Logo Przewdonik Katolicki

Liban ma dosyć

Małgorzata Bilska
fot. Bilal Jawich PAPPhotoshot

Z Marzeną Zielińską-Schemaly, prawniczką i dziennikarką, która dziesięć lat mieszkała w Libanie rozmawia Małgorzata Bilska

Demonstracje w Libanie przybierają na sile. Ludzie wyszli na ulice tak licznie i ponad podziałami pierwszy raz od „cedrowej rewolucji” w 2005 r., którą wywołało zamordowanie premiera Rafika Haririego. Udało się wtedy zmusić Syrię do wycofania wojsk, które zostały w Libanie po pięcioletniej wojnie zakończonej w 1990 r. Jaki jest dzisiaj powód tak masowych protestów?
– Frustracja. Głównie warunkami życia i polityką. To nie jest typowy kraj arabski: Libańczycy uważają się za liderów, lepszy „sort” Bliskiego Wschodu. Są dobrze wykształceni, nowocześni, bardziej „zachodni”…  Niezależnie od religii! Maronici, libańscy katolicy [Kościół maronicki należy do katolickich Kościołów wschodnich – MB], próbują wywodzić swoje korzenie od Fenicjan, a nazywanie ich Arabami uważają za obraźliwe. Liban wyróżnia się choćby wysokim poziomem edukacji. Najlepsze i najstarsze uniwersytety na Bliskim Wschodzie są właśnie w Bejrucie: Uniwersytet Amerykański czy Uniwersytet św. Józefa (którego podwaliny stworzył polski jezuita ojciec Ryłło). Mają one swoją tradycję i opierają się na rzetelnej wiedzy, dobrej kadrze, a nie tylko na pieniądzach, jak na przykład uczelnie w Emiratach Arabskich. Łatwo ściągnąć dobrych naukowców, jeśli im się zapłaci... Liban jest też krajem demokratycznym, nie ma tu ograniczenia dostępu do informacji. No i Libańczycy mają wpływową i zamożną diasporę – kilka milionów tylko w samej Brazylii, a także w USA, Kanadzie, Afryce, Australii, Europie, nie mówiąc o Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie stanowią wyższą kadrę kierowniczą. Jeden z najbogatszych ludzi na świecie, Carlos Slim Helú, jest z pochodzenia Libańczykiem. Mając kontakty i wiedzę, mieszkańcy zdają sobie sprawę z tego, że ich życie jest dalekie od takiego, jakiego należy się spodziewać w cywilizowanym świecie.
 
Mieszkałaś w Libanie, masz tam rodzinę i znajomych. Jak oni to przeżywają?
– Przez cały okres mojego pobytu w Libanie, czyli ponad dziesięć lat, największą zmorą były ciągłe przerwy w dostawach prądu. Wtedy tłumaczono, że są to pozostałości wojny z lat 70. i 80., nie odbudowano jeszcze infrastruktury itd. W okresie rządów Rafika Haririego sytuacja trochę się poprawiła, ale potem było tylko gorzej.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 44/2019, na stronie dostępna od 20.11.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki