Popularność poradników z serii „samopomoc” i podcastów związanych z tematyką dobrostanu psychologicznego pokazuje, jak wiele osób jest zainteresowanych poprawą swojego funkcjonowania, nastroju, relacji z innymi. Pytanie brzmi: komu wierzyć, jak to robić tak, by sobie nie zaszkodzić? Problem jest o tyle ważny, że mnożą się poradniki wygenerowane przez sztuczną inteligencję, pod którymi podpisują się nieznani wcześniej autorzy, „eksperci”. To samo dotyczy pojawiających się w coraz większej obfitości aplikacji urządzeń proponujących wsparcie w rozwoju psychologicznym.
W mojej ocenie warto przyjrzeć się aplikacjom pomagającym w rozwoju jednej, konkretnej umiejętności. Od dawna znamy podstawę dobrego funkcjonowania psychicznego, opisał ją na przykład w swoim bestsellerze Inteligencja emocjonalna Daniel Goleman. To samopoznanie, wgląd, zdolność metaspojrzenia na siebie, swoje emocje i działania.
Czym właściwie jest wgląd
Pojęcie wglądu oznacza umiejętność zauważania i nazwania własnych myśli i reakcji tak, jakbyśmy patrzyli na nie z boku. Przykładem może być uchwycenie samego siebie w trakcie porwania emocjonalnego i powiedzenie: „Czuję złość, ponosi mnie”. Nie chodzi o skomplikowane procesy myślowe ani tym bardziej o ocenianie siebie („znowu się denerwuję, do niczego się nie nadaję”), ale o czyste zauważenie i nazwanie: co czuję, co myślę i co właśnie zamierzam zrobić. Czasem tę umiejętność nazywa się metaspojrzeniem. Na zdolności błyskawicznej oceny swoich przeżyć i działań opierają się bardziej skomplikowane umiejętności kierowania swoim życiem.
Badania pokazują, że osoby potrafiące spojrzeć na siebie, nazywać to, co się dzieje na poziomie emocji i odczuć w ciele, reagują w rezultacie spokojniej, rzadziej działają impulsywnie i szybciej wracają do równowagi po stresie. Nic dziwnego, że właśnie te mechanizmy próbują wzmacniać współczesne aplikacje wspierające emocje.
Wgląd w siebie rozdawany innym
Jak już wspomniałam, aplikacji takich jest naprawdę sporo, jednak z zasady nie są one w jakikolwiek sposób oceniane pod kątem potencjalnej skuteczności ani szkodliwości. Czasem aplikacje takie powstają na potrzeby konkretnych badan naukowych. W jednym z najnowszych badań wykorzystano aplikację o nazwie „InsightApp” (czyli właśnie „Wgląd”) –narzędzie, które kilka razy dziennie wysyła użytkownikowi powiadomienie, prosząc, by na chwilę spojrzał na siebie z boku i zadał proste pytanie: „Co teraz czuję? Czy to, co robię, jest zgodne z tym, co dla mnie ważne?”. Badani wpisywali swoje przemyślenia w aplikacji. Może brzmieć to banalnie, ale efekty okazały się zaskakująco dobre.
Badacze zauważyli, że choć ogólny poziom dobrego samopoczucia uczestników nie zmienił się spektakularnie, to w realnych sytuacjach stresowych ci, którzy używali aplikacji, reagowali spokojniej. Ich lęk rósł wolniej, łatwiej było im wrócić do równowagi, a ich działania częściej zgadzały się z wartościami, które deklarowali jako ważne. Największy efekt dotyczył redukcji niepokoju. Co ciekawe, działanie ochronne nie znikało po zakończeniu programu. Najwyraźniej uczestnicy eksperymentu wyrobili w sobie nawyk dokonywania regularnego metaspojrzenia na swoje przeżycia i działania.
Generalnie całość brzmi świetnie. Ale żeby tak działać, aplikacja potrzebowała jednego: bardzo osobistych zapisów dotyczących codziennych emocji. Było to badanie naukowe, dane służyły wyłącznie badaczom, ale – analogicznych aplikacji służących temu samemu celowi jest na rynku sporo. I są to aplikacje komercyjne.
Trening radzenia sobie ze złością – skuteczny, ale…
Inne badanie, oparte na narzędziu online dotyczyło programu pomagającego radzić sobie ze złością. Uczestnicy wypełniali testy psychologiczne przed i po wysłuchaniu wykładów online, pokazujących konkretne sposoby radzenia sobie ze złością. Uczyli się tu różnych strategii: reinterpretowania trudnych sytuacji, akceptowania emocji albo neutralnego reagowania. Opisywali też, co się z nimi działo, gdy wykorzystywali poszczególne metody radzenia sobie ze złością i wysyłali je badaczom. Po każdej sesji dostawali precyzyjną informację zwrotną, co zrobili dobrze, a co powinni poprawić. Okazało się, że wszystkie wyuczone strategie poprawiały funkcjonowanie.
Efekty pojawiały się stopniowo, ale były wyraźne: mniej wybuchów, mniej napięcia, większa kontrola nad emocjami, i to jeszcze miesiąc po zakończeniu ćwiczeń. Był to ciekawy eksperyment, w którym osobą udzielającą informacji zwrotnej był prawdziwy człowiek, z wykształceniem kierunkowym. Było to badanie naukowe, a zebrane podczas niego wrażliwe dane były wykorzystane wyłącznie do celów badawczych.
Problem? To nie musi być człowiek. Zaczynają się pojawiać liczne aplikacje online, gdzie informacji zwrotnych udziela wytrenowany model językowy (sztuczna inteligencja). W tych przypadkach każda sesja wymaga, by użytkownik zdradzał dużo szczegółów na temat swoich emocji, konfliktów i reakcji. Co gorsza, wczytywanie się w regulaminy korzystania z aplikacji (a kto to robi?) pokazuje, że mogą być wykorzystane na przykład do trenowania modelu, a nawet – w celach marketingowych czy być udostępnione zewnętrznym firmom.
Co dzieje się z naszymi danymi wrażliwymi?
I tu dochodzimy do sedna: nowoczesne technologie mogą realnie pomóc, także młodym ludziom. Aplikacja może mi pomóc kilkakrotnie w ciągu dnia zatrzymać się, zastanowić nad swoimi emocjami, zadać kilka pytań, dzięki którym mój dzień wróci na właściwe tory. Porady mogą być naprawdę dostosowane do potrzeb, profilu psychologicznego użytkownika, przemawiać do jego emocji.
Aplikacje mogą wspierać w radzeniu sobie ze stresem, napięciem, wybuchami złości, lękiem społecznym. Mogą być uzupełnieniem terapii albo wsparciem tam, gdzie terapii brakuje. Ale jednocześnie są narzędziem, które wie o użytkowniku znacznie więcej, niż mu się wydaje.
Aplikacja może poznać stałe wyzwalacze złości, momenty największego stresu, typowe schematy reagowania, pory dnia, w których mamy najgorszy nastrój, a także to, co jest dla nas naprawdę ważne. Co więcej, pojawiają się urządzenia monitorujące pracę mózgu (nosi się je jako opaskę na głowie), poprawiające realnie funkcjonowanie dzięki tzw. biofeedbackowi. Jedno z nich opisuje Nita Farahany, autorka książki Walka o mózg. Wolność myślenia w erze neurotechnologii. Ponieważ od lat cierpi na ostre migreny, zaczęła nosić opaskę z jednej strony ostrzegającą ją przed zbliżającym się bólem, z drugiej „nagradzającą” delikatnym śpiewem ptaków, gdy jej mózg funkcjonuje w sposób odsuwający migrenę. Fantastyczna pomoc po latach nieskutecznej farmakoterapii. Problem – jej surowe dane mózgowe są gromadzone przez firmę produkującą te antymigrenowe opaski. W swojej książce zwraca uwagę, że dane takie są powszechnie gromadzone, przetwarzane, a jednocześnie nie są w żaden sposób prawnie chronione. Czasem trafiają do zewnętrznych firm, czasem do reklamodawców, czasem po prostu są przechowywane na serwerach bez przejrzystej informacji o tym, kto ma do nich dostęp.
Dlatego przed wprowadzeniem takich narzędzi w swoje życie warto zatrzymać się na chwilę i zadać pytanie: czy zysk jest większy niż ryzyko?
Jak korzystać z aplikacji mądrze i bezpiecznie?
Najważniejsze jest świadome podejście. Warto solidnie przejrzeć politykę prywatności i sprawdzić, czy aplikacja udostępnia dane partnerom handlowym. Jeśli tak – lepiej wybrać inną. Dużo bezpieczniejsze są aplikacje płatne, bo z reguły opierają się na innym modelu biznesowym niż „darmowe”. W codziennym użytkowaniu dobrze jest ograniczyć zgody: aplikacja wspierająca emocje nie musi znać naszej lokalizacji ani mieć dostępu do mikrofonu. Lepiej też nie logować się przez platformy społecznościowe, bo wtedy różne dane mogą się ze sobą połączyć. Jeśli kupujemy jakiś gadżet wspomagający funkcjonowanie – taki, jak opisany przez panią Farahany, ograniczmy zdradzane informacje osobiste do minimum. Jeśli jest możliwość zarządzania zbieranymi o nas danymi, warto je regularnie kasować.
I zanim ktoś zwyczajnie to zignoruje, myśląc: „ale co z tego, że jakaś firma będzie wiedziała o mnie i moim mózgu wszystko, przecież nie jestem nikim ważnym, by się tym przejmować?”, dane zbierane od tysięcy, a nawet milionów „nieważnych” osób, pogrupowanych w odpowiednie kategorie, wpadłszy w niepowołane ręce, mogą mieć skutek w postaci manipulacji czy wręcz niszczenia ludzi na dużą skalę.
To my powinniśmy trzymać ster
Aplikacje uczące uważności, radzenia sobie ze stresem czy regulacji emocji mogą być przydatne. Dla wielu mogą stanowić realną pomocą. Należy jednak też sprawdzić, na jakich dokładnie podstawach teoretycznych są skonstruowane – czy proponowane w aplikacji interwencje są poparte badaniami naukowymi. Należy dokładnie przeanalizować losy gromadzonych w ten sposób danych wrażliwych o użytkowniku. Jeśli wybierzesz mądrze, zyskasz świetne wsparcie. Jeśli zrezygnujesz z refleksji, możesz nieświadomie oddać firmom technologicznym bardzo osobisty kawałek życia swojego lub życia swojego dziecka. A to już cena zdecydowanie zbyt wysoka.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












