Logo Przewdonik Katolicki

Być klerykiem w Boliwii

Kasper Mariusz Kaproń Ofm
fot. AFP PHOTO L'OSSERVATORE ROMANO

Nazywam się Kasper Kaproń i jestem franciszkaninem. Mam 48 lat i w tym roku obchodzę 22 rocznicę otrzymania sakramentu święceń w stopniu prezbiteratu. Od 9 lat posługuję na misjach w Boliwii. Pracuję obecnie jako wychowawca braci o ślubach czasowych: franciszkańskich studentów filozofii i teologii. Pracuję też jako wykładowca na Wydziale Teologicznym św. Pawła w Cochabamba, gdzie pełnię także pewne obowiązki administracyjne. Pracy nie brakuje. Czuję się w pełni szcześliwym zakonnikiem i księdzem pełniącym posługę misyjną z dala od rodzinnego kraju. Czy mógłbym zresztą czuć się inaczej, mając takich wychowanków i studentów, jak ci, których świadectwa pragnę przytoczyć.

Nazywam się Freddy Gabriel Vargas Flores. Mam 26 lat i pochodzę z Santa Cruz. Wywodzę się z bardzo prostej i ubogiej rodziny. Jestem franciszkaninem. Wstąpiłem do postulatu w roku Jubileuszu Miłosierdzia (2016), co pamiętam bardzo dobrze, gdyż to, że jestem zakonnikiem, odczytuję jako dar Bożego Miłosierdzia dla mnie.
Obecnie jestem na etapie formacji zakonnej i studiuję filozofię. W ramach praktyk duszpasterskich pomagam w Domu Pomocy Społecznej Dobrego Pasterza, gdzie służę staruszkom w takich prostych czynnościach jak karmienie, mycie, zmiana pieluch. Niestety, osoby te, opuszczone przez najbliższych, nie są w stanie poradzić sobie z tymi prostymi czynnościami dnia codziennego. Pomagam też, myjąc stołówkę i talerze po posiłkach. Są to proste zajęcia, ale pomagają mi zrozumieć, że starość jest darem, który nie jest dany przeżyć wszystkim ludziom. Miłość i uśmiech, jakie otrzymuję w zamian za posługę od staruszków, to najcenniejszy dar. Uczę się też od nich wdzięczności Bogu za dar życia. Jest ono tchnieniem i dlatego muszę umieć je przeżywać i każdego dnia za nie dziękować.
Zasmuca mnie fakt, że dzisiaj osoby starsze nie są już doceniane w rodzinach i że wiele dzieci pozbywa się swoich starszych i niedołężnych rodziców. Myślę, że moją misją jest przypominać ludziom o obowiązkach względem osób starszych. Oni przecież tak wiele nam dali i zasługują na naszą wdzięczność.
 
Nazywam się Itamar Pesoa Guzmán. Od czterech lat jestem w zakonie, a dwa lata temu złożyłem moje pierwsze śluby. Studiuję na drugim roku filozofii w Cochabambie. Formacja zakonna polega w dużej mierze na odkrywaniu żywego Boga w każdym człowieku, który nas otacza. W tym roku akademickim pomagam we Franciszkańskim Centrum Pomocy Społecznej, gdzie ponad sto osób, niemających podstawowych środków do życia, otrzymuje pomoc w postaci ciepłego posiłku lub paczek żywnościowych, może skorzystać z bezpłatnej pomocy medycznej i psychologicznej, a dzieci mogą uczestniczyć w zajęciach świetlicowych.
Moje zadanie polega właśnie na pomocy dzieciom, które w domu nie mają nawet możliwości odrobienia prac domowych. Prowadzę więc coś w rodzaju korepetycji. Przychodzą do nas także tzw. dzieci ulicy, które nawet nie mają domu. Nauczyć się tego, jak trafić do tych dzieci i przekazać im wiedzę, jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Poprzez zabawę staram się przekazywać im wartości i staram się ukazywać Jezusa jako najwierniejszego Przyjaciela, który jest zawsze z nami. Sam Jezus dał nam przykład wielkiego szacunku i troski względem dzieci: one przychodziły do Niego, a On im błogosławił. Do naszego Centrum przychodzą one niemalże tak jak do Jezusa: szukają bezpieczeństwa i możliwości radosnego spędzenia kilku godzin, zanim na nowo powrócą do swoich obowiązków w domu (a pracują bardzo ciężko) lub też znowu będą musiały wrócić na ulicę. Ich zaufanie do nas jest ogromne, dlatego też tak bardzo boli mnie to, o czym słyszę teraz często w mediach: że zaufanie to zostalo zawiedzione i dużo dzieci było ofiarami wykorzystywania seksualnego osób duchownych.
Momentem wielkiego wzruszenia jest dla mnie chwila, gdy gromadzimy się wspólnie przed posiłkiem, aby podziękować Bogu za otrzymane dary. Tak dużo ludzi nam pomaga, że nigdy dla nikogo nie brakuje jedzenia. Dla tych dzieci często jest to jedyny posiłek w ciągu dnia. Jakże wielu z nas nie potrafi dowartościować tego, że ma codziennie  zagwarantowane jedzenie. Te dzieci uczą mnie bycia wdzięcznymi za chleb.
Jestem przekonany, że to doświadczenie pomoże mi w mojej późniejszej pracy z najbardziej potrzebującymi i pomoże mi w misji, do której podjęcia każdego z nas Pan Bóg powołuje.
 
