Choinka dla barona

120 lat temu rewolucja na Łotwie i w Estonii puściła z dymem kilkaset dworów i pałaców niemieckiej szlachty. Ten splot wrogości klasowej i etnicznej był czymś wyjątkowym nawet jak na burzliwe miesiące, jakie przeżywało wtedy całe rosyjskie imperium.
Czyta się kilka minut
Pomnik ku czci uczestników rewolucji 1905 r. na Łotwie w parku w dzielnicy Grīziņkalns w Rydze | fot. WIKIPEDIA
Pomnik ku czci uczestników rewolucji 1905 r. na Łotwie w parku w dzielnicy Grīziņkalns w Rydze | fot. WIKIPEDIA

Ziemie Łotwy i Estonii były wówczas częścią państwa rosyjskiego: w 1710 roku przyłączono doń zamieszkaną przez Estończyków Estlandię oraz Inflanty, zaludnione pół na pół przez Estończyków i Łotyszy. Etnicznie łotewską Kurlandię, polskie lenno, Rosja anektowała później, bo dopiero w 1795 roku, w trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej. Rosjanie utworzyli tam trzy gubernie: estlandzką, inflancką i kurlandzką. We wszystkich trzech klasą panującą byli Niemcy, którzy w miastach tworzyli rdzeń burżuazji, zaś na prowincji dominowali jako właściciele ziemscy. Ten układ społeczny miał swoją genezę jeszcze w XIII wieku, kiedy to ziemie bałtyckie podbił niemiecki zakon kawalerów mieczowych. Rosjanie utrzymali tę strukturę, gdyż feudalna zależność estońskich i łotewskich chłopów od ich niemieckich panów była na rękę dworowi w Petersburgu, w dużej mierze składającemu się właśnie z bałtyckich Niemców.
Dopiero z końcem XIX wieku rząd zaczął tam parcie ku rusyfikacji. Aczkolwiek język niemiecki stracił wówczas urzędową pozycję na rzecz rosyjskiego, kulturowa i ekonomiczna przewaga bałtyckich Niemców, utrwalona 700-letnim panowaniem, nadal była znacząca. Administracja rosyjska, choć z zasady tępiła wszelkie nierosyjskie ruchy narodowe, patrzyła zatem przez palce na budzący się nacjonalizm Łotyszy i Estończyków. Nacjonalizm ten godził przede wszystkim w Niemców, warstwę w krajach bałtyckich najsilniejszą i decydującą o ich odrębności, więc pośrednio – jak zakładano w Petersburgu – torował on drogę do przekształcenia tych terenów w czysto rosyjskie gubernie.

Paradoksy feudalizmu
Łotysze i Estończycy mieli oczywiście wiele powodów, by widzieć w bałtyckich Niemcach opresorów i wyzyskiwaczy. Tamtejsza klasa ziemiańska, tradycyjnie zwana „rycerstwem” (Ritterschaft), przez wieki utrzymywała ich w stanie podległości, aż do początków XIX stulecia (zniesienie poddaństwa), mając nad nimi pełnię władzy ekonomicznej i sądowniczej. I z władzy tej korzystała, nie pozostawiając po sobie dobrego wspomnienia – choćby w estońskich i łotewskich pieśniach. Jednak relacje włościan i „rycerstwa” to nie tylko biało-czarna układanka.
Przede wszystkim chłopi z dwóch wymienionych bałtyckich narodów byli jednak najbardziej zamożną i cywilizacyjnie zaawansowaną klasą w porównaniu nie tylko z chłopami polskimi, czy tym bardziej rosyjskimi, lecz nawet włościanami krajów Zachodu. Weźmy chociażby za wskaźnik stopień alfabetyzacji: od XVIII wieku praktycznie wszyscy Łotysze i Estończycy umieli pisać i czytać. A dokonała tego doskonała sieć ludowych szkół, istniejących przy każdej luterańskiej parafii (większość Łotyszy i zdecydowana większość Estończyków to luteranie). Kto zakładał i opłacał te szkoły? Oczywiście panowie, czyli „rycerze”.
Co więcej, Estończycy i Łotysze, podobnie jak Litwini – narody chłopskiego pochodzenia, zorganizowali w XIX wieku swoje narodowe struktury na bazie licznych, lokalnych organizacji, takich jak parafialne chóry, wiejskie spółdzielnie czy banki. Kto pomógł im je zakładać? Oczywiście „źli” panowie, jak również niemieccy z reguły pastorzy. Paradoksalnie więc łotewska i estońska świadomość narodowa, w której istotną rolę, w momencie kształtowania, odegrała antyniemieckość, zbudowana została na podstawach założonych przez niemieckich patronów. Dowodzi to faktu, że ludowe poczucie krzywdy nie jest prostą wykładnią ekonomicznego wyzysku, lecz mocno subiektywnym zespołem zranień ludzkiej pamięci oraz godności.

Ogniska powstania
22 stycznia 1905 roku w Petersburgu masowy, choć pokojowy protest przeciw rządom carskiego samodzierżawia skończył się masakrą, dokonaną przez wojsko. Echa „krwawej niedzieli” szybko rozniosły się po europejskich częściach Rosji. Już w cztery dni później podobne, krwawe zajścia miały miejsce w Rydze, późniejszej stolicy Łotwy. Na prowincji zaś powszechnie zaczęli strajkować chłopi. Ich wystąpienia skierowane zostały jedynie pośrednio w stronę rosyjskiej administracji – głównym przeciwnikiem byli tutaj „rycerze”, widziani przez Łotyszy i Estończyków jako lokalna podpora reżimu. I rzeczywiście szlachta Inflant i Kurlandii, mimo stu lat od zniesienia poddaństwa, zachowała wobec włościan szereg ekonomicznych przewag, a także, w lokalnej skali, władzę polityczną, gdyż tamtejsze samorządy nadal pozostawały w rękach herbowych ziemian, z reguły niemieckich. Ich relacje z rosyjskimi zwierzchnikami wcale nie były różowe – ale tego już zrewoltowane masy nie dostrzegały.
Chłopi zyskali tu mocne wsparcie w postaci socjaldemokratów łotewskich i żydowskich, silnych w Rydze, największym mieście regionu. W grudniu 1905 roku ich ryski komitet strajkowy wysłał w teren emisariuszy, którzy namawiali chłopów do podpalania dworów. Akcja powiodła się znakomicie: w ciągu dwóch zimowych miesięcy w guberni kurlandzkiej, inflanckiej i estlandzkiej poszło z dymem 500-600 pałaców, dworów, folwarków, myśliwskich dworków i leśniczówek. Podpalacze chętnie urządzali, jak mówili, „choinki dla baronów” (apogeum tej akcji przypadło na Boże Narodzenie). W płomieniach przepadły, gromadzone wiekami przez szlacheckie pokolenia, skarby kultury. Dobrze chociaż, że nie wiązało się to, jak podczas późniejszej rewolucji rosyjskiej, z masowymi mordami mieszkańców dworów. Zabójstwa należały tam do rzadkości, podpalano z reguły pod nieobecność właścicieli.
Carska administracja wysyłała dla „uspokojenia” ognisk łotewskiego i estońskiego powstania oddziały Kozaków, które bezwzględnie rozprawiały się z buntownikami. Miasteczko Talsi w Kurlandii, opanowane przez łotewskich rewolucjonistów, rosyjskie wojsko unicestwiło 18 grudnia 1905 roku całodziennym ostrzałem artyleryjskim.
Jednak na wsi te akcje pacyfikacyjne następowały już „po szkodzie”, jako reakcja na podpalenia. Rosjanie zresztą dyskretnie ową pożogę podsycali, chociażby poprzez rozbrajanie, „dla ogólnego bezpieczeństwa”, także dworskiej służby. Bezbronne szlacheckie gniazda stawały się w ten sposób łatwym łupem dla podpalaczy. Tak unicestwiono poważną część majątku niemiecko-bałtyckiego ziemiaństwa.

Polska wieś solidarna z dworem
Przy porównaniu wydarzeń 1905 roku w guberniach bałtyckich z przebiegiem tejże rewolucji w Królestwie Polskim, rzuca się w oczy różnica: tam burzliwa, czasem też krwawa rozprawa z rodzimą szlachtą, u nas – wspólny protest przedstawicieli wszystkich stanów. Etnicznie polskie ziemie nie zaznały wówczas, przynajmniej w zauważalnej dla historyka skali, jakichś aktów buntu włościan przeciwko własnym „panom”. Przeciwnie, ton nadawali wówczas bojowcy Polskiej Partii Socjalistycznej, która akcentowała jedność dążeń łączących miejską inteligencję, a także szlachtę, z robotnikami i chłopami. Naczelnym celem było tu wyzwolenie narodu. Wolna i niepodległa Polska miała w tym programie być receptą także na kwestię społecznych nierówności.
Fenomenu tej różnicy nie wystarczy objaśniać wyłącznie faktem, że na Łotwie i w Estonii „panami” byli obcy etnicznie Niemcy, u nas zaś ziemiaństwo stanowili tacy sami Polacy jak reszta społeczeństwa. Istota sprawy polega na tym, że na etnicznie polskich ziemiach Kongresówki nie występował, przynajmniej w silnej skali, klasowy antagonizm pomiędzy dworem a wsią. Przypadki wyzysku oczywiście istniały, ale generalnie dwór czuł się solidarny ze „swoją” chłopską chałupą, i vice versa.
O tym wypada pamiętać, studiując kolejno ukazujące się dzieła z modnego nurtu polskiej publicystyki, które próbują zrównać dolę pańszczyźnianych chłopów, oraz ich synów, z losem amerykańskich niewolników.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2025