Logo Przewdonik Katolicki

Najstarsza zabawka świata

Hanna Sowa
FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Trzy dni „Melpomeny” to prawdziwe święto teatru. I nie ma znaczenia, że to teatry amatorskie, głównie młodzieżowe. Wręcz przeciwnie – to atut, bo w dobrym teatrze amatorskim można pozwolić sobie na więcej. Tak, teatr się nie nudzi i wciąż ma się dobrze.

Piętnaście spektakli na 15. urodziny – pod takim hasłem odbyła się tegoroczna edycja Konkursu Teatrów Amatorskich Melpomena. Od 15 lat jesienią do Środy Wielkopolskiej zjeżdżają teatry z całej Polski. Poziom artystyczny przedstawień – szczególnie w ostatnich latach – niewiele odbiega od poziomu teatrów zawodowych. Wiele grup przyjeżdża tu od lat, dzięki czemu widzowie i komisja mogą obserwować ich rozwój, osiąganie teatralnej dojrzałości. Tak jest między innymi w przypadku Teatru TU, działającego przy LO w Czarnkowie, dla którego była to już trzecia Melpomena. W tym roku grupa otrzymała nagrodę główną – Grand Prix za spektakl Szczurzysyn w reżyserii Artura Geremka. To opowieść dotykająca mrocznych spraw, które narodzić się mogą w człowieku. Nienawiści, która rodzi nienawiść. To chyba najtrudniejsze przedstawienie spośród tegorocznych prezentacji, a jednocześnie najbardziej spójne, świetnie zagrane przez młody zespół. – Spektakl Szczurzysyn jest trudnym spektaklem, zrobionym na bardzo wysokim poziomie. W teatrach, które zajmują się publicystyką i polityką, nie ma jeszcze takiej odwagi, by przełożyć manifest, który ma się w środku, na język poetycko-liryczno-metaforyczny. Zespół z Czarnkowa pokazał naprawdę zupełnie odważny, nowy kierunek tej pasywnej niezgody, która jest bardzo mocnym głosem, trwałym i niezależnym od tego, co się dzieje wokół – mówi Michał Pabian, juror Melpomeny, dramaturg, językoznawca, na stałe związany z Teatrem Nowym w Poznaniu.
 
Teatr na emeryturze
Melpomena to duża różnorodność tematyczna, artystyczna, ale również wiekowa i zawodowa. Wszystkich łączy jedna pasja – teatr. Szczurzysyna zagrali głównie licealiści, w skład grupy Otczapy z Wrześni wchodzą studenci, a w spektaklu A niech to gęś kopnie Teatru Bez Granic wystąpiły dzieci z podstawówki w Chludowie.
Natomiast Teatr Amatorski Bez Kurtyny z Mosiny tworzą osoby dojrzałe, pracujące w różnych zawodach oraz jedna emerytka. Dwa lata temu zawojowali publiczność swoją interpretacją Pchły Szachrajki. Przez ten czas rozwinęli warsztat, jeszcze bardziej oddali się teatralnej pasji. W tym roku za spektakl Wszyscy jesteśmy podejrzani według powieści Joanny Chmielewskiej otrzymali pierwszą nagrodę (ex aequo z Don Kichotem Teatru Bynajmniej z Wieliczki). Sami mówią o sobie „teatrzyk-geriatrzyk”, ale podkreślają, że mimo iż razem mają 628 lat, są wiecznie młodzi i twórczy. – Jesteśmy grupą przyjaciół, której ogromną radość sprawia tworzenie spektakli, samo próbowanie, dochodzenie do celu. Świetnie się przy tym bawimy, nie tylko dlatego, że gramy głównie komedie. Po prostu lubimy to, co robimy – mówi Hanna Pawliczak, współautorka (wraz z siostrą Dorotą Antkowiak) scenariusza do spektaklu. – Rozpiętość wiekowa i zawodowa jest w naszej grupie ogromna. Ale nie ma między nami rywalizacji, wręcz przeciwnie, jesteśmy bardzo zgraną grupą. To właśnie teatr nas łączy – dodaje Aleksandra Pruchniewska z Teatru Bez Kurtyny, najstarsza wiekiem uczestniczka Melpomeny. – Jestem w grupie jedyną emerytką. Już im powiedziałam, że to chyba mój ostatni spektakl, bo przecież za dwa lata (a tyle mniej więcej trwa przygotowanie nowego przedstawienia) będę miała 80 lat! Ale koledzy nie chcą słyszeć o moim odejściu – śmieje się aktorka mosińskiego teatru. Inna z aktorek Bez Kurtyny, Zofia Staniszewska, jest autorką książek detektywistycznych dla dzieci z serii „Ignacy i Mela na tropie złodzieja”. Ostatnia z jej powieści dzieje się w teatrze i opisuje właśnie członków grupy z Mosiny. – Opisałam każdego z 12 członków naszego teatru. Bałam się ich reakcji. Ale jakoś to przełknęli – mówi ze śmiechem. – Wszyscy, oprócz pani Oli, pracujemy zawodowo. Spotykamy się co piątek w domu kultury. Czasem jesteśmy bardzo zmęczeni, nic nam się nie chce. Ale kiedy wychodzimy na scenę, kiedy ćwiczymy role, energia wraca. I tacy podekscytowani, z nowymi siłami, wracamy do domów – dodaje.
 
Kochając bardziej
Te trzy dni przez miłośników Melpomeny nazywane są świętem teatru. I nie ma znaczenia, że to teatry amatorskie, w głównej mierze młodzieżowe. Wręcz przeciwnie – to duży atut, bo w dobrym teatrze amatorskim można pozwolić sobie na więcej. – Marzy mi się, żeby te teatry uwierzyły, że już na tym poziomie mogą budować swoją publiczność, że mogą być propozycją życia kulturalnego w swoich środowiskach, w swoich miastach, podczas różnych wydarzeń. I żeby grupy teatralne dodawały sobie odwagi stwierdzeniem, że amatorski to czasem bardziej kochający niż zawodowy – podsumowuje Michał Pabian.
Ale to nie tylko pasja, to także – szczególnie wśród młodych – sposób na wyrażenie siebie, opowiedzenie o problemach pokolenia czy buntu wobec „plastikowego” świata. Tak jak w przypadku Projektu w Międzyczasie z Krakowa, który pokazał na Melpomenie Kartki z teraźniejszości. To opowieść o współczesnych czasach, w których świat realny przeplata się z wirtualnym, prawda miesza się z fałszem, a prym wiodą iluzja i kreacja. Młode aktorki, na co dzień tańczące w zespołach tanecznych, prowadzonych przez Paulinę Wysocką-Fularz, przedstawiły spektakl za pomocą teatru tańca i gestu.
– Uczę od lat młodzież i widzę, jak ona funkcjonuje. Mają ponakładane maski i tak naprawdę nie chcą przeżyć niczego głębszego, nie pragną głębszych relacji. A teatr to sposób na wejście głębiej – mówi Elżbieta Górczyńska, instruktorka grupy Otczapy z Wrześni i reżyserka ich tegorocznego spektaklu Ideja. – Teatr to moja pasja. Tak samo jak praca z młodzieżą. Jestem pedagogiem, nauczycielem, reżyserem i instruktorem teatralnym. I tu mi się wszystko spina. Wychowuję dzieci poprzez teatr. Są dzięki temu elastyczni, kreatywni i otwarci. A to przecież ważne w komunikacji między ludźmi. Teatr daje im „kopa” na życie w grupie społecznej. Tutaj się tego uczą. I jak któreś z nich idzie w świat, ma już za sobą bagaż takiego „okrzepnięcia” w kontaktach z drugim człowiekiem. Prawnik, informatyk, specjalista public relations, humanista – w każdym zawodzie potrzebne jest obycie ze sobą i z drugim człowiekiem. Komunikacja jest ważna. I tego uczę w moim teatrze – wyznaje.
 
