Logo Przewdonik Katolicki

Proboszcz od Świętego Proboszcza

Marie Cofta
Fot.

O św. Janie Marii Vianneyu i Kościele we Francji w rozmowie z Marie Coftą opowiada o. Daniel Blaj, proboszcz w Dardilly, rodzinnej miejscowości Świętego Proboszcza z Ars.

O św. Janie Marii Vianneyu i Kościele we Francji w rozmowie z Marie Coftą opowiada o. Daniel Blaj, proboszcz w Dardilly, rodzinnej miejscowości Świętego Proboszcza z Ars.


 

Z trudem przyszłoby nam pewnie zarysować obraz Kościoła we Francji. Ksiądz pochodzi z Rumunii i ma w związku z tym doświadczenie dwóch Kościołów. Jaki jest więc ten francuski?

- W Rumunii większość chrześcijan należy do Kościoła prawosławnego. Przyjeżdżając do Francji, pierwszy raz w życiu znalazłem się w Kościele katolickim większościowym. Druga rzecz to było odkrycie rzeczywistości Kościoła skonfrontowanego z postępującą sekularyzacją, który musiał stawić czoła krytyce chrześcijaństwa, i to krytyce radykalnej. Jest to jednak jednocześnie Kościół, w którym narodził się ruch pewnej odnowy. Obserwujemy powrót młodych do Kościoła. Szukają oni chrześcijaństwa autentycznego, którym mogliby się karmić, ale także chrystianizmu z jego symbolami, obrzędami i własnym miejscem w społeczeństwie. To czasem zbija z tropu starszych, którzy sami próbowali wejść w dialog i dopasować się nieco do tego zsekularyzowanego społeczeństwa. Młodzi, ze swoim entuzjazmem, chcą w nim dawać świadectwo i spełniać się jako chrześcijanie.

Dalej, fakt, że Kościół we Francji stanął wobec problemu sekularyzacji, zmusił go do szukania takiego przekazu myśli chrześcijańskiej i wypracowania takich sposobów, które mogłyby tę wiarę odpowiednio przedstawiać. Myślę, że obok Niemiec jest to jeden z krajów, w których pojawiło się najwięcej publikacji i badań w dziedzinie teologii, a wynika to z zakwestionowania, jakie zrodziło się z owej konfrontacji z niewiarą. W efekcie Ewangelię potrafimy dziś przedstawić w sposób inteligentny i możliwy do przyjęcia przez człowieka XXI w. Myślę, że jest to bogactwem Kościoła we Francji. Ale boryka się on również z małą liczbą powołań. Wielu młodych odczytuje swoje powołanie do kapłaństwa, ale właśnie z racji owej sytuacji, jaką narzuciła sekularyzacja i spadek praktyk, niektórzy wahają się odpowiedzieć Bogu na wezwanie. Wydaje mi się też, że jesteśmy dziś bardziej otwarci na to, by przyjąć młodych z całą ich odmiennością. Dawniej starsi życzyli sobie ich przyjścia, ale chcieli, by byli im podobni. Zrozumiano, że każde pokolenie ma sobie właściwy entuzjazm i jest to bardzo korzystne dla chrześcijańskiego świadectwa.

 

Jak to jest z tym „świętym proboszczem” w Księdza życiu. Co znaczy być proboszczem w rodzinnej parafii Świętego Proboszcza?

- Kiedy dwa lata temu powołano mnie na proboszcza Dardilly, poczułem się w obowiązku przyjrzeć się z bliska tej postaci. Uważam, że największy dar, jaki otrzymał od Boga, to charyzmat wnoszenia pokoju w ludzkie serca. Przybywali do niego ludzie z bardzo zagmatwanymi historiami życia. Gdy spotykali się z Janem Marią Vianneyem w konfesjonale, wychodzili zeń przemienieni i pełni pokoju. W ten sposób zaczęła się jego sława we Francji.

Druga rzecz – w swoim kapłańskim życiu nie mógł poszczycić się błyskotliwymi studiami teologicznymi czy erudycją. Dlatego właśnie pracował nad pogłębieniem swojego życia duchowego; wszystkie jego słowa mają swoją głębię dlatego, że świadczą o spotkaniu z Bogiem. Powtarzam też często młodym, że kiedy usłyszą w życiu wezwanie do stanu kapłańskiego, do życia rodzinnego czy do podjęcia się tej czy innej profesji, warto być wytrwałym. Św. Jan Maria miał trudności w nauce, ale to wynika z tego, że urodził się w dość szczególnym momencie historii, który nazywamy rewolucją francuską. W czasie trwania terroru nie było szkół i do 17. roku życia nie umiał pisać ani czytać. Studia teologiczne były po łacinie, którą nie władał. Trwał jednak w pragnieniu bycia księdzem, jakie Bóg złożył w jego sercu. Jego historia pokazuje, że kiedy Bóg daje człowiekowi pragnienie i powołanie, nie opuszcza go i powoli wszelkie trudności są przed nim usuwane.

 

Co jeszcze jest charakterystycznego dla Jana Marii Vianneya, co mogłoby być przykładem dla współczesnych kapłanów?

- Moim zdaniem Kościół wybrał za patrona proboszczów księdza z małej parafii, który nie był ani erudytą, ani uczonym, ponieważ wielu księży może w nim rozpoznać siebie. Ponadto może także pokazać nam, którzy studiujemy, uczymy się głosić kazania itd., że celem naszej posługi jest pomagać ludziom w doświadczeniu duchowym, pomóc im spotkać Chrystusa. Myślę, że w tej kwestii Jan Maria Vianney świeci przykładem – bardzo ubogimi środkami potrafił uczynić coś wielkiego.

Istnieje jednak też pewne ryzyko - przy zbyt dużej chęci podkreślenia jego cnót - że uczynimy go postacią nieprzystępną, która nijak się ma do naszego życia. Tymczasem ludzie przychodzili do niego, bo potrafił ich przyjąć z radością, prostotą i ponieważ spotykając go, doświadczali jego dobroci, a poprzez nią dobroci samego Boga. I jest to coś bardzo istotnego, co trzeba absolutnie zachować w rysie Jana Marii Vianneya. Był to ktoś bardzo przystępny, prosty, kto potrafił wysłuchiwać ludzi. Zresztą umarł z wyczerpania – ludzie coraz liczniej przybywali do niego, a on spędzał godziny w konfesjonale, bo nie chciał nikomu odmawiać. Taka postawa przybliża księdza do wiernych i sądzę, że on przeżył to w sposób bardzo konkretny.

 

Jak wygląda współczesne Dardilly i jak naznacza je postać Świętego Proboszcza?

- Mieszkańcy Dardilly są przejęci jego postacią. W mieście żyje jeszcze rodzina Jana Marii, potomek Vianneyów, który dziś ma 104 lata, nigdy w życiu nie był chory i co niedziela przychodzi do kościoła. W czasach Świętego Proboszcza Dardilly było malutkie, miało może 1500 mieszkańców. Dziś autostrada zmieniła życie miasteczka. Dzięki niej do centrum Lyonu samochodem mamy 10 minut. Przybyło tu wielu młodych, by się osiedlić, i Dardilly stało się miastem liczącym około 10 tys. mieszkańców. Populacja jest w przeważającej większości młoda. Na 10 zgonów mamy 50 chrztów.

Naszemu życiu parafialnemu strukturę nadaje katecheza. Poprzez prowadzenie dzieci katecheci docierają również do dorosłych. Jest też wiele grup duszpasterskich, m.in. grupy zawodowe, jak „Foi et Santé” (Wiara i Zdrowie), czyli grupa lekarzy i pracujących nad badaniami farmakologicznymi w pobliskim laboratorium, która w zeszłym roku rozważała kwestię ciała w nauczaniu Jana Pawła II. Jest też grupa przedstawicieli różnych przedsiębiorstw – oni rozważali znaczenie doktryny społecznej Kościoła. Mamy grupę biblijną, grupę kadr i katechetów, których jest czterdziestu. Przyjęliśmy kierunek Kościoła w całej Francji, to jest ukierunkowanie wszelkich działań na niedzielę, dzień zmartwychwstania Chrystusa. Parafianom proponuje się m.in., by niektóre niedziele, na razie jedną w Adwencie i Wielkim Poście, spędzić razem, od rana do wieczora. Są więc różne zajęcia dla dzieci i dorosłych, jest też wspólny posiłek, po południu są warsztaty, muzyka, śpiew itd. I oczywiście wspólnie celebrujemy Mszę św. – pod koniec dnia, co pozwala nam ją wcześniej wspólnie przygotować. To konkretna odpowiedź na wezwanie naszych biskupów.

 

Daje to przy okazji ludziom możliwość, by poczuli się wspólnotą.

- Taki jest jeden z celów tych spotkań, bo wspólnota chrześcijańska to ta, która się gromadzi, ale także wspólnota braterska, w której podtrzymuje się więź komunii. Zamysłem biskupów było pokazanie, że świętowanie Chrystusa zmartwychwstałego w Eucharystii to jedna z tych podstawowych więzi wspólnoty, która przekłada się na rzeczywiste spotkanie i lepsze współżycie z innymi w społeczeństwie.

 

To interesujący przykład także dla polskiego Kościoła.

- Tyle że, w przeciwieństwie do Polski, poziom praktyki religijnej we Francji jest bardzo niski. Narzeczeni, którzy przychodzą do mnie przed ślubem, często mówią: „Jesteśmy wierzący, ale niepraktykujący. Nie odczuwamy takiej potrzeby”. Daję im wtedy przykład – pytam, czy wyobrażają sobie, by przez cały rok, z wyjątkiem może Bożego Narodzenia, żyć jako małżeństwo - jedno w Paryżu, a drugie w Nowym Jorku. Czy mogliby wówczas powiedzieć: „Jesteśmy szczęśliwi, uważamy się za spełnioną parę. Nie odczuwamy potrzeby spotykania się, nasze małżeństwo jest udane”? To niemożliwe. Potrzebujemy relacji, utrzymywania jej, by była prawdziwie przeżytym spotkaniem. Podobnie jest z wierzącym. Możemy powiedzieć, że jesteśmy wierzący, kiedy jesteśmy praktykujący, bo wiara jest żywa, kiedy karmi się słowem Bożym i sakramentami.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki