Nieamerykański jak Leon XIV?

Papieżem został Robert Francis Prevost, Amerykanin z Chicago o latynoskiej duszy i rzymskim wyborze. I choć powiedziano i napisano już o nim wiele, to jego podkreślana „amerykańskość” może być kluczem do zrozumienia kierunku, który chce obrać.
Czyta się kilka minut
Papież Leon XIV podczas pierwszej audiencji generalnej na placu Świętego Piotra złapał maskotkę przedstawiającą jego postać, Watykan, 28 maja 2025 r. | fot. Grzegorz GAŁĄZKA/East News
Papież Leon XIV podczas pierwszej audiencji generalnej na placu Świętego Piotra złapał maskotkę przedstawiającą jego postać, Watykan, 28 maja 2025 r. | fot. Grzegorz GAŁĄZKA/East News

Kard. Robert Prevost, Amerykanin? Narodowość nowego papieża wydaje się z jednej strony nieistotna, z drugiej może być kluczowa. W ostatnich latach Watykan coraz częściej spoglądał bowiem w kierunku Stanów Zjednoczonych z nadzieją na pomoc finansową, zwłaszcza odkąd niemieckojęzyczne kraje, dotychczas hojni darczyńcy, zaczęły odchodzić od kościelnego podatku. Amerykanie pomagali, ale relacja ze Stolicą Apostolską była napięta: Kościół w USA przekazywał pieniądze, a włoscy urzędnicy wykorzystywali je w sposób, który trudno uznać za przejrzysty. Przyznać trzeba jednak, że wśród papieskich dzieł amerykańskie pieniądze zrobiły dużo dobrego, zwłaszcza tam, gdzie były odpowiednio wydawane. Przykładem może być chociażby rozkwit Papieskiego Uniwersytetu św. Tomasza (Angelicum), którego rektorem został pochodzący z USA o. Thomas Joseph White OP. Teraz, gdy papieżem został Amerykanin, dla wielu komentatorów kończy się era włoskiej samowoli finansowej, nadchodzi zaś czas korporacyjnej Ameryki w Watykanie.
Nowy papież ma bowiem 69 lat, co potencjalnie daje mu długą perspektywę kierowania Stolicą Apostolską. Choć urodzony w USA papież Leon XIV nie wpisuje się w stereotyp „amerykańskiego katolicyzmu” spod znaku MAGA (Make America Great Again). Od lat mieszkał i pracował w Peru, gdzie był misjonarzem i biskupem. Posiada także peruwiański paszport. W sporze z konserwatywnym wiceprezydentem administracji Donalda Trumpa, JD Vance’em, na platformie X jasno zaznaczył swoje stanowisko: popiera migrację, mówi o budowaniu mostów, a nie murów, co było zgodne z narracją papieża Franciszka. Powtórzył te słowa podczas przemówienia z balkonu watykańskiej bazyliki, kiedy mówił płynnie po włosku i hiszpańsku. Wspomniał swoją dawną diecezję w Peru i pracę w Kurii Rzymskiej. To gesty świadczące o tym, że – choć z pochodzenia Amerykanin – nowy papież głęboko zakorzeniony jest w latynoamerykańskim doświadczeniu Kościoła. 
„Amerykańskość” Leona wielu w Kościele może przeszkadzać. I sam papież zdaje się doskonale zdawać z tego sprawę. W oczach zwolenników katolickiego konserwatyzmu z USA może on uchodzić za lewicowca. Ale dla ogromnej większości katolików na świecie, żyjących często w trudnych warunkach, liczyć się będzie jego wrażliwość na ubogich. Obrazy, które już obiegły świat, pokazują Leona XIV jako biskupa w kaloszach przechodzącego przez zalane tereny w Peru, na koniu w regionie bez dróg czy w kuchni dla ubogich. To nie pozory – to doświadczenie życia z wykluczonymi. I to właśnie czyni go wyjątkowo nieamerykańskim.

Skala amerykańskości
Leon XIV był bowiem nie tylko misjonarzem, ale też administratorem. Przez dwanaście lat kierował zakonem augustianów jako generał, odwiedzając braci na całym świecie i podejmując trudne decyzje. Ostatnio przewodniczył Dykasterii ds. Biskupów, odpowiadającej za nominacje i czasem za dyscyplinowanie hierarchów. Zdobył tam szacunek za swoje kompetencje. Teraz kardynałowie liczą, że będzie tym, który dokona realnej reformy Kurii Rzymskiej, tak często krytykowanej jako zbiurokratyzowany i przestarzały aparat.
W swoim pierwszym przemówieniu Leon XIV dwukrotnie wspomniał papieża Franciszka, jasne jest więc, że nie zamierza odwracać się od jego dziedzictwa, nawet jeśli nie wszystko w minionym pontyfikacie było zrozumiałe. W historii papiestwa nie ma chyba bardziej emblematycznego przykładu antyamerykańskości niż pontyfikat papieża z Argentyny. A Leon XIV już zapowiedział kontynuację synodu o synodalności, choć możliwe, że nada mu nieco inny kierunek. Nawet umiarkowani hierarchowie, tacy jak kard. Vincent Nichols czy kard. Timothy Dolan, mówili przed konklawe o potrzebie większej klarowności doktrynalnej i tu nowy papież może zadziałać. 
W pierwszym przemówieniu pojawiły się też włoskie akcenty. Leon XIV szczególnie powitał mieszkańców Rzymu i Włoch. Chciał pokazać, że chce być „ich” papieżem. Wspomniał modlitwę do Madonny z Pompei, popularną we Włoszech, a zakończył odmawiając „Zdrowaś Mario”, najbliższą sercu modlitwę wielu katolików. Leona, mimo starań niektórych komentatorów, trudno będzie zaszufladkować: tyleż samo lewicowy co do społecznej wrażliwości, ile głęboko tradycyjny, papież „międzyświata”.

Pojednać Kościół
Niektórzy liczyli na odwrót od Franciszkowego zamieszania, „hagan lío”, jak mawiał papież z Argentyny. Ale taka zmiana nie była możliwa. Leon XIV, kontynuując dziedzictwo Franciszka, wyraźnie sygnalizuje powrót do większego porządku, co symbolicznie pokazuje, ubierając się w tradycyjne szaty papieskie. 
Kwestia amerykańskości nowego papieża wiąże się z innym jeszcze pytaniem, a mianowicie o to, jak bardzo polityczny będzie ten pontyfikat? Leon XIV porusza kwestie zmian klimatu, migracji i wojen, podobnie jak Franciszek, co nie w smak jest wielu amerykańskim katolikom. Ale jego ton może być bardziej wyważony, mniej bezpośredni i konfrontacyjny. Już pierwsze wystąpienia – to na balkonie, jak i homilia w kaplicy Sykstyńskiej – pokazują, że nie zamierza on być papieżem „czysto politycznym”. Pokój, o którym mówił, to pokój płynący z wiary w Boga. W homilii mówił o Jezusie i potrzebie wiary w świecie, w którym „zatraca się sens życia, zaniedbuje miłosierdzie, deptana jest godność ludzka, a rodzina przeżywa kryzys”, a wielu ludzi – nawet ochrzczonych – traktuje Jezusa jak charyzmatycznego przywódcę, a nie Zbawiciela, przez co żyją w praktycznym ateizmie. To słowa o głębokim znaczeniu duchowym, ale i społecznym. Jeśli papież będzie w jakimś sensie polityczny, to będzie nim z powodów religijnych, a nie ideologicznych.
Za wcześnie na jednoznaczne prognozy. Leon XIV jest łagodny, pojednawczy, może nawet wydawać się niektórym nieco „nudny”, w tym sensie wciąż bardzo nieamerykański. To nie showman.
Leon XIV zdaje sobie jednak sprawę z tego, że jego amerykańskość to zarówno atut, jak i wyzwanie; nadzieja na sprawniejsze zarządzanie, zwłaszcza finansowe, ale i kulturowy stygmat. Kiedy bowiem rozmawia się z wiernymi z Globalnego Południa czy spoza świata zachodniego, słychać raczej tęsknotę za papieżem encykliki Rerum novarum, który podjął społeczne wyzwania nowoczesności, czy Leonem Wielkim, który powstrzymał Attylę, niż za kulturowymi emblematami Ameryki spod znaku burgerów i wyniosłej dumy z najsilniejszej armii świata czy globalnych korporacji opasających świat. Szczęśliwie jednak kardynał Robert Prevost łączy w sobie więcej niż jedną tożsamość, stojąc dziś przed zadaniem podobnym, co wielcy poprzednicy: pojednać Kościół ze ze współczesnym światem, nie zapominając o jego korzeniach.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Michał Kłosowski

Artykuł pochodzi z numeru 23/2025