Logo Przewdonik Katolicki

Czas na zmianę modelu formacji

Małgorzata Bilska
Strzefot. Grzegorz Olkowski/Polska Press-Gallo Images

Kiedy powstały seminaria, założenia były takie: przychodzi ukształtowany człowiek, dajemy mu wykształcenie teologiczne i przygotowanie pastoralne. Kiedy przesunął się wiek dojrzałości, sprawa się skomplikowała. Rozmowa z ks. Grzegorzem Strzelczykiem.

W książce Felietony zza hołdy pisze Ksiądz m.in. o przemocy seksualnej w Kościele. Czy to wina słabości jednostek, czy u podstaw leży błąd teologiczny? Jak Ksiądz widzi to dziś, będąc bogatszym o nowe doświadczenia w Fundacji św. Józefa?
– Niezrównoważona teologia może utrudniać reagowanie na wykorzystanie seksualne. Chodzi mi np. o koncepcję Kościoła, posługi prezbiterów, która przeakcentowuje ich godność. Wyeksportowuje ich w przestrzeń świętości i nietykalności, pewnej nieskazitelności, co sprawia, że nie wierzy się ich ofiarom. Musi się dokonać swoista desakralizacja myślenia o posługach kościelnych.
Sakralizacja nastąpiła po Soborze Trydenckim, na skutek polemiki z protestantami. W Katechizmie Trydenckim padły słowa, które zdeterminowały katechizmy do XX w.: „nic wyższego od kapłaństwa na tym świecie pomyśleć się nie zdoła”; „księży można nazywać nie tylko aniołami, ale wręcz bogami”. Nawet jeżeli w większości katechizmów nie używano już tych określeń, to jeszcze niedawno naukę dzieci o sakramencie święceń zaczynano od tego, jak wielka jest godność kapłaństwa… Kapłani są namiestnikami Boga na ziemi. Jeżeli dziecku wbiło się w głowę taką teologię, to każdy znak zainteresowania ze strony namiestnika Boga był traktowany jako wielki przywilej, łaska. Rodzice tracili czujność. Dzieci były bezbronne.
 
Trzeba przeczytać, żeby uwierzyć: „[…] jawna rzecz jest, że taki jest ich urząd, nad który żaden wyższy wymyślony być nie może. Przeto słusznie nie tylko Aniołami, ale też i Bogami są nazywani, iż moc i władzę Boga nieśmiertelnego między nami na sobie mają. Ale acz wielka powaga zawsze ich była, wszakże nowego Zakonu Kapłani nad wszystkich innych godnością celują; albowiem ta moc, którą mają Ciało i Krew Pana naszego poświęcać i ofiarować, także i grzechy odpuszczać, wszystek także rozum ludzki przewyższa i nic jej na ziemi równego i podobnego znalezione być nie może”. To fragment Katechizmu Rzymskiego z XVI w.
– To był oficjalny katechizm do ogłoszenia nowego, w 1995 r.
 
Wizja księdza-Boga wynika z kontry wobec reformacji?
– Ze stosunkowo przygodnych okoliczności historycznych. Ważne jest także, że w międzyczasie łacińskie chrześcijaństwo związało się z kulturą stanową.
 
Średniowieczną.
– Tak. Stanowość została wprowadzona do Kościoła jako normalność. Do dziś nią jest. Karą dla księży za niektóre przestępstwa jest pozbawienie „stanu duchownego”. Ludzie świeccy się zastanawiają, co to za kara? Od dawna nie żyjemy w społeczeństwie stanowym. Niestety, „zassanie” mentalności stanowej nie zniknęło.
 
Brzmi to jak pozbawienie tytułu księcia.
– Trochę tak. W prawie kanonicznym są „prawa i obowiązki duchownych”. Ksiądz zostaje pozbawiony pewnych praw i zwolniony z obowiązków (bardziej to drugie!). Jeżeli myślimy w kategoriach „wielka jest godność kapłańska”, a za nią odpowiada stan, to utrata godności ma znaczenie. Ale dla tych, którzy nie myślą w tych kategoriach, kara jest właściwie żadna.
„Zassanie mentalności” stanowej dało też podstawę do tego, aby duchowieństwo stało się kategorią wyróżnioną (z uwagi na szczególną godność). Konkurowało w tym ze szlachtą. Bardzo często następowały tu fuzje. Rody szlacheckie i arystokratyczne plasowały swoich przedstawicieli w duchowieństwie różnego rzędu. Tymczasem jednym z postulatów protestantyzmu było odejście od myślenia o posługach kościelnych w kategoriach sakramentu. A co za tym idzie, w kategoriach godnościowych. To nie Bóg jest tym, który nadaje godność. To wspólnota nadaje funkcję. W odpowiedzi na to w Kościele powinna nastąpić ewangeliczna reforma sakramentu święceń. Zamiast tego pociągnięto wajchę dokładnie w przeciwną stronę. Trzeba dodać, że Sobór Trydencki był niezwykle krytyczny wobec duchowieństwa. Katechizm – na jego polecenie, ale po nim – napisali teologowie papiescy. Reforma Trydentu w dużej mierze się nie udała, bo zmiany organizacyjne nie dostały wsparcia adekwatnej teologii, co przyczyniło się do kolejnych kryzysów.
 
Podobna dwuznaczność cechuje Sobór Watykański II, który docenił powołania świeckich, zniósł podział na tzw. powołania „pierwszej i drugiej kategorii”. Tylko to nie działa. Świeccy cały czas są niżej w hierarchii prestiżu, godności.
– To nie mogło zadziałać. Sobór w Konstytucji o Kościele (Lumen gentium) poszedł drogą wielu kompromisów. To były lata dużego napięcia. Aby zachować soborową jednomyślność, wybierano kompromisowe rozwiązania. I tak z jednej strony mamy silne podkreślenie, że powołanie do świętości jest wspólne. Z drugiej ta sama Konstytucja mówi, że ustrój Kościoła jest hierarchiczny. Może mamy równość w porządku łaski, ale równości w porządku życia kościelnego – nie. Oczywiście sobór trzeba czytać w kontekście. Myślenie w kategoriach prawdziwej synodalności, współodpowiedzialności za Kościół na każdym na szczeblu, było wtedy praktycznie niemożliwe. Już sama idea kolegialności biskupów była trudna do przełknięcia. Największy kryzys przy pisaniu Lumen gentium wywołała właśnie idea kolegialności… Więc sobór pewne rzeczy przypieczętował teologicznie, w tym wątek powołania do świętości świeckich, jednak nie rozwiązał mnóstwa problemów, które ciągnęły się za stanową eklezjologią. No i był ponad pół wieku temu. Ta teologia raczej konserwuje nam teraz stan, co do którego mam poważne podejrzenie, że nie jest ewangelicznie optymalny.
 
Aby skutecznie zająć się profilaktyką przemocy seksualnej, Kościół musi działać nie tylko doraźnie, ale naprawić błąd teologiczny?
– Uważam, że tak. Mając dobre intencje, tworzymy teksty, które po latach powodują dramatyczne skutki. Wiele treści w nauczaniu jest uzależnionych od kontekstu, w jakim powstawały. Czas płynie, kultura się zmienia. Czytając je po latach, widzimy, że są uwsteczniające.
 
Teoria to jeden problem. Kolejnym jest formacja kleryków. Był Ksiądz w zespole, który opracował projekt zmian formacyjnych dla polskich seminariów. Wejdą w życie od nowego semestru. Jak się formuje „Anioły i Bogów”?
– Ratio institutionis sacerdotalis pro Polonia – bo tak oficjalnie nazywa się ten dokument – jest na dość dużym poziomie ogólności, bo zawiera głównie wskazania systemowe. Sporo uwagi poświęca się „formacji ludzkiej”, która dotąd była piętą achillesową. Od czasów Karola Boromeusza, kiedy to powstały seminaria, założenia były mniej więcej takie: przychodzi ukształtowany już człowiek, dajemy mu wykształcenie teologiczne i przygotowanie pastoralne. Idzie do posługi.
banerek-pod-teksty.png

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 35/2021, na stronie dostępna od 06.10.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki