Obalenie i wywiezienie do USA prezydenta Wenezueli wywołało w Polsce kakofoniczną debatę. Od razu zastrzeżenie: Nicolas Maduro nie był uznawany za legalną głowę wenezuelskiego państwa przez znaczną część świata, w tym Polskę. Ale realnie pełnił tę funkcję.
Część obserwatorów i komentatorów wieści zwycięstwo porządku opartego na sile i przemocy, a nie prawie międzynarodowym. Od razu wypada poczynić kolejne zastrzeżenie. Prawda: amerykańscy komandosi naruszyli w oczywisty sposób to prawo. Tyle że to nic nowego.
A czym innym było uprowadzenie w roku 1989 prezydenta Panamy Manuela Norriegi, też oskarżanego o czerpanie zysków z handlu narkotykami? Patronował temu George Bush senior, jeden z bardziej układnych prezydentów USA. Nie trzeba było do tego brutala i megalomana Donalda Trumpa.
A atak na Irak w roku 2003, zmierzający do obalenia i zabicia dyktatora Iraku Saddama Hussajna? Stany Zjednoczone przekraczały tę barierę nie raz i nie tylko w zamierzchłych czasach. Nie zmierzam do stwierdzenia, czy to dobrze, czy źle. Chodzi mi tylko o jeremiady, że dzieje się na naszych oczach coś całkiem nowego i strasznego. To się już zdarzało. Tyle że Trump więcej o tym mówi, sugeruje też inne cele interwencji.
Rozprawił się ze straszną postacią, fałszującą wybory i zabijającą przeciwników politycznych. Więc część polskiej prawicy świętuje. Oto powraca Ameryka zimnej wojny, pilnująca zasad, broniąca wolności. A co więcej, uderzająca w przyjaciela Rosji i Chin, pupila rozmaitych osi zła. A dopiero co można było mieć wątpliwości, czy ten akurat prezydent w ogóle rozróżnia takie sprawiedliwościowe kategorie. Wiele razy wracał do mówienia dobrze o Władimirze Putinie.
Te paroksyzmy satysfakcji rozumiem, ale brzmią one mocno na wyrost. Trump potępia Maduro jako postać zbrodniczą, także jako dyktatora. Ale już taki Aleksandr Łukaszenka (by nie ograniczać się do Putina) to dla niego szacowny partner. I nie chodzi o to, że oczekuję od niego nasyłania desantu na prezydenta Białorusi, który także skręcił wybory, dzięki czemu rządzi. Chodzi tylko o to, że deklarowanie początku jakiejś wolnościowej krucjaty jest tu równie nie na miejscu, jak opowiadanie, że od tego jednego zdarzenia wali się gmach prawnego porządku świata.
Na dokładkę Trump już zaczął otwarcie rozprawiać o ropie. Chce, aby pola naftowe Wenezueli wracały do amerykańskich firm. To realizacja w praktyce jego programu amerykańskiego egoizmu narodowego. I w tym można naturalnie szukać dodatkowych skutków. Znający świat polityk PiS (a kiedyś PO) Jacek Saryusz-Wolski snuje wizje obniżki cen ropy, co uderzy w Rosję. Ale nawet jeśli to się zdarzy, niewiele w zachowaniu, w słowach i działaniach Trumpa zapowiada, że to część jakiejś spójnej, antyputinowskiej linii. Przeciwnie, więcej wskazuje na jakieś nowe targi z tymi, których amerykański prezydent uważa za realnych graczy, a więc z Chinami i z Rosją.
Może przy okazji i dobrze się stało, skoro cieszy się wenezuelska emigracja. Rządy Maduro rujnowały ten kraj. Ciekawe tylko, czy równie mocno emigranci ucieszą się z porządku, jaki Trump w tym kraju, z ewidentnie podeptaną suwerennością, ustanowi, z polityków, na których postawi.
Nie wiem, czy interes Ukrainy na tym zyska, czy straci. Czy Putin zyska dodatkowe argumenty, że „może tak samo”? Ale ten interes nie jest w ogóle częścią tego samego rozdania.
Wsłuchując się w polskie głosy, zauważam, że i ci, co się działaniami Trumpa niepokoją, i ci, co w nich pokładają nadzieję, mówią tylko część prawdy. Pytanie, czy istotnie zauważają tylko część rzeczywistości, bo to nie wróży dobrze Polakom.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












