Ewangelia kontra imperium siły

W cieniu rozgrzanych słońcem wzgórz Castel Gandolfo Leon XIV wypowiedział słowa, które zabrzmiały jak teologiczna salwa ostrzegawcza wymierzona w kierunku Waszyngtonu.
Czyta się kilka minut
Papież Leon XIV odczytuje homilię podczas niedzielnej Mszy św. w parafii św. Tomasza z Villanova, Castel Gandolfo, 13 lipca 2025 r. | fot. Stefano Carofei/IPA/Abaca Press/East News
Papież Leon XIV odczytuje homilię podczas niedzielnej Mszy św. w parafii św. Tomasza z Villanova, Castel Gandolfo, 13 lipca 2025 r. | fot. Stefano Carofei/IPA/Abaca Press/East News

Nie padło wprawdzie ani nazwisko Donalda Trumpa, ani J.D. Vance’a, ale nikt nie ma wątpliwości, że w papieskiej homilii o miłosiernym Samarytaninie chodziło o odniesienie do ordo amoris i tego, kto go dzisiaj narusza.

Miłość, wyzwanie XXI wieku
Już jakiś czas temu zainteresowanie wzbudził wpis kardynała Roberta Prevosta na portalu X, który napisał: „JD Vance się myli: Jezus nie prosi nas o to, byśmy klasyfikowali naszą miłość do innych”. Nie były to jego własne słowa, ale cytat z Kat Armas, której komentarz ówczesny kard. Robert Prevost udostępnił. Kat Armas to kubańsko-amerykańska teolog, pisarka i autorka podcastów.
Święty Augustyn w dziele O Państwie Bożym podejmuje polemikę z błędami starożytności chrześcijańskiej. Pierwszym z nich jest pelagianizm. Pogląd ten zakładał możliwość osiągnięcia zbawienia dzięki własnemu wysiłkowi kierowanemu przez wolę bez konieczności łaski Bożej. Drugim jest manicheizm, przyjmujący za zasadę bytu walkę dwóch przeciwstawnych, wiecznych pierwiastków: światła i ciemności, dobra i zła. Temu dualizmowi odpowiadał dualizm natury ludzkiej, gdzie wszystko, co materialne, postrzegano jako złe. W konsekwencji manicheizm nakładał moralny nakaz wyzwalania się od zła przez surową ascezę. Poglądy te łączyły się ściśle z gnozą, która czynienie przez człowieka zła łączyła z niewiedzą. Jedynym sposobem przezwyciężenia tej sytuacji byłoby zdobycie wiedzy. Gdyby człowiek poznał wszystkie okoliczności danego wyboru moralnego i potrafił logicznie wywnioskować właściwe działanie, nie popełniałby błędów. Prowadziło to do przekonania, że cała moc realizacji dobra leży w nas, ponieważ całkowicie wolni i przekonani o moralności działania, nie moglibyśmy działać inaczej.
Augustyn zwracał uwagę, że człowiek nie jest do niczego zdeterminowany, ale wolny w podejmowaniu decyzji. Odnajduje wewnątrz siebie, że pociąga go dobro, choć widzi, że zawodzi w jego osiąganiu. Tęsknimy ku dobru, stając się niewolnikami własnych grzechów. Jest to skutek rany, jaką sprawił w nas grzech pierworodny, odrzucany skądinąd przez Pelagiusza (uważał, że był to jedynie grzech Adama i nie dotknął ludzkiej natury jako takiej).

Cnota jako miłość 
Augustyn definiuje cnotę jako ordo amoris, czyli „porządek miłości” (O Państwie Bożym, XV, 22). Człowiek prawdziwie cnotliwy to ten, który potrafi uporządkować wszystkie dobra w swoim życiu zgodnie z ich odniesieniem do Dobra Najwyższego – Boga. Żyć według ordo amoris to nie znaczy po prostu: „kochać rodzinę bardziej niż ojczyznę, a ojczyznę bardziej niż ludzkość”. To również nie kwestia hierarchicznego uporządkowania różnych, odrębnych miłości wobec osób X, Y i Z, jak mówił o tym J.D. Vance. Raczej chodzi o otwarcie się na Dobro Ostateczne i uznanie, że jest nim Jezus Chrystus, a poprzez oddanie się Mu całkowicie pozwolenie, by On uporządkował nasze rozproszone pragnienia ku Sobie.
Święty Augustyn potwierdza tę definicję błagalnym wołaniem „Oblubienicy Chrystusa” z Pieśni nad pieśniami: „Ordinate in me caritatem!” („Uporządkuj we mnie miłość!”). Następnie wyjaśnia, że upadek człowieka to nie tylko kwestia błędnego ułożenia naszych miłości, lecz naruszenie tej jednej miłości, do której zostaliśmy stworzeni –  miłości o Boga. Podkreśla katastrofalne skutki pierwotnego nieposłuszeństwa, przypisując do słowa „porządek” trzy różne słowa oznaczające miłość: caritas, dilectio i amor.

Papież, który się zastanawia
Już samo udostępnienie artykułu Armas przez ówczesnego kardynała Roberta Prevosta pokazuje, że papież głęboko zastanawia się nad pojęciem ordo amoris –  jak przystało na każdego, kto myśli świętym Augustynem. Faktem jest jednak też to, że podczas ostatniej homilii w Castel Gandolfo Leon XIV przemówił językiem Jezusa, Benedykta XVI, Augustyna i... miłości, która staje się politycznym świadectwem. Papieski komentarz do Ewangelii można odczytać jako duchowy kontrmanifest wobec nowej administracji USA. Tej, która w imię „chrześcijańskiej cywilizacji” zamyka granice, dzieli ludzi na swoich i obcych i która przywraca religię jako narzędzie przymusu, nie miłosierdzia.
W samym sercu papieskiego przesłania zawarło się papieskie pytanie: „Czy patrzymy i przechodzimy obojętnie, czy patrzymy i poruszamy się do wnętrza?”. Mogłoby ono dziś z powodzeniem wybrzmieć podczas kampanii w Ohio, w trakcie konwencji Partii Republikańskiej albo na amerykańskiej granicy z Meksykiem. Bo właśnie tam administracja J.D. Vance’a buduje politykę „widzianą oczami kapłana i lewity”, tych, którzy zobaczyli cierpienie, ale „przeszli mimo”.
Nowa amerykańska administracja, Donald Trump i J.D. Vance, nie buduje – zdaniem papieża – wspólnoty miłości, lecz wspólnotę wykluczenia. Ich Ameryka to nie przydrożna gospoda, w której Samarytanin pielęgnuje rany człowieka, lecz forteca zbudowana na strachu, prawie odwetu i narodowym egoizmie. To odwrócenie Ewangelii: bliźni to nie ten, kto potrzebuje, lecz ten, kto zasłużył; miłość to zaś nie dar, lecz narzędzie selekcji. Leon XIV przypomina, że ci, którzy „upadli, pogubili się, zeszli na dno”, są uprzywilejowani w porządku miłości. Ich należy kochać, a kochając – pomagać. W ten sposób odzyskać można porządek i zyskać cnotę.
W swojej ostatniej homilii w Castel Gandolfo papież przypomniał też słowa Benedykta XVI: Samarytanin „nie pyta, jak daleko sięgają jego obowiązki solidarności”. Jego serce zostaje „rozerwane”, miłość dzieje się tu i teraz, bez granic, bez pytań o tożsamość, religię czy paszport.

Miłość kontra siła 
To słowa, które bolą tych, którzy z chrześcijaństwa zrobili ideologiczną broń. Bo prawdziwa miłość, przypomina Leon XIV, zatrzymuje się i wyciąga rękę, nie przechodzi obok. W świecie, w którym przywódcy wolą przedefiniowywać Ewangelię, niż jej słuchać, papież przypomina: „Wspólnota nie zaczyna się od narodowej dumy, ale od pochylenia się nad cierpiącym”. Słowa Leona to zarzut wobec tych, którzy zamiast miłości wolą władzę, a od porządku kochania preferują porządek przemocy.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Michał Kłosowski

Artykuł pochodzi z numeru 30/2025