Logo Przewdonik Katolicki

Więcej niż maskotka

Dominik Robakowski
Zapasy były ulubioną rozrywką misia Wojtka, które na ogół kończyły się jego wygraną fot. HANDOUT/AFP-East News

Miś Wojtek to jeden z popularniejszych zwierzęcych bohaterów naszych czasów. Jego historia, jakkolwiek pełna zabawnych sytuacji, ma także drugie dno. To opowieść o niesprawiedliwości i samotności.

Trzeba otwarcie powiedzieć, że jeszcze kilkanaście lat temu niewiele osób kojarzyło niedźwiedzia imieniem Wojtek. Z całą pewnością w rankingach misiów wszelakich przegrywał on rywalizację z Puchatkiem, Uszatkiem i Colargolem. Dziś to jednak Wojtek ma swoje pięć minut. Można powiedzieć, że jest prawdziwym celebrytą. Powstały o nim książki, filmy, gry planszowe, w kilku miastach stanęły pomniki. Do pełni popkulturowego szczęścia brakuje jeszcze tylko produkcji Netflixa.

Miś zadziwia
Wojtek to jednak przede wszystkim ciekawostka. Niedźwiadek przygarnięty przez żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, który przemierzył z nimi cały szlak bojowy. W zasadzie tyle. Jakkolwiek niektóre jego dokonania, jak „schwytanie” szpiega czy noszenie skrzynek z amunicją, były niezwykłe, to jednak nikt nie ma wątpliwości, że nie były w stanie wpłynąć na losy II wojny światowej. Dzieje Wojtka to ślepa uliczka historii, jakkolwiek ładna, donikąd jednak nie prowadząca. Tak też myślała Aileen Orr, autorka książki, która w Polsce ukazała się pod tytułem Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa. W tym roku nad Wisłą ukazuje się już jej czwarta edycja i wiele wskazuje na to, że nie jest to wydanie ostatnie.
Spośród licznych książek o Wojtku, książka Orr wydaje się szczególnie ważna. Dzięki niej niedźwiedź stał się nie tylko fenomenem polskim, ale postacią rozpoznawalną w całej Szkocji i dużej części Wielkiej Brytanii. Aileen poznała niedźwiadka za pośrednictwem swojego dziadka, który opowiadał jej o polskich żołnierzach stacjonujących w Szkocji i ich niezwykłym pupilu. Dla autorki były to początkowo starcze bajania, które jednak z czasem znalazły swoje potwierdzenie w kolejnym relacjach kombatantów. W końcu autorka bez reszty poświęciła się badaniu sprawy niecodziennego misia, z czasem narodziła się książka.
Jako że mówimy tutaj o kolejnym wydaniu, warto wspomnieć, jak silny oddźwięk miała publikacja w Wielkiej Brytanii. Zwykła ciekawostka stała się pretekstem do przypomnienia roli Polaków w czasie II wojny światowej, która przez wiele lat była nie tylko zapomniana, ale wręcz umniejszana. Bez przesady można powiedzieć, że dziś niedźwiedź Wojtek, między innymi dzięki szkockiej autorce, jest takim samym ambasadorem naszego kraju jak polscy lotnicy czy kryptolodzy.
Aileen Orr była inicjatorką budowy pomnika misia Wojtka, który zdobi dziś jeden z bardziej prestiżowych parków Edynburga. Monument odsłonięty w 2015 r. przedstawia brunatnego niedźwiedzia w towarzystwie polskiego żołnierza. Tak zwierzę odwdzięcza się po latach, przypominając o swoich opiekunach, którzy poniekąd podzielili jego los.

Miś pomaga
Nie chciałbym skupiać się na przemyślnych figlach brunatnego żołnierza, bo choć one uczyniły Wojtka sławnym, to jednak nie są w jego historii najważniejsze. Od ubarwionych legend i anegdot cenniejsze jest to, że żołnierzom udało się nawiązać z niedźwiedziem prawdziwą więź. Dziś czasem znajduje się ona w ogniu krytyki jako wyrządzenie krzywdy zwierzęciu, niemniej nie możemy zapominać o dystansie czasowym i okolicznościach, w jakich doszło do pozyskania niedźwiadka. Za sprawą kłusowników Wojtkowi nie pozostawiono dużego wyboru: wczesne sieroctwo nie dawało mu szans na przetrwanie w dziczy, natomiast alternatywą była niewolnicza praca jako jarmarczna atrakcja. Niezwykłym zrządzeniem losu niedźwiadek dostał jeszcze jedną możliwość, jaką było przemierzenie sporego kawałka świata w towarzystwie ludzkich przyjaciół. Choć i ona w ostateczności zakończyła się tragicznie, to jednak pozwoliła przeżyć zwierzęciu niezwykłą przygodę i przejść na trwałe do historii.
Jeśli wierzyć relacjom polskich żołnierzy, Wojtek był czymś więcej niż maskotką czy wojennym trofeum. W opowieściach miś jawi się jako towarzysz broni, dla niektórych wręcz przyjaciel. On potrzebował ich, by przetrwać, ale też oni potrzebowali jego. Musimy zdać sobie sprawę, jak wielką terapeutyczną rolę odgrywała obecność Wojtka w świecie, gdzie zniszczenie i śmierć były codziennością. Paradoksalnie to zwierzę pomagało uczynić rzeczywistość bardziej ludzką.
Z misiem Wojtkiem jest trochę jak z papieskimi kremówkami. Dziś dla wielu stał się on pustym symbolem – ot, kolejnym historycznym bibelotem mówiącym „jak to na wojence ładnie”. Tymczasem potencjał tkwiący w trywialnej opowieści o wojowniczym misiu zdaje się większy, niż moglibyśmy przypuszczać.

Miś nie rozumie
W dobrze znanej historii Wojtka najciekawsze wydają się fragmenty traktujące o jego powojennych losach. W 1945 r. niedźwiedź ze swoimi kompanami został ulokowany na szkockiej prowincji. Dla Wojtka był to chyba najszczęśliwszy okres w życiu, gdy mógł niemal w pełni swobodnie wędrować po obozie, a także taplać się w pobliskiej rzece. Jakże odmiennie tę rzeczywistość odbierali jego towarzysze. Brak obecności polskich żołnierzy na defiladzie zwycięstwa był zaledwie preludium ich dramatu. Nastrój euforii z końca wojny trwał krótko, niewiele dłużej nadzieja na to, że uda się wrócić do Polski i wyzwolić ją z rąk Sowietów. Polacy, witani jak bohaterowie, szybko stali się niechcianymi imigrantami, którzy „zabierają chleb i pracę miejscowym”. Wrogich aktów dopuszczał się zarówno brytyjski rząd, jak i lokalna społeczność, co z pewnością nie wpływało dobrze na stan psychiczny żołnierzy tułaczy. Wojtek, podobnie jak pod Monte Cassino, znów stawał się ucieczką od codziennych trosk.
Przedstawiona w książce historia niedźwiadka to mimochodem też opowieść o zmieniającym się świecie. Żołnierze pojmani we wrześniu 1939 r. na kresach Rzeczypospolitej przeszli przez piekło łagrów, odbyli wędrówkę przez egzotyczny Bliski Wschód, wzięli udział w jednej z największych bitew II wojny światowej, aby przez Szkocję wylądować niejednokrotnie w Australii czy Nowej Zelandii. Zaprawdę, niedźwiedź pijący piwo po takich doświadczeniach nikogo już nie dziwił. Podobnie wielkim zmianom uległo życie szkockiej prowincji, gdzie po zakończeniu walk rozlokowano polskie wojsko. Dla tego zaścianka Wielkiej Brytanii nagłe pojawienie się setek tysięcy ludzi mówiących niezrozumiałym językiem było prawdziwym szokiem kulturowym. I tutaj znów niezbędny okazał się Wojtek, którego wygłupy potrafiły obalić mur wzajemnych uprzedzeń.
Historia misia to wreszcie opowieść o końcu. Na jej tle widzimy Wielką Brytanię, która choć udaje zwycięzcę, jest jednym z największych przegranych wojny. Kraj jest wycieńczony, a niedawne imperium kolonialne rozpada się jak domek z kart. To także przegrana polskich żołnierzy, którzy tracą nie tylko swoją ojczyznę, ale też dotychczasowe życie. To opowieść o straconym pokoleniu, które najlepiej obrazuje postać Piotra Prendysza, opiekuna Wojtka.
Niedźwiedź przygląda się tym wielkim i małym dramatom z rozbrajającą niewinnością. Nie robią na nim wrażenia, podobnie jak nie robił huk spadających tuż obok pocisków. Kolejni żołnierze opuszczają obóz, zaczynają nowe życie – coś się kończy, coś się zaczyna. Niedźwiedź Wojtek niczym dziecko zdaje się tego nie rozumieć, nie potrafi i nie chce dorosnąć. W końcu i dla niego przychodzi czas na nowy etap.
Moment rozstania niedźwiadka ze swoim opiekunem jest jednym z bardziej wzruszających, ale też i smutniejszych fragmentów książki. Wojtek w zoo nie nawiąże kontaktu z innymi niedźwiedziami, nigdy nie zrozumie swojego uwięzienia. Zwierzę, które kochało wolność, swoje ostatnie dni spędzi za kratkami. W mniejszym lub większym stopniu jego los podzielą koledzy z wojska.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki