Logo Przewdonik Katolicki

Wielka woda

Katarzyna Jarzembowska

Misjonarze ze Zgromadzenia Ducha Świętego pracujący na Madagaskarze proszą o pomoc. W zeszłym roku przez wyspę przeszła trąba powietrzna, powodując wiele zniszczeń. Ich ogrom jest tak wielki, że potrzeba dosłownie wszystkiego.

Misja w Mampikony to małe miasteczko liczące zaledwie 20 tys. mieszkańców i parafia, którą tworzy 3 tys. osób. Ewangelię miejscowej ludności niosą m.in. dwaj bydgoszczanie – ojciec Michał Apiecionek CSSp i ojciec Dariusz Marut CSSp.

Przygnębiające wrażenie
Powyrywane z korzeniami drzewa, powywracane domki, zniszczone klasy w szkołach – tak wygląda teren pracy misyjnej. – Belki na dachach łamały się jak zapałki, a blachy, które zbieraliśmy, zostały porozrzucane w promieniu nawet kilkuset metrów – opowiada o. Dariusz Marut CSSp. Ludzie jeszcze się nie podnieśli po tamtych stratach, a już na początku lutego tego roku przez ich region przeszła gigantyczna powódź! – Kilkudniowe deszcze doprowadziły do napływu ogromnej ilości wody, która musiała przepłynąć przez nasze okolice w kierunku morza. Rzeki nie były w stanie pomieścić takich ilości, więc żywioł przepłynął na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów, tworząc ogromną falę, zmywając wszystko, co napotkał na swej drodze – dodał o. Marut CSSp. Tym razem poziom wody sięgnął wysokości pół metra powyżej drogi. – Mieszkańcy Madagaskaru są przyzwyczajeni, że w razie wysokiej wody w czasie pory deszczowej zawiesza się wszystko wysoko pod dachem i wchodzi na drogę i pagórki. Jednak tym razem nikt nie przypuszczał, że woda będzie przelewać się przez nasyp. Nikt nie mógł ich uprzedzić, ostrzec, bo nie ma tu żadnej komunikacji. Setki ludzi stały na drodze do kolan w wodzie, trzymając dzieci i dobytek w górze. Nie muszę dodawać, że wywołało to ogromną panikę, że woda podniesie się jeszcze wyżej. Tym bardziej że w niektórych miejscach rwący nurt zabierał kawałki drogi, na której stali mieszkańcy, ściśnięci bardzo blisko siebie – powiedział duchacz.
Zniszczenia robią przygnębiające wrażenie. Poza tym, że ludzie stracili domy, żywność i dobytek, to silny prąd wymył rosnący na polach ryż. Woda naniosła tyle piasku, że w wielu miejscach nie będzie można już nic zasiać. – Mieszkańcy naszego regionu to w 90 proc. rolnicy i od zbiorów ryżu zależy ich życie – powiedział o. Michał Apiecionek CSSp. Przez ogromną powódź, ze względu na dużą ilość błota oraz odcięte drogi, zamknięto nawet szkoły. – Najbardziej ucierpiała wioska Andilambe, przez którą notabene w zeszłym roku przeszło tornado. Woda zmyła kompletnie wybudowany tam niedawno most, po którym dzieci z czterech wiosek docierały na zajęcia szkolne. Puste szkielety ogołoconych lepianek nabrały ponurego charakteru, a ludzie – ratując siebie i rodziny – przemieścili się z niewielkim dobytkiem życia na skrawki jeszcze niezniszczonej drogi. Ucierpiały również takie wioski, jak: Andongona, Antsakoamaro, Ambodimanga, Ampasimatera, Bejoba i Tsimijaly – dodał o. Michał CSSp.
Apel do Czytelników
Niestety, wśród poszkodowanych jest wiele dzieci, które otoczone są opieką rodzin z Polski w ramach „Adopcji na odległość”. – Sam moment przepływu wody to jedno, ale prawdziwy dramat rozpocznie się dopiero za kilka tygodni, gdyż w tym roku nikt nie spodziewa się żniw. Wszystko zostało zniszczone. Według naszych ostatnich obliczeń, pomoc powinna dotrzeć do ponad 600 rodzin, które najbardziej ucierpiały w tej tragedii. Niektórzy stracili po prostu wszystko! Ludzie są zdruzgotani, niektórzy płaczą, niektórzy w ciszy i zadumie zbierali resztki domów, niektórzy mają jeszcze siłę się uśmiechnąć, widząc, że podchodzimy, rozmawiamy. Do zalanych wiosek udało nam się dostać dopiero kilka dni po powodzi, kiedy woda opadła – powiedział o. Dariusz Marut CSSp. Wśród zdjęć, jakie przesłali nam ojcowie, są ujęcia drogi narodowej, która jest zawsze budowana wyżej niż okolica, właśnie ze względu na porę deszczową. – Mieszkańcy dziękują, że przyjechaliśmy. Są wdzięczni za to, że jesteśmy z nimi. „Widzi ojciec, nic nie zostało...” – mówi do mnie kobieta, matka wychowująca sześcioro dzieci. „Zabrało nam wszystko, zostaliśmy tylko z tym, co mieliśmy w rękach. I co ja mam teraz dać dzieciom do jedzenia? Nie wiem, nie wiem... ” – opowiada ze smutkiem w oczach. Inna wspomina z emocjami: „Widzieliśmy, że idzie wielka woda, zabieraliśmy w popłochu z domu wszystko, co się dało. Wcześniej przymocowaliśmy tobołki pod samym dachem, myśląc, że to tylko – jak co roku – kilka centymetrów wody. Nasza chatka szybko wypełniła się wodą... Nagle runęła cała ściana wraz ze szkolnymi tornistrami moich dzieci. Zeszyty, przybory, wszystko zabrała woda”. Starszy mężczyzna, wskazując palcem, mówi: „O, tam, tam był mój dom, widzicie? Została tylko kupa cegieł, a dach, okna i drzwi zabrała woda” – dodał o. Dariusz.
Misjonarze w pierwszej kolejności pragną przede wszystkim zaopatrzyć poszkodowane rodziny w ryż, fasolę, świeczki, zapałki i mydło. – Przystąpiliśmy do działania i mamy szczegółowe listy najbardziej poszkodowanych, liczbę dzieci w domach. Poza pomocą natychmiastową pragniemy dać ludziom szansę powrotu do normalnego życia, do tego, by mogli się usamodzielnić. Aby więc pomoc była rozwojowa, dostarczymy również ziarno na zasiew. Pomoże to ludziom w niedalekiej przyszłości już samodzielnie uprawiać ryż. W związku z tym zwracamy się do Czytelników, Drogich Przyjaciół naszej Misji, z wyjątkową prośbą o pomoc. Już wielokrotnie wspomagaliście nas w trudnych sytuacjach, wywołując uśmiech na twarzach najbiedniejszych dzieci. Dziękujemy za pamięć, troskę, życzliwość i wszelką pomoc – zakończyli o. Dariusz Marut CSSp i o. Michał Apiecionek CSSp.

 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki