Potężny władca czy pokorny sługa?

Nie wiem, czy Jezus potrzebuje chrześcijańskich społeczeństw, praw czy instytucji. Wiem, że potrzebuje – a nawet pragnie i o tym mówi – naszych nawróconych i kochających serc
redaktor naczelny
Czyta się kilka minut
ZBAWICIEL ŚWIATA, SANO DI PIETR 1443 R./FOT. GETTY IMAGES
ZBAWICIEL ŚWIATA, SANO DI PIETR 1443 R./FOT. GETTY IMAGES

Najczęstszy wizerunek Chrystusa Króla, jaki kojarzę, to ten, na którym ubrany jest on w szkarłatny, królewski płaszcz, na głowie ma koronę (bywa że tiarę, której do niedawna używali papieże), a w ręce berło czy jabłko. Wszystko to są symbole mówiące o władzy, sile i potędze. I chyba stoi za tym jakieś nasze ukryte pragnienie: bardziej potężnego Chrystusa niż pokornego Sługi.

Szczerze powiedziawszy, do królewskiego wizerunku Chrystusa bardziej pasuje mi właśnie Chrystus Sługa. Ten, który umywa nogi Piotrowi. Ten, który dotyka ciała zmarłego, by go wskrzesić. Ten, który jada z grzesznikami, jest blisko ludzi potrzebujących, wzrusza się na widok tych, którzy są jakby niemający pasterza. Bardziej pasuje mi Chrystus „Ecce Homo”, choćby ten pędzla Brata Alberta Chmielowskiego, który zamiast złotej korony ma koronę z cierni, a zamiast berła kawałek trzciny, którą był bity. Wszystko z miłości do nas, ponieważ to właśnie miłość jest symbolem Jego władzy, a nie siła. Być może właśnie dlatego, gdy Pius IX ustanawiał święto Naszego Pana Jezusa Chrystusa Króla encykliką Quas primas w 1925 roku, wskazał na Serce Zbawiciela, zalecając odnawianie tego dnia aktu poświęcenia Sercu Jezusa.

Ciekawe jest to, że Jezus przyznaje, że jest królem, kiedy stoi jako skazaniec przed Piłatem. Nie uczynił tego wówczas, kiedy uzdrawiał, kiedy rozmnażał chleb, kiedy wskrzeszał z martwych. Kiedy nauczał z mocą, kiedy gromadziły się wokół Niego tłumy. Tłumy, gdy widziały Go silnego, mocnego i czyniącego znaki, chciały Go obwołać królem. Ale wtedy On usuwał się w cień.

Między Jezusem i Piłatem jest potężny kontrast. Piłat ma władzę, by uwolnić lub skazać Jezusa. Jest tym, który rozdaje karty. Rządzi, dominuje, jest dostojnie ubrany, zadbany. Owszem, to nie cezar ani król, a jedynie urzędnik, ale jednak ktoś o realnie widocznej władzy. Naprzeciw niego stoi umęczony biczowaniem człowiek, o którym prorok Izajasz powie: „Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic”.

Pytanie, przed którym stajemy w tę uroczystość, nie dotyczy tego, jak przedstawimy Chrystusa jako króla ani ile ponowimy aktów oddania czy intronizacji. Pytanie brzmi: czy wybierasz sposób królowania Jezusa czy Piłata? Czy za symbol tego królowania obierzesz przebite Serce czy miecz, który Jezus w Ogrodzie Oliwnym kazał Piotrowi schować? Królewskim tronem Jezusa jest krzyż – symbol Jego zwycięstwa przez miłość, nie zaś drogocenne krzesła, jakich mnóstwo znajdziemy w pałacach królewskich i muzeach.

Logika królestwa Jezusa nie jest logiką dominacji i siły. Królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju – jak mówi prefacja na dzisiejszą uroczystość – zaprowadza się jedynie poprzez codziennie ponawiany akt miłości, codzienną, często cichą, niewidoczną, wymagającą poświęcenia decyzję kierowania się przykazaniem miłości wzajemnej. Tymczasem, wydaje się, że wciąż tęsknimy za Kościołem, który powinien być silny, dominować, narzucać swoje prawa w społeczeństwach. Tak też nieraz postrzegamy rolę chrześcijańskich polityków, naszą rolę w demokratycznych i liberalnych społeczeństwach – dominacji i narzucania. Być może dlatego wciąż tak mało rozumiemy ideę Franciszka, kontynuowaną przez Leona, Kościoła towarzyszącego człowiekowi w drodze. Kościoła, który jak Chrystus, nie narzuca, lecz proponuje. Który nie nakazuje, lecz tłumaczy, wyjaśnia, wskazuje, pozostawiając wolność. Kościoła, który nie wyklucza, ale zawsze gotowy jest przygarnąć tych, którzy odeszli.

Nie wiem, czy Jezus potrzebuje chrześcijańskich społeczeństw, praw czy instytucji. Wiem, że potrzebuje – a nawet pragnie i o tym mówi – naszych nawróconych i kochających serc. Serc wrażliwych, solidarnych z potrzebującymi, gotowych do przebaczenia, otwartych na budowanie relacji, więzi, wspólnoty, opartych na współpracy, a nie dominacji i stygmatyzacji.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2025