Logo Przewdonik Katolicki

Dlaczego nie będzie Piusa XIII?

Cezary Kościelniak

Młody papież adresowany jest do osób słabo znających Kościół. Ale czy jako katolicy potrafimy, już nie w fikcji, ale w realnym życiu pokazać jego prawdziwy obraz?

Serial Młody papież wzbudza kontrowersje. Niektórzy ze znawców tematów medialnych zarzekają się, że serialu nie oglądają, jednakże watykaniści na całym globie otwarcie lub skrycie podglądali pontyfikat fikcyjnego Piusa XIII. Dla jednych serial ten jest tabloidalnym poszukiwaniem skandalu, dla innych oznaką braku gustu czy nawet klasy. Zaryzykuję jednak podzieleniem się z Państwem kilkoma myślami po obejrzeniu tego filmu. Młody papież jest na rynku telewizyjnym jedynym popkuklturowym serialem o instytucji Kościoła, a jak wiadomo temat ten żywo interesuje tak uczonych, jak i maluczkich. I tutaj Sorrentino trafił w lukę na rynku. Popularności tego serialu nie należy doszukiwać się w jego skandaliczności, zresztą nie na tym budowana jest jego narracja, lecz na narracji „a co myśli papież”, z pogranicza plotkarstwa (zresztą świetnie w tym filmie oddanego) i poważnych analiz. Nie będę udawał, że obejrzałem ten serial wyłącznie z profesjonalnych względów, przez całe dziesięć odcinków próbowałem odgadnąć, kim jest Pius XIII, co nie było łatwe, gdyż nie wpisywał się w żaden schemat. Reżyser zaledwie kilka razy portretuje go przy ołtarzu lub na modlitwie. Piusa XIII poznajemy jako ekscentryka, nałogowego palacza, trenującego na siłowni, czy popijającego rano Colę Cherry (swoją drogą napój wybitnie obrzydliwy i bardzo amerykański, o co pewnie reżyserowi chodziło). Przebijając się przez kiczowate skróty myślowe i kilka nudnych kalek z opisu Kościoła, staram się z tego filmu odczytać jakąś wizję papiestwa i Kościoła stawianą jako eksperyment myślowy. Czyli jakby to było, gdyby papież zamiast wychodzić do ludzi pozostawał w zamknięciu? Lub gdyby zamiast zachęt do miłości i nadziei grzmiał na bezbożność i brak wiary u wiernych? Gdyby powrócił, jak Pius XIII do tradycyjnych szat i formuł dyplomatycznych znanych jeszcze sprzed soboru? Jeśli miałbym znaleźć jakąkolwiek głębszą myśl z tego filmu, to postawiłbym pytanie, w jaki sposób katolicy zareagowaliby, kiedy papież mówiłby do nich rzeczy niewygodne, a przy tym zupełnie by mu nie zależało na byciu kochanym przez wiernych? Co ciekawe, śledząc recenzje komentatorów nieprzychylnych Kościołowi, zadziwia mnie rozpływanie się w miłości do tego grzmiącego i restrykcyjnego modelu papiestwa; jedna recenzentka przyznała się nawet, że za takim papieżem płakała. Tymczasem Pius XIII rozważa zakaz rozgrzeszania aborcji i mało miłosiernego stosunku do ludzkich słabości. Sama lektura tych recenzji wydaje się dość pouczająca, wypływa z niej wiedza o Kościele na poziomie gimnazjalisty.
W kilku momentach film pokazuje esencję włoskości, jest nią choćby scena, kiedy sekretarz stanu, neapolitańczyk, ubrany w koszulkę ukochanej drużyny ogląda mecz, modląc się na różańcu o jej zwycięstwo. Każdy, kto był w Neapolu w czasie piłkarskiej fiesty wie, o czym mowa. Nie inaczej jest z obrazami klimatów Rzymu i Wenecji oddanymi w znakomitych zdjęciach. 
Z pewnością stworzony obraz adresowany jest do osób niewierzących lub niemal zupełnie nieznających Kościoła. Zawsze jednak fikcja musi rodzić pytanie o naszą rzeczywistość. Nie chciałbym wchodzić w irytujący dydaktyzm, ale nie sposób stronić od pytania, czy jako katolicy potrafimy, już nie w fikcji, ale w realnym życiu pokazać prawdziwy obraz Kościoła, szczególnie dla nieprzychylnego otoczenia?
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Jacek
    26.05.2018 r., godz. 03:07

    Pragnę zauważyć, że ów Pius XIII odnosi się do faktycznego duchownego amerykańskiego, który posługiwał się takowym imieniem podczas zakładania własnego odłamu protestantyzmu. Wypadało by wyszukiwać takie rzeczy, a nie rzucać czcze oskarżenia.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki