Wołyniem powinni zająć się historycy

Rozmowa z Witoldem Horowskim
Czyta się kilka minut
Witold Horowski; Rys. Zosia Komorowska/PK
Witold Horowski; Rys. Zosia Komorowska/PK

Sejm przegłosował ustawę upamiętniającą ludobójstwo na Wołyniu. 11 lipca ma być obchodzony jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów z UPA w latach 1943–1945. To trudny moment historii dla obu narodów, które dziś żyją w zgodzie i mają wspólne interesy. Czy to wpłynie na codzienne relacje między Polakami i Ukraińcami?
– Trzeba przypomnieć, że to co prawda pierwsza tego typu ustawa, ale wcześniej było już kilka podobnych uchwał. Dlatego nie spodziewam się, by zmieniła ona coś istotnego w codziennych relacjach. Ludobójstwo na Wołyniu to bezsporny fakt, a potrzeba upamiętnienia ofiar jest całkowicie zrozumiała. Natomiast polityczna ranga, jaką przypisują temu kolejne rządy, jest dla mnie trudna do zrozumienia.
Od ponad dekady trwa wojna w Ukrainie, Europa przeżywa kryzys bezpieczeństwa, a w Polsce przebywa ponad 2 mln Ukrainek i Ukraińców, których obecność jest oceniana pozytywnie. W tej sytuacji powinniśmy koncentrować się na współpracy gospodarczej, militarnej i integracji Ukrainy z Zachodem. To nie oznacza, że mamy zapomnieć o Rzezi Wołyńskiej. Ale polityczne gesty powinny ustąpić miejsca konkretnym działaniom, jak umożliwienie ekshumacji ofiar. Przez lata było to blokowane przez stronę ukraińską. Kilkanaście miesięcy temu impas został przełamany i ekshumacje ponownie ruszyły, choć na razie w ograniczonym zakresie. Ten realny postęp powinien być impulsem do deeskalacji emocji i wstrzymania kolejnych symbolicznych uchwał.

Jakie konkretne działania ma Pan na myśli?
– Dla rodzin ofiar priorytetem są skuteczne ekshumacje, a nie kolejne polityczne deklaracje. Mieliśmy kiedyś szansę wywrzeć presję na Ukrainę, teraz priorytety polityki zagranicznej powinny być nieco inne. A tymczasem znów widzimy debatę, w której niemal każdy ma „doktorat z historii”, choć często ograniczony do wybranych wątków. Mam tylko nadzieję, że nie doprowadzi to do zahamowania ekshumacji. A ludzie będą żyć dalej razem, nie tak łatwo już będzie nas poróżnić.
Wspomnę może o pewnych wyjątkach. Atmosfera konfliktu podgrzewana przez polityków może doprowadzić do szykanowania dzieci ukraińskich przez polskich rówieśników w szkołach (były już takie przypadki). Albo wpłynąć na decyzje rodzin ukraińskich o dalszej reemigracji (rodziny zwykle są bardziej wrażliwe na sytuację społeczną niż jednostki), co dla Polski nie byłoby korzystne.

Na ustawę natychmiast zareagowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy, wydając oświadczenie. Wezwało stronę polską do rezygnacji z działań, które „mogą prowadzić do wzrostu napięcia we wzajemnych relacjach oraz podważać osiągnięcia, uzyskane dzięki konstruktywnemu dialogowi i współpracy między Ukrainą a Polską”. Ustawa ma, według Ukrainy, szkodzić pojednaniu. Polscy eksperci mówią: pojednanie musi opierać się na prawdzie. To może nie jest najlepszy moment na taką ustawę, ale czy kiedyś będzie dobry?
– Politycy ukraińscy wiedzą, że w tej sprawie powiedziano już bardzo dużo. Obie strony uzgodniły wspólne stanowiska w wielu kwestiach, różnice też zostały nazwane. Myślę, że dalsze kroki powinny należeć do historyków.
W Polsce ustawa wpisuje się w kontekst polityczny. Po niedawnych wyborach znów ożyły hasła narodowe, często antyukraińskie. Podobnie jest po stronie ukraińskiej. Reakcja Kijowa może być związana z wewnętrzną grą polityczną. Dla części społeczeństwa w kraju ogarniętym wojną OUN i UPA pozostają symbolami walki z Moskwą. Jest tak zwłaszcza w zachodnich regionach Ukrainy. Trudno się więc dziwić, że są postrzegane inaczej niż u nas.

Termin „nacjonalista” ma w Ukrainie pozytywne konotacje i znaczy to, co u nas patriota. Patriota to natomiast obojętny „kosmopolita”. Skąd ta różnica?
– Wynika z naszej historii. W czasach sowieckich słowo „patriota” w Ukrainie oznaczało lojalność wobec ZSRR, dlatego stało się kompromitujące. Nawet były prezydent Wiktor Janukowycz odwoływał się do tego pojęcia… „Nacjonalista” nabrał z kolei pozytywnego znaczenia jako wyraz troski o niepodległość i tożsamość narodową. Dla wielu Ukraińców nie ma on nacechowania politycznego, a jest zbliżony znaczeniowo do naszego słowa „patriota”. To pojęcie nie jest jednoznaczne i w Ukrainie od dawna ma inne konotacje niż u nas.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2025