siedzi gdzieś daleko na zakurzonym cokole polskiej kultury, siedzi obok. I ma nam jeszcze całkiem sporo do powiedzenia.

Witkacy. Kompozycje Astronomiczne

Mazolewski/Dorociński

Universal Music Group 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 25/2026