Logo Przewdonik Katolicki

Niepłodność to nie problem?

Maria Czerska/KAI | 03.04.17r
fot. Takazart/Pixabay

Duszpasterstwa Małżeństw Niepłodnych czyli o rozterkach, lękach i buncie wobec Boga opowiadają bezdzietni

Duszpasterstwa Małżeństw Niepłodnych, czy Bezdzietnych działają w Warszawie, Krakowie, Olsztynie, Łodzi, Białymstoku, Żorach, Tarnowie, Bielsku – Białej i Rzeszowie. Zważywszy, że problem niepłodności dotyka w Polsce co piątej a może już nawet co czwartej pary – to wciąż kropla w morzu potrzeb.
Bardzo wiele opowieści biblijnych, takich, które co tydzień czytamy w Kościele, to historie niepłodnych par. Ludzi, którzy przez lata zmagali się ze swoim cierpieniem, błagali Boga o cud. Teraz też są takie pary, tylko jest ich znacznie więcej niż kiedyś. Czy mają swoje miejsce w Kościele?

„Moją największą frustrację budziły nabożeństwa dla ‘pragnących i oczekujących potomstwa’. Kiedy szłam na nie po raz pierwszy, uradowana, że oto w Kościele ktoś pomyślał o nas, już w progu doznałam wstrząsu. 90% kobiet w kościele stanowiły ciężarne a specjalne błogosławieństwo dotyczyło tylko ich! O ‘pragnących’ była zaledwie mała wzmianka w modlitwie wiernych, tak, jakby ktoś uznał, ze to przecież te osoby, które za chwilę też będą w ciąży. Po prostu nie mogłam uwierzyć w takie postawienie sprawy! To tak jakby ktoś połączył intencję Mszy dla narzeczonych i osób samotnych, które chcą poznać męża czy żonę. Jak okropnie musieliby czuć się ci drudzy, patrząc na szczęście par, które za kilka miesięcy będą małżeństwem.” – pisze Katarzyna Jarosz w książce „Jak nie zwariować podczas starań o dziecko” (Lublin, 2015). Tego rodzaju doświadczenia stały się dla Katarzyny i Tomasza Jaroszów impulsem do współtworzenia pierwszego w Polsce duszpasterstwa dla niepłodnych małżeństw. Powstało ono w 2008 r. w prowadzonej przez księży Marianów parafii Matki Bożej z Lourdes na warszawskiej Pradze. 

Dobre skutki natręctwa
-Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tym problemem. I początkowo chyba nie chciałem się tym zajmować – wspomina ks. Tomasz Nowaczek MIC, pierwszy duchowy opiekun grupy, ówczesny proboszcz parafii a obecnie prowincjał Marianów w Polsce. - W sąsiedniej parafii były rekolekcje dla małżeństw, na których zastępowałem nieobecnego z przyczyn losowych rekolekcjonistę. Po Mszy św. podeszła do mnie para z pytaniem, czy nie warto by było zorganizować czegoś specjalnie dla małżeństw niepłodnych. To właśnie byli Kasia i Tomek. Pół roku mnie nachodzili, nękali – uśmiecha się. – Byli jak biblijna natrętna wdowa. Rozpoczynałem tę pracę, bo czułem, że to jest taki ewangeliczny przymus. Ale szybko się zorientowałem, jak bardzo to duszpasterstwo jest ważne, nie tylko dla tych par. Było ważne dla mnie, jako człowieka i jako księdza. Po tych kilku latach z nimi stałem się kimś o zupełnie innej wrażliwości na innych ludzi – podkreśla.

Zaczęło się od Mszy św. w intencji ‘starających się’. Pierwsza taka Eucharystia odprawiona została w styczniu 2008. W marcu zaczęły się spotkania w salce parafialnej – po Mszy św. dla wszystkich chętnych. Przychodziło po kilka par. Pierwsze rozmowy, pierwsze spotkania z zaproszonymi gośćmi, wzajemna modlitwa. – Zaledwie pół roku później, na jesieni 2008 r. wybuchł w Polsce temat in vitro – przypomina ks. Tomasz Nowaczek. – To był moment, kiedy zacząłem patrzeć na to duszpasterstwo jako coś opatrznościowego. Był to też czas wielkiego ożywienia, gdy przyszło do nas bardzo dużo nowych osób, również poszukujących i niekoniecznie zgadzających się we wszystkim z nauczaniem Kościoła – dodaje.

Możesz, nie musisz
Dziś w parafii Matki Bożej z Lourdes Duszpasterstwo Małżeństw Pragnących Potomstwa – bo taką nazwę obecnie ono nosi – to już stały element krajobrazu. Spotkania odbywają się regularnie, zawsze w drugą niedzielę miesiąca. Rozpoczynają się Mszą św. o godz. 15, w której oprawę liturgiczną starają się włączać pary z duszpasterstwa. Potem jest krótka adoracja Najświętszego Sakramentu a następnie spotkanie dla chętnych w salce parafialnej. 

Wszyscy siedzą wokół stołu. Czasem jest on suto zastawiony, czasem, np. w Wielkim Poście, krążą tylko mandarynki i orzeszki. Oczywiście jest herbata. Można porozmawiać, podzielić się swoimi przeżyciami a czasem podyskutować na jakiś temat, który najczęściej wypływa spontanicznie. Raz na jakiś czas zapraszany jest specjalny gość –psycholog, teolog, lekarz, czy pracownik ośrodka adopcyjnego. Kilka razy takim gościem był np. abp Henryk Hoser.

Funkcje organizacyjne przejmuje para odpowiedzialna, wyłaniana spośród tych, które przychodzą regularnie. Przychodzić regularnie nie trzeba. Są małżeństwa, które pojawiły się zaledwie raz lub kilka razy, są takie, które przychodzą raz na jakiś czas. Zwykle jednak obecnych jest ok. 10 par a rozmowy przeciągają się do późnych godzin wieczornych. Jak bardzo to jest potrzebne! Kiedy wreszcie można znaleźć się wśród ‘swoich’, wyrzucić z siebie tłumione pytania i uczucia. Poczuć, że ktoś wie jak to jest – korowody u lekarzy, współżycie na zawołanie, brutalność otoczenia, trudne emocje, gdy chcielibyśmy cieszyć się cudzym szczęściem, ale to nas po prostu przerasta, gorycz kolejnego rozczarowania, bunt wobec Boga…

- Potrzebowaliśmy wspólnoty, wsparcia. Zwłaszcza ja potrzebowałam – opowiada Ewa. – Mąż przychodził ze mną, dla mnie. Często tak jest. Mężczyźni mówią, że nie mają takich potrzeb ale przychodzą a potem też się wciągają i korzystają z tego. Bo oni też cierpią z powodu niepłodności, tylko inaczej – tłumaczy. – To, co było dla nas bardzo ważne, to brak presji. Ta presja towarzyszyła nam nieustannie – kiedy ślub? kiedy dziecko? kiedy leczenie?. Tutaj nic nie musieliśmy. I wreszcie nie musieliśmy za nic płacić. Bo – nie ukrywajmy – niepłodność bardzo drogo kosztuje, również gdy ktoś idzie drogą naprotechnologii – podkreśla.

- Oczywiście organizujemy składki, bo mamy jakieś wspólne potrzeby. Ale nie ma przymusu – dodaje.
Dla wielu osób duszpasterstwo staje się bardzo ważnym elementem życia. To nie tylko spotkania raz na miesiąc, czy dni skupienia i rekolekcje 2 razy do roku. Są ogniska, wieczory filmowe, wyjazdy na działkę, wspólne wakacje. – Zyskaliśmy grono przyjaciół, bardzo nam bliskich, którzy wyznają te same wartości. Są to więzi naprawdę silne – mówi Ewa.

Ile ma trwać Wielki Post?
Na dzisiejszym spotkaniu nie ma żadnego gościa. Przyszło za to dużo nowych par. Witają je Sylwia i Adam, trzecia już w historii duszpasterstwa para odpowiedzialna i ks. Stanisław Kosiorowski, proboszcz parafii, czwarty z kolei opiekun duchowy wspólnoty. Punktem wyjścia do rozmowy jest temat okolicznościowy: Wielki Post. Jak go przeżywać w perspektywie Zmartwychwstania? Jak go przeżywać w sytuacji niepłodności?

-Łatwo jest patrzeć na Post właśnie w perspektywie Zmartwychwstania, gdy wiemy, że owszem, będzie 40 dni posuchy, ale potem Triduum i Wigilia Paschalna – mówi jeden z uczestników. –Gorzej, gdy ta perspektywa jest nieokreślona, gdy ten Wielki Post czasem bardzo, bardzo się przedłuża. Przecież nie chodzi chyba o to, by Wielki Post trwał całe życie? – zastanawia się.

Doświadczenie Duszpasterstwa Małżeństw Pragnących Potomstwa pokazuje, że post całe życie nie trwa. Czasem – jak w przypadku Irenki i Zbyszka, czy Kingi i Tomka – po prostu pojawia się dziecko. Ale nawet, gdy to nie następuje, to po pewnym czasie pobytu w duszpasterstwie ludzie są już gotowi, by iść dalej, wyruszyć do życia.

- Ludzie trafiają tu bardzo często w rozpaczy, w buncie wobec Boga, w totalnym skupieniu na sobie i tym jednym problemie, jakim jest niemożność poczęcia dziecka a jednocześnie, jak np. my – w ogromnym zamknięciu i trudnościach w mówieniu o niepłodności – opowiada Ewa. – Mnie ciężko było nawet przyjść anonimowo na Mszę dla niepłodnych, bo to już wydawało mi się stygmatyzacją, oficjalnym przyznaniem się do problemu – dodaje. 

-Pamiętam, że na jedno ze spotkań, jeszcze u początków naszego duszpasterstwa zaprosiłem panią dyrektor z katolickiego ośrodka adopcyjnego – opowiada ks. Nowaczek. – Bardzo nie chciała przyjść! Wiedziała jak będzie. Nalegałem. No i okazało się, że miała słuszność. Spotkała się z całkowitym odrzuceniem. To były łzy, bunt: nie będziemy słuchać o adopcji! Już wiedziałem, że sam nigdy do tematu adopcji nie wrócę. A jednak temat powrócił, po pewnym czasie, z inicjatywy samych członków duszpasterstwa. A ci najbardziej zbuntowani potem sami zostali rodzicami adopcyjnymi – wspomina.

- Przepracowuje się pewne emocje. Gdy zaprasza się do tego Boga, następuje uspokojenie serca, zaczyna się dostrzegać wartość, dobro w swoim życiu, nawet, gdy nie jest się w ciąży – mówi Ewa.

Na tym etapie część małżeństw odkrywa pragnienie adopcji. Inni rozeznają, że ich zadaniem jest zaangażowanie społeczne czy duszpasterskie lub też większe zaangażowanie w pracę zawodową, (zwłaszcza, gdy wykonują tzw. zawody z misją, typu nauczyciel czy lekarz). Są też tacy, którzy kontynuują starania o dziecko i nadal zastanawiają się co dalej ale już bez towarzyszących temu wcześniej napięć. Poszukują też regularnej formacji i wspólnoty w Kościele, bez konieczności skupiania się na problemie niepłodności. 

- Przyszliśmy do duszpasterstwa w 2012 r. Tak się wtedy złożyło, że pary, które zaczynały swoją drogę w 2008 r. w większości poodchodziły. Odeszli też nasi założyciele i pierwsi odpowiedzialni, Kasia i Tomek Jaroszowie – gdyż adoptowali dziecko. Wówczas, w 2012 r. duszpasterstwo powstawało niejako od nowa. Przychodziły nowe pary, tak jak my, na początku tej drogi – opowiada Ewa, która wraz z mężem Marcinem koordynowała działania wspólnoty aż do końca 2016 r. – Po tych 4 latach czujemy już, że czas na zmiany. Przekazaliśmy odpowiedzialność Sylwii i Adamowi. My sami jeszcze rozeznajemy nasze powołanie, ale chcemy iść dalej. Tu tymczasem przychodzą nowe pary, którym potrzeba zupełnie czegoś innego niż nam teraz. 

Oczywiście to też jest ważne, że w jednej wspólnocie są ludzie na różnych etapach, z różnym doświadczeniem i że można oddawać innym to, co się samemu wcześniej otrzymało. Nie rezygnujemy z duszpasterstwa, ale nie będziemy obecni już tak intensywnie – zaznacza Ewa.

Szukać tych co nie przyjdą sami
- Doświadczenie niepłodności to na pewno jest kryzys wiary magicznej, typu: „ja coś Ci Boże ofiaruję a Ty mi za to dasz coś w zamian” – mówi ks. Tomasz Nowaczek. Jak podkreśla, taki kryzys może być wielką szansą na rozwój wiary głębszej, zbliżenia do Pana Boga. Podobnie jest z samą relacją małżeńską. Niepłodność niesie ze sobą wielkie ryzyko rozpadu związku ale może też prowadzić do ogromnego umocnienia więzi. „Osobiście nigdzie nie widziałam większej miłości i zrozumienia niż u niepłodnych par” – pisze Katarzyna Jarosz. Towarzyszenie na tej drodze i opieka duszpasterska na pewno w tym bardzo pomaga.

Prawdopodobnie przez duszpasterstwo przy parafii Matki Bożej z Lourdes przewinęło się ok. 50 małżeństw – tyle liczy lista mailingowa. Do tego dodać należy pary, które przychodzą tylko na Eucharystię. 

Przyjeżdżają z całej Warszawy i okolic. Niektóre po pewnym czasie pojawiają się w zakrystii z dzieckiem na ręku. Dziękują za te Msze i mówią, że tu wymodlili to dziecko – czasem biologiczne, czasem adopcyjne. 
Z czasem podobne inicjatywy pojawiły się też w innych miejscach. Msze św. w intencji niepłodnych odprawiane są np. w kościele dominikanów na ul. Freta w Warszawie, organizowane też były przez środowisko Instytutu Rodziny. Duszpasterstwa Małżeństw Niepłodnych, czy Bezdzietnych działają również w Krakowie, Olsztynie, Łodzi, Białymstoku, Żorach, Tarnowie, Bielsku – Białej i Rzeszowie. Informacje o nich znaleźć można np. na stronie Stowarzyszenia Wspierania Małżeństw Niepłodnych – abrahamisara.pl.

Zważywszy, że problem niepłodności dotyka w Polsce co piątej a może już nawet co czwartej pary – to wciąż kropla w morzu potrzeb. Ci, którzy są bardzo zaangażowani w życie Kościoła lub odczuwają silną determinację, mimo przeszkód dotrą do duszpasterstwa albo je sobie sami zorganizują. Ale jak wychodzić na zewnątrz, do tych, co są daleko, może gdzieś na pograniczu życia religijnego?

- To nie jest łatwa sprawa, bo osoby dotknięte niepłodnością często reagują bardzo negatywnie, wręcz alergicznie na jakieś sugestie czy ‘dobre rady’ z zewnątrz. Niemniej jednak ja sama nie przyszłabym na spotkanie duszpasterstwa, gdyby nie uśmiech i zachęta za strony nieznajomej siostry zakonnej – opowiada Ewa. 

Chodzi o pewną spostrzegawczość i wrażliwość. Po Mszy św. dla niepłodnych członkowie duszpasterstwa podchodzą czasem do konkretnych par i zapraszają na spotkanie. Poprzedni duszpasterz, ks. Łukasz Mazurek, docierał do ludzi podczas wizyt ‘po kolędzie’. Znał temat i jak tylko wszedł do mieszkania, już od progu wiedział, że tu jest ten problem. Miał ze sobą zawsze materiały informacyjne. Ludzie byli zaskoczeni: jak ksiądz to odgadł?

Być może jest coś do zrobienia na polu przygotowania do małżeństwa. Być może szersze omówienie zagadnienia czy nawet wysłuchanie świadectwa niepłodnej pary pomogłoby małżonkom później konstruktywnie podejść do problemu. Na etapie narzeczeństwa wprawdzie każdy jest przekonany, że niepłodność jego nie dotyczy ale statystyki mówią co innego.

- Na pewno informacja o wspólnotach takich jak nasza powinna być bardziej dostępna w Kościele. Przebijanie się do świadomości duszpasterzy i wiernych to nieustanna walka, przynajmniej takie jest moje doświadczenie – wspomina Ewa. – Mieliśmy nawet do czynienia z kuriozalną sytuacją, gdy nie pozwolono nam w jednym kościele zostawić ulotek z zaproszeniem na nasze spotkania „bo nie będzie tu się reklamowało cudzej Mszy” – śmieje się. Jak zaznacza, nie bardzo sprawnie działa też współpraca między duszpasterstwami.

-Nie chodzi o to, żeby z Kościoła robić Kościół niepłodnych, ale żeby zauważyć, że oni też tu są. To na pewno jest wezwanie do nawrócenia dla duszpasterzy – by odpowiadać na potrzeby, które się rodzą, tworzyć przestrzeń dla takich ludzi, nie tyle nauczać z pozycji mentora, co towarzyszyć duchowo na drodze, która jest jakąś tajemnicą – mówi ks. Tomasz Nowaczek. Jego zdaniem ogromnie ważne jest indywidualne i całościowe podejście do każdego człowieka. O problemie niepłodności należy mówić przyszłym księżom w seminariach i formować małżeństwa do prowadzenia takich grup.

- Wiemy, że obecnie w Polsce powstaje nowy program duszpasterstwa rodzin w oparciu o synody poświęcone rodzinie i adhortację apostolską „Amoris laetitia”. Ma on między innymi zwracać uwagę na pomoc rodzinom w sytuacjach trudnych. Bardzo chcielibyśmy, żeby zostały w nim również uwzględnione trudności rodzin takich jak nasze – mówi Ewa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki