Bardzo głośno ostatnio o polexicie. Jedni przekonują, że na pewno prawica chce Polskę wyprowadzić z Unii, inni wzruszają ramionami, twierdząc, że to strachy na Lachy i próba oszukania społeczeństwa, wykreowania tematu, którego nie ma. W tej dyskusji pada wiele różnych argumentów, ale nie chciałbym się w tej chwili na ten temat wypowiadać. Zamiast tego chciałem wziąć na tapet jeden argument, który często pojawia się po prawej stronie.
W najczystszej postaci słyszeliśmy go z prawej strony przy dyskusji w sprawie ustawy wprowadzającej SAFE, gdy podnoszono, że nie można zgodzić się na warunkowość wypłaty środków europejskich (czy to grantów, czy pożyczek), ponieważ Unia Europejska już raz Polskę oszukała w sprawie pieniędzy z KPO. A skoro tak, to zrobi to ponownie, gdy tylko PiS wróci do władzy.
Ten argument jest jednym z intelektualnych fundamentów eurosceptycyzmu polskiej prawicy. Kłopot tylko w tym, że jest on oparty na… manipulacji. Dwóch wiceministrów z rządu Mateusza Morawieckiego, a więc ludzi, którzy, jak można założyć, mają lepszą wiedzę o tych wypadkach niż ogół społeczeństwa, w ostatnim czasie przypomniało, jak to było – zupełnie inaczej. Zrobił to najpierw Konrad Szymański w swoim tekście o polexicie w ,,Plusie Minusie”, weekendowym wydaniu „Rzeczpospolitej”, a chwilę później dr Krzysztof Mazur na swoim kanale Geoekonomia.
Prawicowa narracja o Unii, która oszukała, oparta jest na przekonaniu, że była propozycja kompromisu w sprawie ustawy o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w 2022 roku, ale – mimo przyjęcia przez polski Sejm przepisów – Ursula von der Leyen nie odblokowała polskiego KPO aż do momentu, gdy do władzy wrócił Donald Tusk.
Było inaczej. Przypomnijmy: w lutym 2022 roku prezydent Andrzej Duda złożył projekt ustawy zmieniającej zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i pojechał do Brukseli spotkać się z przewodniczącą Komisji Europejskiej, i wyglądało na to, że został zawarty układ. Ale Sejm nie kwapił się do tego, by zgodzić się na warunki Dudy. Poparcia przepisów odmówili posłowie Solidarnej Polski, jak się wówczas nazywała partia Zbigniewa Ziobry. Ostatecznie ustawę w Sejmie przegłosowano dopiero w czerwcu, ale wprowadzono do niej poprawki, które… oznaczały zerwanie kompromisu z Brukselą. A zatem do oszustwa rzeczywiście doszło – Andrzej Duda umówił się na coś z Ursulą von der Leyen, ale w wyniku wewnętrznych tarć w obozie Zjednoczonej Prawicy kompromis został zerwany. Ale to nie Komisja oszukała. Na dowód Szymański wspomina szczegóły negocjacji, zaś Mazur przytacza… wypowiedź samego Dudy, który napisał w mediach społecznościowych, że kompromis został zerwany w Sejmie.
Od tych wydarzeń minęły dopiero cztery lata. A mimo to zostały one całkowicie zafałszowane i dziś ich zmanipulowana „pamięć” służy do karmienia antyunijnych sentymentów. Warto czasem przypomnieć, jak było naprawdę. Choć nie mam wątpliwości, że to coś da. Fałszywy argument dalej będzie funkcjonował w najlepsze. Bo jest wygodny.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








