Logo Przewdonik Katolicki

Więcej niż wizyta

ks. Mirosław Tykfer
FOT. WIKIPEDIA

Nazwa uroczystości Objawienia Pańskiego niewiele mówi. Kiedy używa się potocznego określenia „Trzech Króli”, sprawa nagle staje się jasna. Dlaczego więc Kościół tak nalega, żeby mówić właśnie o Objawieniu?

Kościół słusznie się upiera. Wydarzeniem, które chrześcijanie świętują tego dnia, nie jest przecież samo przybycie do Betlejem trzech mędrców. Nie o ludzi w tym święcie chodzi, ale o Boga i Jego Objawienie. Co to jednak znaczy, że świętujemy Objawienie? Trzeba szczerze przyznać, że pytanie to jest jednym z najtrudniejszych, jakie można sobie stawiać w ciągu całego roku liturgicznego. Z tego też powodu nie zawsze w czasie liturgii tego dnia zwraca się wystarczającą uwagę na prawdę, jaka stoi w centrum tego święta. Nie prowadzi się głębokich rozważań nad tym, co znaczy, że Chrystus się objawił. A jeśli nawet, to zdarza się to niezmiernie rzadko. Trudność w zrozumieniu przesłania Objawienia Pańskiego nie może jednak sprawić, że sprowadzimy całe jego piękno i głębię do wizyty trzech króli. To jest za proste, żeby nie powiedzieć prostackie. Tym bardziej że uroczystość ta prawie od początku istnienia chrześcijaństwa zyskała w Kościele wielką rangę i dzisiaj w wielu krajach chrześcijańskich (m.in. w Polsce) jest to dzień wolny od pracy. Spróbujmy więc zajrzeć do środka przesłania, które w sobie tajemniczo skrywa.
 
Stopniowe odsłanianie
Objawiać to inaczej odsłaniać. Tak: odsłaniać, a nie zwyczajnie wyjawiać. Kiedy mówimy, że ktoś wyjawił nam jakąś tajemnicę, wówczas mamy na myśli fakt, że przekazał nam konkretną informację. Dopóki nie powiedział nam swojego sekretu, nie znaliśmy go. Gdy nam go wyjawił, wiemy wszystko. Z objawieniem, czyli odsłonięciem tajemnicy, jest trochę inaczej. Nie chodzi już tylko o przekazanie jakiejś nieznanej komuś wiadomości. Nie chodzi też o jej całkowite wyjawienie. Objawienie, czyli odsłonięcie prawdy o Bogu, które dokonało się w Chrystusie, jest tylko częściowe. Można więc mówić raczej o uchyleniu tajemnicy niż o jej ujawnieniu. I tu kryje się klucz i zagadka do zrozumienia świętowania Objawienia Pańskiego. Ta uroczystość jest bowiem świętowaniem odsłonięcia przed światem tajemnicy Jezusa Chrystusa. Świat reprezentują owi trzej królowie oddający pokłon. A jeśli dokonało się ono przed królami, tzn. całym światem, to też znaczy, że jakoś (!) dokonało się również przed każdym człowiekiem.
 
Światło serca
Pomocny będzie tutaj fragment z Prologu Ewangelii według św. Jana: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1, 9). Światłością jest oczywiście sam Chrystus, Wcielone Słowo. To On oświeca każdego człowieka. Ale jak? Co to znaczy, że Chrystus oświeca – i to każdego? Na różne sposoby próbowano na to pytanie odpowiedzieć. Do dzisiaj toczą się na ten temat ciekawe dyskusje. Teksty mszalne, czyli zapisana w liturgii oficjalna modlitwa Kościoła, pozwalają na następujące wyjaśnienie: Jezus Chrystus jest światłością prawdziwą, tzn. taką, która przenika serca wszystkich ludzi. Tylko światłość, która trwa, która nigdy nie gaśnie i obejmuje wszystko, jest godna, aby ją nazywać „prawdziwą”. W jaki jednak sposób człowiek może się o tym przekonać? Jak owa światłość do niego dociera i oświeca? Bardzo prosto. Kiedy zastanawia się, co będzie dla niego dobre, a co złe, co warto w życiu robić, a czego unikać, kiedy pyta siebie samego bardzo poważnie, po co w ogóle żyć, być dobrym i kochać, zawsze wtedy pojawia się to przedziwne przeczucie, jakieś „światło serca”, które podpowiada, żeby zachować się właśnie tak a nie inaczej. To właśnie ta wewnętrzna intuicja, którą potem nazwano bardziej dosłownie „głosem sumienia”, jest ową przenikającą wszystko światłością prawdziwą. Jest pierwszym i najbardziej podstawowym sposobem, w jaki Chrystus objawia się, czyli odsłania prawdę o sobie każdemu człowiekowi. Co warte podkreślenia, nie byłoby to możliwe, gdyby Chrystus nie stał się człowiekiem, gdyby nie przyjął ludzkiej natury, gdyby nie zamieszkał jakoś (!) w sercu każdego z nas. Jednocześnie nie znaczy to, że Jego obecność, Jego tajemniczy głos, który św. Jan nazwał światłem, mówi do nas zawsze bardzo wyraźnie i mówi wszystko. Wręcz przeciwnie. Jezus nie przychodzi, aby zdradzić całą swoją sekretną tajemnicę. Nie mówi wszystkiego. Nikt z nas nie zna całej prawdy o Bogu. Nikt też nie wie wszystkiego o sobie. Nie musimy jednak tego wszystkiego wiedzieć. Tyle, ile od Niego wiemy, wystarczy, żeby iść dalej drogą dobra, drogą, która prowadzi ku życiu. Właśnie dlatego Chrystus przychodzi w naszych sumieniach bardzo delikatnie, jak owo betlejemskie dziecko, i prowadzi z nami wewnętrzny dialog. To jest wyraz Jego szacunku dla nas i sposób odsłaniania przed nami nie tylko prawdy o Jego bóstwie, ale też miłości, z jaką nas traktuje. Sumienie działa tak, że obecny w nim głos nas zaprasza, pociesza, inspiruje, mobilizuje, a czasem wzbudza wyrzuty. Wszystko po to, aby serca ludzkie stały się Bogu bliskie i aby światłość prawdziwa całkowicie je przeniknęła swoją miłością.
 
Rozpoznać Jezusa
Tylko ten człowiek, który rozpoznał to pierwsze objawienie Boga – ten, który jest człowiekiem prawego sumienia – staje się zdolny rozpoznać Chrystusa także w Jego Ewangelii, sakramentach i całym życiu Kościoła. Dla tego, który nie ma wrażliwego sumienia, Ewangelia jest zupełnie niezrozumiała, wewnętrznie sprzeczna, pogmatwana, a nawet bajkowa. I tutaj jest sedno przesłania uroczystości Objawienia Pańskiego, o którym tak bardzo chce przypominać Kościół każdego roku. Mędrcy ze Wschodu są bowiem ucieleśnieniem ludzi prawego sumienia. Są ucieleśnieniem ludzi szczerze poszukujących prawdy, noszących w sobie światło Chrystusa, ludzi wrażliwych na Jego głos. Przyszli oni do Betlejem z tak daleka nie dlatego, że ktoś im powiedział, gdzie narodzi się Jezus, że gdzieś mogli o tym przeczytać czy się tego dowiedzieć. Dobra nowina o narodzeniu Chrystusa nie przyszła do nich z zewnątrz, ale z ich własnych serc. To dlatego światło serca, głos sumienia, który ich prowadził ku Chrystusowi, ukazany jest w Ewangelii według św. Mateusza w postaci świecącej w ciemności gwiazdy. To ona ich prowadziła. Poddani gwieździe, czyli wewnętrznemu światłu sumienia, dotarli na miejsce i oddali pokłon, który był uwieńczeniem objawienia Chrystusa. Od tego momentu nie tylko przeczuwali Jego obecność w sobie, ale byli przekonani, że nowo narodzone Dziecko to właśnie On, Bóg, światłość prawdziwa: zakryta przed światem nieprawości, a odsłaniająca się przed wszystkimi ludźmi wrażliwego sumienia. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Zuversicht aus Gnesen
    05.12.2018 r., godz. 09:44

    Jadąc do Betlejem w Izraelu musimy zachować pewną ostrożność. Tu nie chodzi o współczesne konflikty zbrojne, tylko o podstępy masońsko-sekciarskie, których, jak dotąd, nie zauważono w Kościele. Oto król Herod, bardzo mądrze, zawołał uczonych w Piśmie by zapytać się o jakie Betlejem w przypadku Chrystusa chodzi. Betlejem w Judei jest tutaj jednoznaczną i nieodwołalną odpowiedzią płynącą z Pisma św. Natomiast niemieccy masoni mówią nam o Betlejem w Galilei, położonym bardzo blisko Nazaretu. W tym drugim Betlejem w Galilei (na pewno nie związanym z Chrystusem) było zresztą przez wiele lat siedlisko niemieckich Baptystów z przełomu XIX/XX wieku. Dlaczego społeczność niemiecka w tych okolicach była tak silna? - zapyta się czytelnik "Przewodnika Katolickiego". Odpowiedź należy pokierować do Akko na północ od Hajfy, by znaleźć tam starą tradycję niemieckich Krzyżaków z okresu Królestwa Jerozolimskiego. Tyle, że masonom nie chodzi tutaj o jakąś tam historię z zamierzchłej przeszłości (prawdziwą, czy trochę "zamieszaną", tylko o zamęt w głowach katolickich, by na końcu dodać, że przecież Betlejem jest także niedaleko Przemyśla, a więc powstaje pytanie: to gdzie w końcu urodził się Chrystus- czyżby w Przemyślu?...

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki