Pamiętam dość dobrze ostatnie lata życia Jana Pawła II. Byłem wtedy studentem politologii, jak to zwykle bywa u młodych ludzi, bardziej radykalnie patrzącym na rzeczywistość. Próbując poukładać sobie świat, nie mogłem zrozumieć fenomenu papieża, który dla jednych był modernistą, realizującym posoborowe zerwanie z prawdziwą tradycją katolicką, a dla drugich bezkompromisowym konserwatystą, niedopuszczającym dyskusji w sprawach dotyczących moralności, zwłaszcza etyki seksualnej. Dziś potrafię zrozumieć, że ten sam człowiek może być postrzegany zupełnie inaczej przez różne środowiska. I że w gruncie rzeczy nie da się człowieka zredukować do prostych kategorii. Życie jest znacznie bardziej skomplikowane niż nasza chęć uporządkowania go, najlepiej w dwóch kolorach: białym lub czarnym, koniecznie bez półcieni.
Podobnie rzecz miała się z Benedyktem XVI, który przez wiele środowisk katolickich był postrzegany jako tradycjonalista, tyle że dla jednych oznaczało to nadzieję, a dla drugich przekleństwo. „Pancerny kardynał”, jak o nim mówiono, nie wpisał się w wizję ani jednych, ani drugich. Jeśli ktoś zna życie i myśl Josepha Ratzingera, ten wie, że ona się rozwijała, zmieniała, zawsze jednak towarzyszyło jej jedno przesłanie, zawarte zresztą w herbie – być współpracownikiem Prawdy, co oznacza nieustanne jej poszukiwanie, a nie uznanie, że już się ją posiada.
Franciszek podobnie wymyka się tym prostym podziałom. Zbyt liberalny dla konserwatystów i zbyt konserwatywny dla liberałów. Rozczarował tych, którzy liczyli na daleko idące zmiany, wciąż jednak niepokoi tych, którzy chcieliby świata uporządkowanego jak w dawnych katechizmach. W konfrontacji z tym, co usłyszał z ust rektora Uniwersytetu Katolickiego w Leuven, socjologa Luca Selsa, Franciszek okazał się co najmniej umiarkowanym konserwatystą. Sels wezwał bowiem papieża do radykalnych i odważnych zmian: dopuszczenia kobiet do święceń, akceptacji związków jednopłciowych, większej otwartości na środowiska LGBTQI+. Okazało się, że papieska otwartość na marginalizowanych jest niewystarczająca, a jego jezuickie spojrzenie na normy i doktrynę zbyt sztywne.
Nasza ocena Kościoła i przekonanie, w jakim powinien pójść kierunku, uwarunkowane są od tego, w jakim miejscu i czasie żyjemy. Takie pielgrzymki, jak ta do Luksemburga czy Belgii, pozwalają na szersze spojrzenie. Nie chodzi o to, by przyjąć wszystkie postulaty (czy jakikolwiek), które padły na uniwersytecie w Leuven, ale by mieć świadomość, że jest i taki sposób myślenia, że skądś się on bierze i niekoniecznie jest wynikiem upadku Kościoła na Zachodzie. W tym kontekście polecam tekst jezuity Pawła Bondaruka, który przez pewien czas mieszkał i pracował w Brukseli, mając okazję poznać bliżej tamtejszą wspólnotę ochrzczonych. Trzeba wystrzegać się nazbyt prostych recept, które mogą przysłonić nam istotę problemów. Zachowanie status quo przed niczym nas nie uchroni. Ale hurraoptymistyczne otwarcie się na wszystko, czego oczekuje od nas świat, zaprowadzi nas donikąd. Potrzeba ciągłego rozeznawania (niech powróci ten zapomniany nieco termin z pierwszych lat pontyfikatu Franciszka) znaków czasu. Nieco inaczej brzmi głos teolożki Lieven Boeve z przywołanego przeze mnie uniwersytetu w Leuven: w konfrontacji ze zmieniającym się kontekstem społecznym – uważa – należy poszukiwać nowych dróg wyrażania wiary, zgodnych zarówno z tradycją, jak i z nowym kontekstem. Tylko w ten sposób wiara może przetrwać. Kościół w nowym kontekście musi być Kościołem w nowym stylu. Ten proces teolożka nazywa rekontekstualizacją. To może być cenna myśl w kontekście rozpoczętego rzymskiego spotkania synodalnego, który te konteksty powinien uwzględnić i zaproponować wizję nowego stylu Kościoła, który należy do Chrystusa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