Nazywam się Luis Antonio Cuñapiri Urañavi i mam 23 lata. Pochodzę z niewielkiej wioski Urubichá w prowincji Guarayo. Jestem studentem drugiego roku teologii.
W okresie formacji soboty i niedziele każdego tygodnia poświęcamy na prace duszpasterskie. W tym roku pomagam katechistom przygotowującym dzieci i młodzież do sakramentów Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania w parafii św. Karola Boromeusza, znajdującej się w bardzo ubogiej i peryferyjnej dzielnicy miasta Cochabamby. Mogę dzielić się zdobytą wiedzą z katechistami, ale przede wszystkim to oni dzielą się ze mną swoim doświadczeniem pracy z dziećmi i młodymi, entuzjazmem, poświęceniem. Pomaga mi to przezwyciężać trudności, które przychodzą i uczą mnie tego, że aby być uczniem Jezusa, należy dać z siebie wszystko to, co w nas najlepsze. Pomaga mi to także w mojej formacji przygotowującej do święceń, gdyż być może w przyszłości przyjdzie mi pracować w parafii, organizując katechizację i mając bezpośrednio pod swoją opieką grupę ketechistów.
 
Nazywam się Bladimir Salazar Murillo. Jestem studentem II roku filozofii, franciszkaninem. Gdy miałem pięć lat, umarła mi mama, lecz wierzę głęboko, że towarzyszy mi i że to ona wyprasiła u Boga łaskę powołania. Bóg wzywał mnie na różne sposoby. Kiedy przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej, powołał mnie do Służby Ołtarza jako ministranta; później wezwał mnie do tego, abym stał się misjonarzem w Papieskim Dziele Dziecięctwa Misyjnego, a wreszcie katechistą w mojej parafii w Sucre. Moje powołanie zakonne jest późne. Ukończyłem dwa kierunki studiów, przez trzy lata pracowałem zawodowo i dopiero mając 30 lat odpowiedziałem Bogu na jego wezwanie. Od początku mojej formacji zakonnej Pan Bóg stawia mnie w takich miejscach i wśród takich ludzi, gdzie mogę wzrastać w otrzymanym od Boga powołaniu.
W tej też perspektywie, jako Boży dar i łaskę, odczytuję fakt, że w bieżacym roku mogę w każdą niedzielę odwiedzać osoby pozbawione wolności i odsiadujące wyroki w Centrum Penitenciarnym św. Sebastiana w Cochabambie. Od dnia, kiedy to po raz pierwszy przekroczyłem bramy więzienia, na moje życie patrzę zupełnie inaczej. Spotkanie z osobami pozbawionymi wolności to obustronna wymiana: dzielę się z nimi moim doświadczeniem Boga, oni natomiast uczą mnie, czym jest siła nadziei. Dziękuję Bogu, że wybrał mnie do tej posługi i w pewnym sensie czuję się wyróżniony, gdyż przecież niewielu chrześcijan ma możliwość realizacji tego wyjątkowego dzieła miłosierdzia i spotykać Chrystusa, który jest w więzieniu. Dać jeść głodnemu, przyodziać nagiego, napoić spragnionego, ugościć wędrowca, odwiedzić chorych lub pogrzebać umarłych możemy i mamy obowiązek wszyscy. Ilu jednak z nas chrześcijan ma tę możliwość, aby odwiedzić więźniów? Niewielu.
Dla mnie, jako człowieka i chrześcijanina, a przede wszystkim jako franciszkanina w okresie formacji przygotowującej mnie do święceń prezbiteratu, posługa duszpasterska wśród więźniów jest możliwością spotkania się z trędowatymi dnia dzisiejszego, gdyż to ich dzisiaj – tak jak trędowatych w czasach św. Franciszka – świat odrzuca i chciałby najchętniej całkowicie się pozbyć. To więźniowie, którzy sprawiedliwie lub niesprawiedliwie odsiadywują wyrok (lub też już go odsiedzieli, lecz na skutek biurokracji albo powszechnie panującej u nas korupcji nadal są w więzieniu), pozwalają mi w swoich twarzach dostrzec Chrystusa. To, że mogę nieść im Dobrą Nowinę i Najświętszy Sakrament w każdą niedzielę, przygotować ich do otrzymania sakramentów chrztu, bierzmowania lub spowiedzi, sprawia, że czuję się misjonarzem i narzędziem Boga. Także sama myśl o tym, że pewnego dnia dane mi będzie konsekrować dla nich Ciało Pańskie, udzielić im rozgrzeszenia lub innego sakramentu umacnia mnie na drodze powołania kapłańskiego i zakonnego.
Przez cały tydzień z niecierpliwością oczekuję niedzieli. Śmiało mogę powiedzieć, że to właśnie moi bracia więźniowie są dla mnie siłą, która pomaga mi przezwyciężać trudności. Mogę też powiedzieć, że to oni mnie ewangelizują, a nie ja ich. Ich świadectwo wiary i siła, z jaką znoszą przeciwności, ich bezgraniczna nadzieja i umiejetność zaufania Bogu, to wartości, które sprawiają, że wystarczy, abym w chwilach moich niewielkich trudności przypomniał sobie o więźniach i już te moje problemy znikają, gdyż są to naprawde błahostki.
 
 
Nazywam się Camila Aylin Villarroel Orellana. Studiuję na Wydziale Teologicznym i pochodzę z Cochabamby.
Możnaby powiedzieć, że wszyscy wierzący powinni być teologami, gdyż samo pragnienie poznania Boga, które przecież powinno nas ochrzczonych charakteryzować, jest już w pewnym sensie teologią. Teologia dotyczy też całego naszego życia i naszych codziennych decyzji. Zdecydowałam się studiować teologię, ponieważ jestem przekonana, że dzięki tym studiom nie tylko sama będę mogła pogłębić własne życie duchowe, ale także pomogę innym ludziom, którzy szukają wsparcia na drodze swego życia duchowego i religijnego. Chciałabym pomóc ludziom w odkrywaniu Ewangelii i w ich drodze do Boga. To właśnie dzięki teologii będę mogła lepiej poznać i zrozumieć Boże działanie w świecie i Jego miłość do człowieka. Nie ukrywam, że bardzo lubię studiować. Chciałabym mieć w przyszłości możliwość poświęcenia się studiom i pracy naukowej w zakresu teologii. Moim marzeniem jest zgłębiać niezgłębioną tajemnicę Boga i przybliżać tę tajemincę ludziom za pomocą zrozumiałego dla nich języka.
Nasza kobieca obecność na Wydziale Teologicznym nie jest mocna, ale to nie sprawia mi większego problemu. Studiuję razem z chłopakami, którzy przygotowują się do kapłaństwa. Pomaga mi to zrozumieć w sposób bezpośredni ich drogę życia i formację kapłańską. Czasami oczywiście eliminują nas ze swoich rozmów i ze swoich spraw, ale to nie przeszkadza, abym czuła się ich koleżanką. Stanowimy jedną studencką grupę.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki