Przez wiele lat traktowane z przymrużeniem oka, często postrzegane w sposób uproszczony i obciążony stereotypami. Takie spojrzenie sprawiło, że w wielu miejscach do dziś trudno im w pełni ukazać swój potencjał oraz realny wpływ na życie lokalnej społeczności. Część z nich nie decyduje się wychodzić poza utrwalony wizerunek, jaki przypisuje im tradycja. Jednak wiele wykracza daleko poza ramy narzucane zarówno przez społeczne oczekiwania, jak i historyczne zaszłości. Koła Gospodyń Wiejskich jako organizacje nie tylko ulegają znaczącym przemianom, lecz także – jak w soczewce – pokazują transformację wizerunku kobiety mieszkającej na wsi.
Początki
Ówczesne czasy dla większości mieszkanek wsi nie były łaskawe. Ciężka praca fizyczna, brak wsparcia z zewnątrz, dojmująca bieda, troska o liczne potomstwo – to tylko niektóre z przejawów ich codzienności. Kobiety zrzeszały się, odpowiadając na wewnętrzne potrzeby lokalnej społeczności, a działania fundowano często wokół pomocy w pracach gospodarskich, prowadzeniu wypożyczalni naczyń, organizowaniu wiejskich uroczystości i odpustów, rozprowadzaniu kurczaków, paszy i młodej trzody chlewnej, czy też innych trudnych do zdobycia w owym czasie produktów codziennej potrzeby. Oficjalnie pierwsze były Janisławice i Filipina Płaskowicka. To tu, na ówczesnej ziemi rawskiej, a w dzisiejszym województwie łódzkim, w 1877 roku nauczycielka i działaczka społeczna założyła pierwszą organizację dla kobiet mieszkających na wsi pod nazwą Koło Gospodyń Wiejskich.
Razem, a trochę obok
Większość organizacji dla kobiet ze wsi działała niejednorodnie, w każdym z zaborów przyjmując inną formę, a nawet nazwę: zjednoczone koła ziemianek, towarzystwa gospodyń czy zrzeszenia włościanek. Dopiero pół wieku później, w 1918 roku, organizacje kobiet wiejskich w Polsce przyjęły wspólną nazwę: Koło Gospodyń Wiejskich. Pod koniec okresu międzywojennego w 1937 roku działało ponad 4,2 tys. kół, skupiających około 100 tys. kobiet. Ich działalność, przynajmniej tę formalną, przerwał wybuch II wojny światowej.
Po wojnie udało się je reaktywować. Koła Gospodyń Wiejskich w Polsce Ludowej były jedynymi organizacjami kobiecymi z długą, przedwojenną tradycją, a zarazem jedynymi, których nie udało się całkowicie podporządkować celom politycznym. Narzucona przez władze zasada zbiorowego członkostwa – automatycznie włączająca członkinie kół do Ligi Kobiet – w praktyce sprowadzała się do formalności, do której większość kobiet nie przywiązywała wagi.
Prawnie
Największą zmianę przyniósł rok 2018. Wówczas, 9 listopada, uchwalono ustawę, która nie tylko uniezależniła KGW od kółek rolniczych, ale nadała im osobowość prawną, prawo do dotacji oraz możliwość prowadzenia uproszczonej ewidencji przychodów i kosztów. Według ustawy „koło gospodyń wiejskich jest dobrowolną, niezależną od administracji rządowej i jednostek samorządu terytorialnego, samorządną społeczną organizacją mieszkańców wsi, wspierającą rozwój przedsiębiorczości na wsi i aktywnie działającą na rzecz środowisk wiejskich”. Według danych ze stycznia 2026 roku w Polsce zarejestrowanych jest 17 758, a najwięcej z nich działa w działa w województwach wielkopolskim, mazowieckim i lubelskim. Kobiety, w ramach KGW, podejmują różnorodne inicjatywy: od podtrzymywania tradycji po działania społeczne i rozwojowe.
Uwspółcześnione, ale nieodcięte
Porosły to duża, dynamicznie rozwijająca się wieś w województwie podlaskim, w bezpośrednim sąsiedztwie Białegostoku, zamieszkana przez ponad 1500 osób. To właśnie tutaj od października 2025 roku działa Koło Gospodyń Wiejskich „Poroślanki”. Członkinie koła z powodzeniem łączą podlaską tradycję z nowoczesnym designem, co widać zarówno w przemyślanym logo, jak i w atrakcyjnej, dynamicznej działalności na rzecz lokalnej społeczności.
– Porosły to miejscowość, a formalnie wieś, z tradycyjną, wieloletnią społecznością i silnie zakorzenionymi zwyczajami, ale jednocześnie bardzo dynamicznie rozwijająca się. Powstaje tu nowa zabudowa szeregowa i bloki, a wraz z nimi napływa wielu nowych mieszkańców z różnych stron, podobnie jak ja – opowiada Elżbieta Rusiecka, jedna z liderek Koła Gospodyń Wiejskich. – Od dawna obserwowałam działalność kobiet w Kołach Gospodyń Wiejskich z moich rodzinnych stron. Zawsze powtarzałam sobie, że kiedyś również chciałabym do takiego koła należeć. Trzy lata temu przeprowadziłam się do Porosłów i zaczęłam sprawdzać, czy takie koło już tu funkcjonuje. Okazało się, że w naszej wsi Koła Gospodyń Wiejskich nigdy nie było. Z jednej strony działamy w strukturze z wieloletnią tradycją, jaką są Koła Gospodyń Wiejskich w Polsce. Z drugiej jednak chcemy nadać tej formule nową, współczesną twarz. Zależy nam na pielęgnowaniu tradycji i przekazywaniu jej kolejnym pokoleniom. Nie chcemy się od niej odcinać. Jednocześnie nie chciałyśmy ograniczać się wyłącznie do modelu działalności znanego z czasów naszych babć. Dlatego łączymy tradycję z nowoczesnością: stawiamy na networking, wymianę doświadczeń, wspólne uczenie się, otwartość na nowe trendy i potrzeby współczesnej społeczności. Nawet nasze logo zostało zaprojektowane w sposób przemyślany. Jest symbolem tego połączenia: szacunku do tradycji i świeżego, nowoczesnego podejścia do działania – przyznaje.
Między pokoleniami
Pomysł założenia koła pojawił się spontanicznie, podczas jednego ze spotkań przy okazji urodzin któregoś z naszych dzieci. – Z rozmów wynikło, że chętnych do założenia koła jest więcej. Na początku było nas dziesięć. W grudniu zorganizowałyśmy pierwsze inicjatywy skierowane do mieszkańców. Były to warsztaty przedświąteczne dla dzieci. Oczywiście dzieci przyszły z rodzicami, co stało się świetną okazją do integracji, rozmów i poznania opinii mieszkańców na temat naszej działalności. Odzew był bardzo pozytywny i niezwykle motywujący. Obecnie zastanawiamy się nad pozyskiwaniem środków zewnętrznych, aby móc realizować więcej takich wydarzeń – opowiada Elżbieta Rusiecka.
– Plany na najbliższy rok są bardzo ambitne. Chcemy wychodzić z inicjatywami do wszystkich mieszkańców, nie tylko do dzieci, ale do każdego pokolenia. Szczególnie zależy nam na warsztatach międzypokoleniowych, podczas których mogłybyśmy przekazywać lokalne tradycje. Jednym z pomysłów są warsztaty kulinarne z przygotowywania kartaczy, naszej regionalnej potrawy. Chciałybyśmy zaprosić seniorki, które na żywo pokażą, jak je przyrządzać, i podzielą się swoimi przepisami. My, jako przedstawicielki młodszego pokolenia, będziemy mogły czerpać z ich doświadczenia, a dzieci będą obserwować ten proces i uczyć się poprzez wspólne działanie. Wierzymy, że takie spotkania są najlepszym sposobem na zachowanie i przekazywanie lokalnej tradycji – dodaje.
Obserwujące
Kobiety, które tworzą „Poroślanki”, są w podobnym wieku. – Wszystkie jesteśmy blisko czterdziestki, ale każda z nas jest aktywna zawodowo, a większość ma dzieci w wieku szkolnym. Co więcej, trzy z nas nadal się kształcą, jesteśmy w trakcie studiów podyplomowych. Nasze kalendarze są więc naprawdę napięte. Czasami zorganizowanie spotkania choćby raz w miesiącu jest wyzwaniem. Mimo to bardzo nam zależy, dlatego konsekwentnie znajdujemy na to przestrzeń – przekonuje członkini koła.
– Utrzymujemy również kontakt z Kołami Gospodyń Wiejskich z pobliskich miejscowości. Obserwujemy ich działalność, zwłaszcza w mediach społecznościowych, śledzimy inicjatywy, które podejmują, i inspirujemy się nimi. Co ciekawe, działa to w obie strony. Usłyszałyśmy od nich wiele ciepłych słów i sygnałów, że również nas podpatrują i czerpią z naszych pomysłów. To bardzo budujące – dodaje Elżbieta Rusiecka.
Koło Gospodyń Wiejskich w Porosłach powstało z potrzeby integracji społecznej. – Jeśli chodzi o moją osobistą motywację, to przede wszystkim była to chęć integracji lokalnej społeczności. Mam wrażenie, że obecne czasy nie sprzyjają bezpośrednim spotkaniom. Coraz częściej wybieramy kontakt online, a relacje są bardziej rozproszone. W pewnym sensie to pokłosie pandemii, kiedy to pojawiła się większa izolacja. Dlatego chciałam stworzyć coś, co będzie okazją do realnych spotkań, szczególnie dla osób, które tak jak ja przeprowadziły się tu niedawno. Koło Gospodyń stało się przestrzenią do poznawania nowych ludzi, budowania relacji i zwyczajnego bycia razem, nawet jeśli to tylko rozmowa na chodniku po zakończonym wydarzeniu – przyznaje Elżbieta.
Inaczej
40 proc. kobiet w Polsce mieszka na wsi. Nie jest to grupa jednorodna. Pełnią różne funkcje społeczne, mają wszystkie możliwe poziomy wykształcenia i poglądy. Co istotne, z przeprowadzonego przez Fundację Agro Woman i IRWiN badania Kobiety w rolnictwie 2025 wynika, że kobiety stanowią aż jedną trzecią osób pracujących w polskim rolnictwie. W ostatnich latach ich udział wśród osób prowadzących gospodarstwa rolnicze systematycznie rośnie. Wciąż jednak są słabiej reprezentowane w organizacjach branżowych i instytucjach decyzyjnych. Tylko 7 proc. badanych należy do organizacji rolniczych. Niemniej rola kobiet na wsi uległa zdecydowanej transformacji na przestrzeni ostatnich dekad.
– Myślę, że dzisiejsza rola kobiet na wsi jest zupełnie inna niż ta, którą znamy z przeszłości, Współczesne mieszkanki wsi funkcjonują bardzo podobnie do kobiet z miast: pod względem zawodowym, społecznym i życiowym. Ten dawny, wyraźny podział właściwie się zatarł – uważa Elżbieta Rusiecka. – Od zawsze chciałam mieszkać na wsi. To był mój świadomy wybór. Nigdy jednak nie postrzegałam siebie w stereotypowej, drugoplanowej roli, w jakiej przez wieki przedstawiano kobiety na terenach wiejskich. Dziś kobiety na wsi są aktywne zawodowo, wykształcone, przedsiębiorcze i zaangażowane społecznie.
Dzisiaj różnice w wyborze miejsca zamieszkania dotyczą głównie okoliczności przyrody, a nie jak przez wieki – poziomu życia. Ubóstwo, nierówności wynikające z płci czy problemy mieszkaniowe zdają się nie mieć względu na to, czy ktoś mieszka w półmilionowej aglomeracji, czy w małej wiosce. Polska wieś – szczególnie ta oddalona od dużych miast – ma swoją specyfikę i wyzwania, ale nierówności w kontekście miast, które kiedyś ją toczyły, dziś zdają się zanikać. Wraz ze zmianą wyzwań życiowych na terenach wiejskich zmieniły się potrzeby ich mieszkańców.
Tym bardziej więc odradzanie się istniejących w przeszłości i powstawanie nowych Kół Gospodyń Wiejskich może stać się nie tylko wsparciem dla lokalnych wspólnot, ale i okazją, by usłyszeć głos kobiet, które przez lata milczały. Życia bohaterek głośnych w ostatnich latach Chłopek Joanny Kuciel-Frydryszak czy pamiętnikarek z książki Przepraszam za brzydkie pismo Antoniny Tosiek nikt dziś nie naprawi, ale inicjatywy podejmowane chociażby w ramach Kół Gospodyń Wiejskich mogą przyczynić się do zbudowania nowej narracji wokół sytuacji kobiet mieszkających na wsi. Ostatecznie jednak niepodważalną wartością każdego z Kół Gospodyń Wiejskich są relacje. W świecie, w którym budowanie bliskości z drugim człowiekiem i wspólnoty nie ma się najlepiej, nawet najmniejsze jej przejawy powinny być wspierane i pielęgnowane.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















