Logo Przewdonik Katolicki

Fundusz z problemami

ks. Artur Stopka
fot. Jakub Kaczmarczyk/PAP

Fundusz Kościelny ma mylącą nazwę. Łatwo też wykorzystywać go przeciwko Kościołowi.

Od kilku lat w czasie wakacji w mediach w Polsce pojawiają się alarmistyczne materiały dotyczące Funduszu Kościelnego. Podawane w tonie sensacyjnym doniesienia mówią o rosnących sumach do niego trafiających z kasy państwowej. W tym roku pojawiło się nawet sformułowanie, że Fundusz „puchnie”. O co właściwie chodzi? Mamy do czynienia z powracającym jak bumerang tematem na sezon ogórkowy, który nadaje się do podkręcania nieprzychylnych Kościołowi katolickiemu nastrojów, czy też chodzi o poważną sprawę, a coroczne medialne materiały stanowią przede wszystkim przypomnienie, że jest problem, który wciąż czeka na rozwiązanie?
 
Więcej czy mniej?
W tym roku doniesienia związane z Funduszem pojawiły się już na początku lipca. „Rzeczpospolita”, a za nią mniej lub bardziej wiernie inne media, podała, że po raz kolejny „padł rekord”, jeśli chodzi o wydatki państwa m.in. na składki osób duchownych. „171 mln zł – to kwota, jaką pochłonął w 2019 roku Fundusz Kościelny” – stwierdziła gazeta, powołując się na dane Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji dotyczące wykonania dochodów i wydatków budżetu państwa w części „wyznania religijne oraz mniejszości narodowe i etniczne”.
Dziennik zamieścił też wyliczenia dowodzące, że jego zdaniem Fundusz Kościelny w ostatnich latach „szybko puchnie”. Chodzi o to, że na początku lat 90. ubiegłego stulecia wynosił, w przeliczeniu na dzisiejsze złotówki (w międzyczasie miała miejsce denominacja), poniżej 10 mln zł rocznie. Do 2012 r. suma ta wynosiła poniżej 100 mln. Jak podała „Rzeczpospolita”, w 2016 r. na Fundusz przeznaczono 145 mln zł, w 2017 r. – 159 mln, a w 2018 roku – 176 mln. Łatwo zauważyć, że kwota za rok 2019 jest mniejsza niż ta z roku 2018. O pięć milionów złotych.
 
Przejmuje się
Nazwa całego przedsięwzięcia jest myląca i może wiele osób wprowadzać w błąd. Warto mieć świadomość, skąd coś takiego, jak Fundusz Kościelny się wzięło, oraz kto i z jakiego powodu powołał go do istnienia.
„Dochód z nieruchomości ziemskich, przejętych ma mocy niniejszej ustawy, oraz dotacje państwowe, uchwalone przez Radę Ministrów, tworzą Fundusz Kościelny”. To cytat sprzed 70 lat. Pochodzi z uchwalonej 20 marca 1950 r. przez ówczesny sejm ustawy. Jej tytuł brzmi dziś dla wielu zupełnie niezrozumiale. Mówi ona o „przejęciu przez Państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego”. Tekst dokumentu jest dostępny na stronach sejmowych. Widnieją pod nim m. in. nazwiska Bolesława Bieruta jako prezydenta Rzeczypospolitej i Józefa Cyrankiewicza jako prezesa Rady Ministrów.
W pierwszym zdaniu cytowana ustawa powołuje się na dekret Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej. Celem zawartych w niej zapisów jest, według jej autorów, usunięcie „pozostałości przywilejów obszarniczo-feudalnych w dobrach martwej ręki” oraz materialne zabezpieczenie duchowieństwa. Pierwszy artykuł stwierdza krótko i dobitnie, że wszystkie nieruchomości ziemskie związków wyznaniowych przejmuje się na własność Państwa. W kolejnych punktach wskazane są pewne wyjątki od tej generalnej zasady.
 
Wiece antykościelne
Ustawa mówi również, że dochody z przejętych nieruchomości przeznaczone mają być wyłącznie na cele kościelne i charytatywne. Kolejne lata dziejów PRL pokazały, że niezbyt się tym zapisem w praktyce przejmowano. Jak wyjaśniał w styczniu ubiegłego roku ks. prof. Dariusz Walencik z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego, zgodnie z przepisami ustawy Fundusz miał finansować utrzymanie i odbudowę kościołów oraz udzielanie duchownym pomocy materialnej i lekarskiej. Do jego zadań miało należeć również m.in. objęcie duchownych ubezpieczeniem chorobowym, zapewnienie zaopatrzenia emerytalnego duchownych społecznie zasłużonych oraz wykonywania działalności charytatywno-opiekuńczej. Co ważne, dotyczyło to nie tylko Kościoła katolickiego, ale wszystkich związków wyznaniowych działających w Polsce.
Na co faktycznie były wydawane pieniądze Funduszu Kościelnego przed rokiem 1989? Ks. Walencik we wspomnianej wypowiedzi dla mediów przypomniał, że finansowano z niego, bez podstawy prawnej, działalność m.in. Centralnej Szkoły Partyjnej przez KC PZPR, dotowano propagandowe wiece antykościelne oraz materiały szkalujące biskupów. To nie wszystko. Z tego samego źródła wypłacano nagrody kierownikom wydziałów do spraw wyznań, opłacano donosy na księży i finansowano prasę antykatolicką.
 
Nie jest tak
Dopiero od 1990 r. środki z Funduszu Kościelnego zaczęto przeznaczać w całości na wspomaganie kościelnej działalności charytatywnej, działalności oświatowo-wychowawczej i opiekuńczo-wychowawczej prowadzonej przez Kościół. Pieniądze z Funduszu służą także na opłacanie inicjatyw związanych ze zwalczaniem patologii społecznych, konserwacje i remonty obiektów sakralnych i kościelnych o wartości zabytkowej. Z niego finansowane są również składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne części duchownych.
Ks. Dariusz Walencik zaznaczył, że nie jest tak, iż każdy polski duchowny ma opłacane składki z Funduszu Kościelnego. Fundusz opłaca w 80 proc. składki tych, którzy nie podlegają ubezpieczeniu z innych tytułów (np. z racji pracy w szkole), a w 100 proc. finansuje składki członków i członkiń zakonów kontemplacyjnych klauzurowych i misjonarzy (kapłanów i sióstr zakonnych) w okresach pracy na terenach misyjnych.
 
Państwo czerpie
Dlaczego tak urosły sumy będące w gestii Funduszu Kościelnego? „Rzeczpospolita” przytoczyła wyjaśnienie MSWiA. Wiąże się to z rosnącą wysokością minimalnego wynagrodzenia oraz zwiększeniem specjalnego zasiłku opiekuńczego. Drugim powodem jest wznowienie dotacji na konserwację i remonty obiektów sakralnych. Na stronach ministerstwa można znaleźć szczegółowe informacje, jak np. parafia może uzyskać dotację i na jakie konkretne cele dofinansowania zostały przyznane.
Co ciekawe, Katolicka Agencja Informacyjna wyliczyła w ubiegłym roku, że… budżet Funduszu Kościelnego na ubiegły rok powinien wynosić 212 mln zł, czyli więcej niż faktycznie wynosił. Wynika to z faktu, że państwo wciąż czerpie dochody z 31 proc. dóbr zabranych Kościołowi na terenach obecnej Rzeczypospolitej. „Państwo polskie nie wywiązuje się zatem w pełni z obowiązujących wciąż uregulowań prawnych dotyczących rekompensaty za zabrane Kościołowi, a dotąd nie zwrócone dobra”– napisał Marcin Przeciszewski w komentarzu na ten temat.
 
Rzeczywiste podstawy
Kwestia Funduszu Kościelnego przypomina nieleczony w wystarczającym stopniu i profesjonalnie ząb. Nawracające ataki bólu przypominają, że problem wciąż domaga się zajęcia się nim, a sytuacja uzdrowienia. W listopadzie 2011 r. metropolita lubelski abp Stanisław Budzik w rozmowie z PAP stwierdził, że Fundusz Kościelny jest instytucją anachroniczną i dlatego polski episkopat postuluje jego przekształcenie. Temat jest jednak szerszy. Chodzi o znalezienie i wypracowanie systemowych rozwiązań obejmujących ubezpieczeniem społecznym osoby duchowne, żyjące wyłącznie z wykonywania posługi religijnej.
Ta kwestia będzie wracać z niepokojącą systematycznością i najczęściej podobnie jak się to już dzieje, podawana będzie w języku budzącym niechęć do Kościoła. Łączy się ona mocno ze sprawą finansowania działalności Kościoła katolickiego w naszej Ojczyźnie. Przy okazji ograniczeń i obostrzeń związanych z pandemią można się było przekonać, jak wyglądają rzeczywiste podstawy materialne wielu prowadzonych przez Kościół dzieł. Zdarzały się sytuacje bardzo trudne. Nie wystarczy wielka hojność i ofiarność polskich katolików. Potrzebne są gwarancje i zabezpieczenia, pozwalające na spokojne funkcjonowanie Kościoła i wypełnianie jego misji zarówno ewangelizacyjnej, jak i charytatywnej. Bez powtarzających się sugestii, że Kościół żeruje na państwowym budżecie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki