Sztuka – na zdrowie

Staramy się wspierać artystów w ich chorobie, dawać im siłę i nadzieję, że mogą przeżyć swoje życie w sposób wartościowy – mówi dr Kamil Michalik z Fundacji Artsider, promującej sztukę tworzoną przez osoby chore na schizofrenię, w rozmowie z Karoliną Szafir.
Czyta się kilka minut
W artykule wykorzystano reprodukcje obrazów Sylwii Mansfeld z Fundacji Artsider. Więcej jej prac oraz prace innych artystów można zobaczyć na www.artsider.pl.
W artykule wykorzystano reprodukcje obrazów Sylwii Mansfeld z Fundacji Artsider. Więcej jej prac oraz prace innych artystów można zobaczyć na www.artsider.pl.

Fundacja Artsider, której jesteś założycielem, promuje sztukę osób chorujących na schizofrenię. Dlaczego akurat to połączenie: schizofrenia i sztuka?

– Kiedy odbywałem praktyki w Szpitalu Klinicznym im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie, mogłem przyglądać się zajęciom z arteterapii. Większość pacjentów, która brała udział w tych zajęciach, to byli ludzie chorujący właśnie na schizofrenię. Miałem wtedy za zadanie porozmawiać z jednym z pacjentów. To spotkanie w pewien sposób ukształtowało moją ścieżkę zawodową. Poza tym uważam, że schizofrenia jest zaburzeniem, które wciąż jest dosyć tajemnicze. Z jednej strony mamy stereotypy o negatywnym wydźwięku, a z drugiej – o chorych na schizofrenię mówi się, że to osoby z wrażliwością i talentem artystycznym.

Porozmawiajmy o tych stereotypach. Z jakimi najczęściej się spotykasz i skąd one się biorą?

– Jeśli chodzi o te negatywne, to na pewno najczęściej spotykam się z tym, że chorujący to ludzie nieobliczalni i niebezpieczni dla otoczenia. To krzywdzące uproszczenie. Owszem, czasem trudno przewidzieć, co dana osoba zrobi, bo ona przecież po części żyje w świecie, który dla nas nie jest realny. Natomiast i statystyki, i praktyka pokazują, że chorzy nie są niebezpieczni dla otoczenia. Przez te ich nieprzewidywalne zachowania może się tak wydawać, natomiast jeśli mówimy o jakiejś agresji wśród nich, to jest to najczęściej autoagresja. Chory jest zagrożeniem głównie dla siebie samego.

Co w zasadzie powinniśmy wiedzieć o schizofrenii?

– Przede wszystkim to, że jeśli chory jest w fazie zaostrzenia choroby, w stanie psychotycznym, to on całym sobą wierzy w to, co widzi, czuje i czego doświadcza. To mogą być głosy, które się słyszy, a które nakłaniają do zrobienia różnych rzeczy, halucynacje wzrokowe, urojenia – na przykład o tym, że jest się śledzonym albo wybranym do jakiejś szczególnej misji. Z drugiej strony mamy objawy negatywne: chory może mieć mdłości, silne bóle głowy, stany lękowe. Taka osoba bardzo często izoluje się społecznie, wolniej też reaguje na różne codzienne wyzwania, zadania i okoliczności. Zdarza się, że chory ma trudności z utrzymaniem uwagi, a jego procesy poznawcze są spowolnione.

Z jednej więc strony chory może czuć się niezrozumiany, gdy opowiada o tym, czego przecież doświadcza, a z drugiej – jego najbliższe otoczenie próbuje mu uświadomić, że to, co widzi, niekoniecznie jest prawdą. To dwa różne światy.

– I to jest realne cierpienie każdej ze stron. Wyobraźmy sobie, że jednego dnia ktoś słyszy głos mówiący o tym, że w domu jest podsłuch. I nawet jeśli nazajutrz już tego głosu nie ma, to jednak w świadomości chorego wciąż istnieje to doświadczenie: bo przecież wczoraj słyszał, jak ktoś mówił o podsłuchu. Szuka więc w całym domu urządzeń, których nie ma. Rodzina próbuje go od tego odwieść, bo wie, że to element doświadczenia psychotycznego. Pojawia się konflikt: chory czuje się niezrozumiany, wycofuje się, izoluje, a to tylko potęguje jego cierpienie. Na dodatek nie znajduje tego podsłuchu, więc żyje w napięciu i lęku. Po przeciwnej stronie jest rodzina, która zwyczajnie martwi się o chorego, ale która też doświadcza skutków przeszukiwania całego mieszkania, bo chory może na przykład porozrzucać różne rzeczy, przesuwać meble, być niespokojny.

Statystyki mówią, że tylko około 15–20 proc. chorujących na schizofrenię jest w stanie normalnie pracować i funkcjonować w społeczeństwie. To dość ponure dane.

– Bez wątpienia wpływ na to mają właśnie wspomniane stereotypy, ale też po prostu fakt, że oczekiwania pracodawcy są nieco inne niż potrzeby chorującego pracownika. Osoba chora może potrzebować na przykład dodatkowej przerwy, krótszego czasu pracy, może mieć trudności z koncentracją… Jest też problem czysto diagnostyczny – chory nie zawsze trafia do psychiatry, nie zawsze też udaje się dobrać odpowiednie leki, ten proces dopasowywania farmakoterapii czasem trwa bardzo długo, on też nie pozostaje bez wpływu na funkcjonowanie poznawczo-emocjonalne, pojawiają się efekty uboczne. Trudno w takim stanie pracować.

Twoja fundacja pomaga wyjść chorującym z cienia schizofrenii i stara się przekraczać różne bariery.

– Na pewno dążymy do tego, by zmieniło się postrzeganie osób chorych na schizofrenię. Przez nasze działania edukacyjne chcemy pomóc ogółowi ludzi chorych. Mówimy więc o tym, czym jest ta choroba i kim są ci, którzy na nią cierpią. Walczymy z mitami i pokazujemy, że da się funkcjonować z taką diagnozą i doświadczeniem choroby. Jednak poprzez nasze działania wpływamy nie tylko na ludzi zdrowych, ale także na tych, którzy chorują, i tych, którzy dopiero dowiedzieli się o swojej chorobie.

Domyślam się, że dla wielu osób taka diagnoza brzmi jak koniec świata.

– Jedna z naszych artystek, Kati Fado, przyznała się do tego, że dopiero gdy natrafiła na naszą fundację, czyli mniej więcej po trzech latach od momentu diagnozy, dowiedziała się, że ma szansę na remisję… Wcześniej nikt nie dawał jej nadziei na to, że leczenie złagodzi objawy. Owszem, schizofrenia jest chorobą przewlekłą, ale jeśli jest dobrze leczona, to chory ma szanse na prowadzenie w miarę normalnego życia. O tym się nie mówi, albo mówi się zbyt rzadko. My staramy się wspierać artystów w ich chorobie, dawać im siłę i nadzieję, że mogą przeżyć swoje życie w sposób wartościowy, że schizofrenia nie przekreśla wszystkiego.

Mówisz o wsparciu w chorobie, ale Fundacja Artsider promuje także, a może przede wszystkim, sztukę osób wykluczonych. Opowiedz o tym więcej.

– Wspomniałem, że schizofrenia jest wciąż chorobą tajemniczą, w pewien sposób nierozłącznie związaną z wyobraźnią. Nasi artyści (bo wolę o nich mówić przede wszystkim przez pryzmat tego, co tworzą, a nie tego, na co chorują) poprzez sztukę starają się przekazać to, co jest nie do objęcia słowami. Bardzo często tworzą wtedy, kiedy przeżywają swoje stany psychotyczne czy epizody choroby. My to ich doświadczenie możemy zobaczyć właśnie dzięki sztuce, której są autorami.

Ich twórczość staje się więc zaproszeniem do tego, żeby poznać ten „chorobowy” świat, zrozumieć lepiej to, co przeżywają, co widzą, jak odbierają rzeczywistość…

– Tak, i taki jest cel i sens istnienia fundacji. To próba połączenia dwóch światów, a raczej dwóch sposobów przeżywania tego samego świata. Co ciekawe i ważne, to artyści z doświadczeniem schizofrenii bardzo chętnie opowiadają o tym, co tworzą, co wtedy czują, są otwarci na to, by dzielić się swoimi przeżyciami. Poprzez działania fundacji staramy się im to umożliwiać.

Tych działań macie na swoim koncie już całkiem sporo!

– Przede wszystkim udało nam się zorganizować wirtualną galerię sztuki osób wykluczonych. Na naszej stronie internetowej www.artsider.pl publikujemy dzieła naszych artystów. Oprócz tego staramy się, żeby niektóre z tych obrazów trafiały na rzeczy użytkowe, na przykład plakaty, kubki czy torby. Udało się nawiązać współpracę z wieloma kawiarniami z całej Polski, które serwują kawę w tych kubkach. W ten sposób sztuka przenika do codzienności, staje się nieodłącznym jej elementem, a przy okazji jest to też forma wsparcia finansowego artystów i samej fundacji.

Organizujecie również wystawy, a na wernisażach pojawiają się sami twórcy prezentowanych obrazów.

– Tak, jednak przygotowanie takiej wystawy nie zawsze jest takie proste, ponieważ wiele galerii sztuki, czy to prywatnych, czy publicznych, ma w swoich regulaminach zapis o tym, że nie mogą organizować wystaw dzieł stworzonych przez „artystów nieprofesjonalnych”, czyli takich, którzy nie mają formalnego wykształcenia artystycznego. Nie ma znaczenia, że sztuka jest wybitna, a autor jest uznanym i cenionym twórcą. Liczy się regulamin i wykształcenie.

I to może być traktowane jako element wykluczenia społecznego.

– Przyznam szczerze, że dosyć często spotykamy się z odmową, gdy pytamy o możliwość współpracy. Ale staramy się nie zniechęcać i szukamy takich miejsc, które otworzą się przed nami i pozwolą na prezentację dzieł naszych artystów. Wystawy odbyły się już między innymi w Krakowie i Wrocławiu, a w czasie trwania wystawy w Rzeszowie pojawiła się nawet telewizja i nagrała o nas materiał, byli też dziennikarze radiowi. Dzięki temu wieść o sztuce i schizofrenii niesie się coraz szerzej. Jesteśmy też zapraszani na uczelnie, gdzie prowadzimy gościnne wykłady – ja od strony teoretycznej, tej naukowej, a nasi artyści dzielą się swoim doświadczeniem przeżywania schizofrenii. To bardzo cenny czas, bo studenci mogą nas pytać praktycznie o wszystko i bardzo chętnie z tej możliwości korzystają.

Wróćmy do artystów. Jak oni przeżywają to, że ich sztuka jest zauważana i doceniana?

– Tutaj trzeba powiedzieć o kilku aspektach: po pierwsze, prace naszych twórców to naprawdę wyjątkowe dzieła. Nie promujemy ich z litości i z samego faktu, że ich autorzy chorują na schizofrenię. Raczej podkreślamy to, że to naprawdę unikaty, bardzo często tworzone na podstawie wyjątkowych przecież doświadczeń. Z drugiej strony liczy się też to, że sami artyści wychodzą ze swoją wrażliwością i twórczością do szerszego grona odbiorców, mogą opowiedzieć o tym, co przeżywają, jak widzą świat. W ten sposób budujemy mosty między twórcą a odbiorcą. Jest jeszcze jeden aspekt, nazwijmy go terapeutycznym: przez to, że zauważamy to, co tworzą nasi artyści, mobilizujemy ich do działania. Wielu z nich powtarza, że dzięki temu ma więcej sił do pracy, do walki o swoje zdrowie i życie. Nie bez powodu pacjenci w szpitalach (i nie tylko tam) mogą uczestniczyć w zajęciach arteterapii. Sztuka ma naprawdę ogromny wpływ na człowieka.

No właśnie – w działaniach Twojej fundacji często pojawia się hasło „Sztuka – na zdrowie”.

– Bardzo je lubię, bo ono jak w soczewce skupia to, co jest tak naprawdę misją fundacji. Zaangażowanie w sztukę ma pozytywny wpływ na naszą psychikę, niezależnie od tego, czy jesteśmy zdrowi, czy chorzy. Mam wrażenie, że my wciąż boimy się tworzyć, boimy się sztuki. A ona ma ogromną terapeutyczną moc. Zobacz, jak zachowują się dzieci, kiedy damy im kartkę i kredki. One niemal natychmiast angażują się w proces twórczy. Z wiekiem ta umiejętność niestety zanika, tak jakbyśmy wstydzili się tej artystycznej strony, która jest w każdym z nas. Szkoda, bo praca twórcza ma zbawienny wpływ na nasze emocje, umysł, wprowadza nas w stan głębokiego relaksu, porządkuje myśli, pozwala wyrazić to, co jest trudne do objęcia słowami… Twórczość wszystkim nam wychodzi na zdrowie.

KAMIL MICHALIK

Doktor psychologii, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, założyciel Fundacji Artsider. Naukowo zajmuje się procesami twórczymi i kreatywnością. Prywatnie mąż i ojciec, mieszka w Krakowie

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 23/2026