Po co mi ten teatr jest?
– Ten tekst bardzo do mnie trafił. To spektakl o dokonywaniu wyborów. Mierzę się z każdym jego elementem – wyznaje Angelika Sokólska, studentka Uniwersytetu Wrocławskiego, która na Melpomenę przyjechała ze spektaklem Ja, Mania o życiu Marii Curie-Skłodowskiej. Życie noblistki jest tu jedynie pretekstem do rozważań na temat człowieka dążącego do celu, realizującego swoje marzenia. Świetnie zagrane i przeżyte przez młodą aktorkę przedstawienie trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty.
Podobnie jak poetycki, nastrojowy spektakl Wszystkie kolory Eweliny Teatru Transparentni z Okuniewa koło Warszawy – opowieści o miłości niewidomego chłopaka do pięknej dziewczyny. – Czym jest dla mnie teatr? Gdybym ja wiedział, po co mi ten teatr jest! Czasem wydaje mi się, że bez niego moje życie byłoby o wiele łatwiejsze – mówi Stanisław Szewczyk, odtwórca roli niewidomego i współreżyser spektaklu. – Te długie przygotowania, to rzeźbienie w kamieniu nie zawsze jest dla mnie przyjemne. Aktorstwo jest trudnym odkrywaniem siebie. Ale na samym finiszu jest czymś bardzo przyjemnym, pięknym, wspaniałym. Tak samo jak budowanie roli, wyjście na scenę. Jednak do ostatniego momentu, do tego wyjścia to jedna wielka mordęga. W ogóle praca nad sobą to wielki trud. Do momentu, aż się dojdzie do celu, do jakiegoś odkrycia siebie, do jakiegoś punktu w sobie, gdzie człowiek dowiaduje się o sobie czegoś nowego. To wspaniały moment. Zupełnie jak w życiu! – stwierdza.
Miasto goszczące teatry z całej Polski (a nawet z zagranicy, bo swój musical pokazali też Czesi z Prostejova) reprezentował średzki Teatr NP, który pokazał Rewolucję w reżyserii Agnieszki Kaźmierczak. – Teatr to realizowanie pasji, odskocznia od codziennych obowiązków. A pasja to wyższa konieczność, odrobina szaleństwa w życiu. Kiedy budujemy rolę, możemy „przerobić” zagadnienie, którego w codziennym życiu nie przeżywamy. Mamy szansę ocierać się o rzeczy, których w życiu sami z siebie nie analizujemy. A tu musimy to przeżyć, przemyśleć. Często później w życiu okazuje się, że to doświadczenie roli było dla nas ważne. To nie tylko abstrakcja artystyczno-teatralna. My faktycznie dotykamy tematów, które chcemy pokazać innym. Nikt tego nie robi podczas rozmów przy kawie. A w teatrze możemy tego dotknąć – mówi Agnieszka Kaźmierczak, instruktorka grupy. A jedna z aktorek średzkiego teatru, Jagoda Książek, dodaje: – Teatr to pasjonujące miejsce. Nie chodzi o to, że sobie wyjdę i postoję. To miejsce, gdzie mogę coś ważnego ludziom przekazać, dać coś od siebie.
 
Nieskończony i nienudny
– Mogłam tu zobaczyć, że teatr – ta najstarsza zabawka świata – wciąż się ludziom nie nudzi i ma się dobrze. Może dlatego, że teatr jest nieskończony w możliwościach, które nam daje. Ludzie wciąż mogą odkrywać w nim nowe opowieści, uczucia, konwencje, środki wyrazu, światy, żywioły i szaleństwa – podsumowuje Melpomenę jurorka Małgorzata Łodej-Stachowiak, aktorka Teatru Nowego w Poznaniu. Jak mówi, teatr to życie, które jest ciągłym ruchem, poznawaniem, odkrywaniem, nauką. W związku z tym wymaga od ludzi tego samego – nauki, poznawania, odkrywania. Wierzy, że w teatrze nie można się zatrzymać, stanąć w miejscu. Tempo, kierunek ruchu każdy może sobie wybrać sam. Ale nie można zatrzymywać się w tej podróży, bo im dalej, tym więcej przygód. I nie można zapominać, że teatr jest nie tylko zabawką intelektualną. Jej silnik znajduje się głęboko w sercu. Trzeba umieć do niego dotrzeć. To nieodzowna część teatralnego warsztatu i to nie tylko aktorskiego. Dość trudna, ale bardzo wdzięczna. Bardzo wdzięczna, kiedy się ją pozna.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki