Jak zmienia się relacja „pokolenia Z” z religią

Widok setek tysięcy młodych czekających na spotkanie z papieżem zawsze wywołuje u komentatorów zdumienie. Co ciekawe, pontyfikaty XXI wieku zaczynały się właśnie od takich spotkań.
Czyta się kilka minut
Od 28 lipca do 3 sierpnia Watykan spodziewał się przybycia pół miliona młodych katolików, Rzym, 2 sierpnia 2025 r. | Fot. Franco Origlia/Getty Images
Od 28 lipca do 3 sierpnia Watykan spodziewał się przybycia pół miliona młodych katolików, Rzym, 2 sierpnia 2025 r. | Fot. Franco Origlia/Getty Images

Przechadzając się po 237-akrowym terenie Tor Vergata, zaledwie 16 kilometrów na wschód od Rzymu, mijałem setki tysięcy młodych ludzi z całego świata. Rozstawiali namioty, pompowali materace, śpiewali i tańczyli, podczas gdy z głośników płynęła chrześcijańska muzyka. To był gorący rzymski dzień, około 32 stopni Celsjusza, a niektórzy z pielgrzymów szli tutaj nawet osiem godzin z centrum Rzymu. Upał nie był żadną przeszkodą dla radości unoszącej się w powietrzu. Nigdy nie jest. 

Siła młodych
Gdy rozglądałem się dookoła, przypominały mi się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, gdzie sam pracując przy wydarzeniu, wreszcie mogłem trafić na spotkanie z papieżem, uścisnąć dłoń Franciszkowi. Albo Panama w 2019 roku, kiedy widziałem zaangażowanie wolontariuszy, którzy własnoręcznie wycinali wysokie trawy i inną roślinność na miejscu wydarzeń centralnych. Do głowy przyszły mi też tłumy wędrujące przez Lizbonę na pierwsze popandemiczne spotkanie, gdzie dosłownie i w przenośni mogli wreszcie odetchnąć pełną piersią.
To, co było jednak niezwykłe, a przede wszystkim znajome w wydarzeniu, które miało miejsce w 2025 roku pod Rzymem, w Jubileuszu Młodych, to fakt, że mimo obecności znanych chrześcijańskich artystów, wielu znajomych czy nawet influencerów, młodzi ludzie nie przyszli tu dla nich. Oni przyszli się modlić. Przyszli spotkać Chrystusa i jego wikariusza na ziemi –  papieża Leona XIV, dla którego było to pierwsze tego typu spotkanie z młodymi. 
Gdy o 19.30 rozległ się warkot helikoptera nad głowami, tłum wybuchł entuzjazmem. Biały papieski śmigłowiec pokonał krótką trasę z Watykanu i dwukrotnie okrążył zgromadzenie. „Viva il Papa!” – wiwatowali. Papież zaś, jak zobaczyliśmy na zdjęciach opublikowanych później przez watykańskie media, w ciszy i z lekko tylko widocznym uśmiechem wpatrywał się w tych, którzy oczekiwali na niego na ziemi, jakby przygotowując się do wejścia w nową rolę. Ten sierpniowy dzień był bowiem dla wielu prawdziwym początkiem jego pontyfikatu, po czasie wdrażania i urlopu nadszedł bowiem moment próby i spotkania z najbardziej chyba wymagającą grupą w dzisiejszym Kościele – młodymi.

„Niezwykle poruszające”
Wzbijając tumany kurzu, śmigłowiec lśnił w blasku wieczornego słońca. Na ogromnych ekranach wszyscy mogli zobaczyć, jak papież Leon XIV po lądowaniu wysiada i wsiada do papamobile. Co prawda spotkał się z młodymi już wcześniej, zaskakując wszystkich wyjściem do nich podczas spotkania na placu św. Piotra, to przyjście było jednak zaplanowane i zapowiedziane, choć nie wyreżyserowane. Pośród tłumu, błogosławiąc ludzi po obu stronach, papież przemieszczał się bowiem w tę i z powrotem, po czym wszedł na scenę i poprowadził dwugodzinną, głęboko duchową medytację, czuwanie. W momencie zaś, gdy papież wystawił Najświętszy Sakrament, milion młodych ludzi, zgromadzonych na Tor Vergata, nagle zamilkło, klęcząc, często z zamkniętymi oczami. I tak jest na każdym spotkaniu młodych. Ten moment, niezależnie od pogody, deszczu czy słońca, jest najbardziej niezwykły. I dla wszystkich papieży, którzy go wspominali, i dla młodych pielgrzymów. 
To zatrzymanie i zmianę perspektywy widać nie tylko naocznie, ale też w badaniach socjologicznych. Zdaniem najnowszych, opublikowanych przez Pew Research Center, coś się zmienia w społeczeństwie, jeśli chodzi o „pokolenie Z" i jego relację z religią. Ich rodzice mogli odsunąć się od Kościoła z powodu skandali, własnego lenistwa czy zmiany priorytetów, młodzi jednak są. A wielu wraca, bo w świecie nie znajdują odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nie te, dotyczące finansów, ale te dotyczące sensu istnienia.
W rozmowach z młodymi ludźmi na rzymskim Tor Vergata można było mieć poczucie, że zgromadzeni tam pielgrzymi szukają głębszych odpowiedzi na najstarsze pytania życia. Wprost nawiązał do tego papież Leon: „W naszych sercach płonie pytanie, potrzeba prawdy, której nie możemy ignorować, która prowadzi nas do pytania: Czym jest prawdziwe szczęście? Jaki jest prawdziwy sens życia? Jezus jest naszą nadzieją”.

Prawdziwy sens
Relacjonowałem papieskie pielgrzymki ze wszystkich kontynentów. Byłem na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, Panamie i Lizbonie. Prowadzę badania nad młodzieżą na rzymskim Papieskim Uniwersytecie św. Krzyża i widzę, że młodym ludziom ich własne rodziny i media sugerowały, że spełnienie znajdą w sławie, bogactwie i liczbie obserwujących w mediach społecznościowych. Zachęcano ich, by swoją tożsamość opierali na karierze, wizerunku online i popularności. Choć te rzeczy mogą przynosić natychmiastową, krótkotrwałą satysfakcję, coraz więcej młodych ludzi zdaje sobie sprawę, że nie prowadzą one do trwałego, głębokiego spełnienia. W świecie kryzysu tożsamości i wartości okazuje się bowiem, że gdy angielskie trzy „F” – fame (sława), fortune (bogactwo), followers (obserwujący) – znikają, nie pozostaje wiele z tego, co nadaje życiu sens i wartość. Autentyczność zaczyna być zaś jedną z podstawowych wartości pokolenia, które wchodzi w dorosłość. Może więc dlatego współcześni młodzi ludzie szukają sensu ponad sławę i głębi ponad bogactwo, a wielu z nich znajduje je w tradycji, kulturze i pięknie Kościoła. Rzymski Jubileusz Młodzieży był tego najlepszym symbolem. I to nawet wtedy, kiedy przez lata nie było „modne” być katolikiem, a czasem nawet trudno było przyznać, że wierzy się w Boga. Ale – jak to często bywa z czymś odrzuconym lub tłumionym, co w popkulturze nazywa się efektem Barbary Streisand – czasem następuje reakcja odwrotna: to, co wyśmiewane i wypychane, pojawia się w nowej, zaskakującej formie, stając się czymś kontrkulturowym, co intryguje młodych ludzi i zaczyna ich na nowo przyciągać. Tak właśnie jest z wiarą na Zachodzie w XXI wieku. I papież Leon XIV jest tego najlepszym przykładem.

Dom odnaleziony
Może stąd właśnie sukces tegorocznego Jubileuszu Młodych, na który do Rzymu zapraszał jeszcze św. Jan Paweł II. W środku lata, nie na oficjalne Światowe Dni Młodzieży, ale na Jubileusz, wybrało się milion młodych ludzi, by na kolanach spędzić długie, nocne godziny w środku pola pod Rzymem. Bo przyciąga ich coś głębokiego, coś, czego nie da się opowiedzieć językiem technologii ani popkultury. To świętość, w której Kościół katolicki zyskuje nowego, stosunkowo młodego i aktualnego papieża, który mówi o mediach społecznościowych, algorytmach i sztucznej inteligencji nie tak, jak guru z Doliny Krzemowej, ale sięgając do nowego języka, opartego na sensie i tożsamości właśnie, nadając kolejnemu pokoleniu kształt i oferując narzędzia, dzięki którym łatwiej im się odnaleźć. Może dlatego młodzi są tym poruszeni i patrząc na papieża Leona, widzą przewodnika w świecie, który mówił im dotychczas tyle, że chaos i dekonstrukcja to wszystko, na co mogą liczyć; to odwrócenie znaczeń w świecie, który przekonuje, że lepiej jest „mieć” niż „być”.
Gdy nad Tor Vergata zapadał zmrok, chór śpiewał: Jezu Chryste, jesteś moim życiem, a papieski helikopter ponownie wzbił się w powietrze i obrał kurs na Watykan, jedno z najmocniejszych przesłań, jakie papież pozostawił młodym, brzmiało: „Pragnijcie wielkich rzeczy, świętości – gdziekolwiek jesteście. Nie zadowalajcie się byle czym”. 
O ile milion młodych spotkało się z papieżem Leonem XIV na rzymskim Tor Vergata, to z doświadczenia Światowych Dni Młodzieży wiemy, że pewnie drugie tyle z powodu obowiązków czy kosztów nie mogło w tym roku dotrzeć do Wiecznego Miasta. Był to więc jedynie przedsmak tego, czego spodziewać się można w 2027 roku w Seulu, na globalnym spotkaniu młodych z papieżem. 
Leon XIV podczas Jubileuszu Młodych w Rzymie mógł poczuć i zobaczyć, co znaczy odmładzająca się stale wiara. Poczuł też wsparcie i entuzjazm, niezbędne przecież dla jego posługi. Jedynie dla wielu komentatorów i tkwiących w swoich bańkach dziennikarzy było to znów zaskoczenie. Choć w 2027 roku również pewnie dziwić się będą, że Kościół ma tak młode oblicze.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Michał Kłosowski

Artykuł pochodzi z numeru 33/2025