Na to czekaliśmy

Tydzień temu opisując nasze zdjęcie tygodnia, które pokazywało rozpacz polskich piłkarzy po przegranym meczu z Kolumbią, napisałem, że biało-czerwoni byli co prawda gorsi od swoich mundialowych rywali, ale na pewno nie można zarzucić im braku ambicji.
Czyta się kilka minut
FOT. ZUZANNA SZCZERBIŃSKA/PK. Piotr Jóźwik zastępca redaktora naczelnego
FOT. ZUZANNA SZCZERBIŃSKA/PK. Piotr Jóźwik zastępca redaktora naczelnego

Ostatnie minuty spotkania z Japonią pokazały jednak coś zupełnie innego. Gdy Japończycy przez 10 minut podawali sobie piłkę na środku boiska, byle tylko nie stracić kolejnej bramki ani nie złapać kartki (takie rozstrzygnięcie dawało im awans do fazy pucharowej), nasi biernie wyczekiwali na własnej połowie i przyglądali się tej kuriozalnej sytuacji. Dobrze, że nielicznych reprezentantów stać było po tej farsie na słowo „przepraszam”, gorzej, że niektórzy usprawiedliwiali się troską o wynik. Problem w tym, że dla nas wynik nie był już najważniejszy. To miał być nasz mecz o honor, którego w ten sposób nie zachowaliśmy.
Z tym większym zdziwieniem przyjąłem więc widok kibiców, którzy pofatygowali się na Okęcie, by entuzjastycznie witać naszych reprezentantów wracających z Rosji. Ale po chwili uderzyło mnie co innego – ani podczas transmisji z mundialu, ani na migawkach spod rosyjskich stadionów czy polskich stref kibica nie widziałem nikogo, kto byłby „przeciw” czemuś. Ci wszyscy ludzie byli „za” naszą reprezentacją. Jak duży to kontrast w stosunku do piłki klubowej, w której co bardziej zagorzali fani są zajęci nie tyle dopingowaniem swoich, ile wyzywaniem przeciwników. Których kibiców jest więcej? Wydaje mi się, że tych pierwszych. Problem w tym, że na wizerunek wszystkich wpływa głośniejsza i bardziej widoczna mniejszość.
Dlaczego o tym piszę? Bo właśnie m.in. w sprawie tych kibiców, będących nie „za”, ale „przeciw” i manifestujących swoją niechęć podczas pielgrzymek (sic!) chociażby na Jasną Górę wypowiedzieli się biskupi. Pielgrzymowanie, przypominają hierarchowie, powinno mieć motyw religijny, a jeśli wiąże się ze sprawami społecznymi, to powinno nie dzielić, ale łączyć. Ale ten ważny dokument dotyczy nie tylko kibiców, bo – jak pisze na s. 22–25 Monika Białkowska – przywołuje do porządku wszystkich, którzy chcieliby zawłaszczyć sobie Kościół. Dobrze, że wreszcie powiedzieliśmy „dość!”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2018