Logo Przewdonik Katolicki

Koronawirusowe modlitwy

Rafał Cekiera
fot. Glebstock Thaut Images/Adobe Stock

Lektura intencji modlitewnych z początku pandemii pokazuje, że myśląc o zarazie, cały czas szukamy duchowego sensu. Modlitwy, w których prosi się o rzeczy naprawdę najistotniejsze, to niezwykle ciekawy materiał do analiz.

Wirus gwałtownie i brutalnie wytrącił wiele osób z poczucia kontroli nad własnym życiem. Z niepokojem i niepewnością radzono sobie na różne sposoby: posłusznie podporządkowując się rozporządzeniom władz, czy też dając wiarę porządkującym w prosty sposób rzeczywistość teoriom spiskowym. Niektórzy w końcu – śladami swoich przodków – zwrócili się do religijnych źródeł, szukając w nich pomocy i zrozumienia sytuacji oraz wpisania jej w szerszy egzystencjalny kontekst.
 
Listy Bożych petentów
Skłonność do zanoszenia modlitw w sytuacji zagrożenia jest czymś oczywistym, nie tylko dla psychologów religii – wystarczy przywołać emblematyczną dla tego mechanizmu frazę „jak trwoga to do Boga”. Historia ludzkich zmagań z zarazą również pełna jest tego typu przykładów. W jednym z traktatów poświęconych epidemii dżumy z 1714 r. czytamy: „Chrześcijański spokój i akceptacja woli Boga to najlepsze środki, które sprawią, że nikomu włos z głowy nie spadnie, a według których wszystko, także choroba i śmierć będą się jawić jako korzystne”. W błyskawicznie opublikowanej po wybuchu pandemii książce Wiara nie tylko w czasach zarazy dominikanin Tomasz Grabowski stawia tezę o słabnięciu takiej perspektywy: „W umysłach współczesnych świat wymknął się z granic Boskiej Opatrzności, a w konsekwencji zjawiska w nim zachodzące utraciły duchowy sens”.
Tymczasem lektura intencji modlitewnych pokazuje, że ten duchowy sens ciągle jest obecny w indywidualnych wykładniach zarazy. Zapisywane anonimowo w internecie listy do Boga czy świętych, w których nie ma wstydu publicznej ekspozycji, w których prosi się o rzeczy naprawdę najistotniejsze, to niezwykle ciekawy materiał do analiz. Te świadectwa ludowej pobożności bywają zapisywane niezgrabnie, chropowato, z błędami – ale przez to są prawdziwie autentyczne, dalekie od „kościółkowej nowomowy”.
Przyjrzyjmy się zatem wnioskom z lektury 598 „koronawirusowych” zapisów modlitewnych na dwóch internetowych skrzynkach intencji: ogrod.augustianki.pl/intencje (podstrona witryny „Ogród św. Rity. Ku pokrzepieniu serc”, prowadzonej przez Siostry Augustianki) oraz skrzynkaintencji.pl (strona pod opieką Franciszkańskiego Zakonu Świeckich we Wrocławiu). Czym wyróżniają się zapisane w marcu i kwietniu 2020 r. modlitwy, w których bezpośrednio przywołano koronawirusa i jego konsekwencje?
 
Błagamy o ocalenie ludzkości
Przywołując czeskie przysłowie – „zapomniałem o tym, jak o śmierci” – ks. prof. Tomáš Halík zwraca uwagę, że obecnie „nasza śmierć mieszka z nami w domu zapomnienia”. Podczas pandemii zabiegi w jej ignorowaniu zostały poddane niespodziewanemu stress-testowi. Niosące strach komunikaty czy suflowane przez media zwizualizowane opowieści wyprowadziły śmierć z „domu zapomnienia” na sam środek ludzkiej agory. Globalne zagrożenie uwydatniło ograniczenia tradycyjnych narzędzi ochrony gatunku ludzkiego (jak medycyna, ale też na przykład zasoby militarne), bezlitośnie przypominając o kruchości naszej egzystencji – o tym, „co musi stać się niebawem”.
„Błagam, aby pandemia nie zniszczyła ludzkości, proszę, aby ludzkość przetrwała” – sporo podobnych wpisów znaleźć można w intencjach zapisywanych podczas pandemii. Koronawirus postrzegany jest często jako zagrożenie o apokaliptycznym charakterze, niepodobnym do innych trudności, z którymi ludzkość do tej pory musiała się mierzyć. 
PK-30.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 30/2020, na stronie dostępna od 23.08.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki