Logo Przewdonik Katolicki

A jednak rodzina

Krzysztof Bronk
Fot.

Wiemy wszyscy, że nie istnieje perfekcyjna rodzina ani perfekcyjny mąż czy żona mówił podczas pierwszych walentynek w Watykanie papież Franciszek. Organizacja tego spotkania nie oznacza jednak absolutnie odejścia od chrześcijańskiej wizji małżeństwa i miłości.

Wiemy wszyscy, że nie istnieje perfekcyjna rodzina ani perfekcyjny mąż czy żona – mówił  podczas pierwszych „walentynek w Watykanie” papież Franciszek. Organizacja tego spotkania nie oznacza jednak absolutnie odejścia od chrześcijańskiej wizji małżeństwa i miłości.

Te nietypowe walentynki zorganizowała Papieska Rada ds. Rodziny, której przewodniczącym jest abp Vincenzo Paglia. Wcześniej jako ordynariusz diecezji we włoskim mieście Terni urządzał spotkania z narzeczonymi przy grobie pochowanego tam św. Walentego, męczennika Kościoła. Z zaproszenia Franciszka na uroczystość św. Walentego do Watykanu skorzystało ponad 25 tys. narzeczonych z około 30 krajów świata. 

 

Watykańskie walentynki

Kiedy w ubiegły piątek wracając z pracy, przechodziłem obok placu św. Piotra, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że mijam po drodze o wiele więcej niż zwykle pięknych kobiet. Nie, nie była to wiosna, choć w Rzymie kwitną już mimozy. Kobiety, jak wiadomo, są najpiękniejsze, kiedy kochają i są kochane. A tego właśnie dnia, we wspomnienie św. Walentego, papież zaprosił do siebie narzeczonych. Najpierw niektórzy z nich dzielili się publicznie historią swojej miłości. A potem Franciszek uczył młodych, jak kochać głęboko i na zawsze. Dla narzeczonych, a przybyło ich na plac św. Piotra ponad 25 tys., była to okazja, by pomyśleć i porozmawiać o swej przyszłości we dwoje, by cieszyć się swą miłością, kochać i czuć się kochanym. I stąd ta szczególnie wysoka koncentracja kobiecego piękna w watykańskiej scenerii. Watykańskie walentynki wpisują się w szeroki kontekst szczególnej troski o rodzinę, którą obiecał papież w swym pontyfikacie, zapowiadając, że duszpasterstwu rodzin zamierza poświęcić aż dwa synody biskupów. Istnieje jednak bardzo silna tendencja, by tę kościelną troskę o rodziny sprowadzić w wąski kanał rodzinnych anomalii, jak rozwody, albo spraw, które z rodziną nie mają nic wspólnego, jak związki gejowskie. Podczas niedawnego spotkania z prezydium Episkopatu Francji Ojciec Święty jednoznacznie odżegnał się od takiego podejścia, twierdząc, że zależy mu raczej na rodzinnej radości i dowartościowaniu katolickich rodzin w ewangelizacji. Tym niemniej niektóre zachodnie episkopaty idą w zaparte, wywierając na papieża presję, by zmienił nauczanie Kościoła w sprawie nierozerwalności małżeństwa, otwarcia na życie, seksu przedmałżeńskiego i związków gejowskich. Tym w istocie było przecież opublikowanie wyników tak zwanej ankiety Franciszka przez niektórych biskupów.

 

Naciski na papieża

Okazało się, że odpowiadający na ankiety wierni w ogromnej większości odrzucają nauczanie Kościoła na temat rodziny. W ten sposób publicznie potwierdzono, czy wręcz ogłoszono, istnienie schizmy wewnątrz Kościoła katolickiego. Podanie tego do wiadomości publicznej było niczym przybicie przez Marcina Lutra protestanckich tez do drzwi katedry w Wittenberdze. Tym bardziej że czyniąc to, biskupi przeciwstawili się woli Stolicy Apostolskiej. Zgodnie z zaleceniem Watykanu wyniki ankiety miały zostać przesłane poufnie do sekretariatu Synodu Biskupów, który na ich podstawie miał przygotować program obrad synodalnego zgromadzenia. Sekretarz generalny synodu biskupów kardynał nominat Lorenzo Baldisseri nie krył swego rozgoryczenia swawolą episkopatów, przyznając, że jest to swoista forma nacisku na papieża. Do podobnej manipulacji doszło również przy zwołaniu przez papieża spotkania narzeczonych. Usiłowano nam wmówić, że oto papież otworzył się na wszystkich narzeczonych, bez względu na ich orientację i życiowe przejścia. Samo zaproszenie niczego takiego nie sugerowało. Papież nie specyfikował, jakich narzeczonych zaprasza, a jakich nie, podobnie, jak nie zrobiłby tego Jan Paweł II czy Benedykt XVI. Na szczęście już same świadectwa, od których rozpoczęło się walentynkowe spotkanie w Watykanie, pokazały, że mamy do czynienia z narzeczonymi, którzy odkryli piękno chrześcijańskiej wizji małżeństwa i na niej chcą budować swoją przyszłość. Młodzi nie prosili papieża o rozgrzeszenie czy błogosławieństwo dla lubieżności, lecz pytali, jak wcielać w życie wąską drogę Ewangelii w warunkach małżeństwa i rodziny. Co więcej, dla jednej z par, Amerykanina i Angielki, dorastanie do katolickiego ideału małżeństwa wiązało się z prawdziwym nawróceniem z anglikanizmu na katolicyzm. O odkrywaniu Boga i wiary w procesie przygotowania do małżeństwa opowiadało zresztą więcej par.

 

Wspólne budowanie 

Sam papież nie obiecywał narzeczonym łatwego życia. Przypominał, że małżeństwo to arcydzieło, które buduje się dzień po dniu. Co więcej, wizja małżeństwa, którą przedstawił, wymaga głębokiego życia religijnego. Odpowiadając na przykład na pytanie o obawy przed zaangażowaniem w miłość na całe życie, papież przyznał, że są to obawy właściwe dla współczesnej kultury tymczasowości. Wyzwolić nas z niej może tylko Chrystus, jeśli dzień po dniu będziemy Mu siebie zawierzać. Odpowiadając na pytanie o właściwe przeżywanie samej ceremonii ślubnej, Ojciec Święty zauważył, że najważniejsze jest tu zaproszenie Chrystusa, jak na wesele w Kanie, bo to obecność Boga sprawia, że życie małżeńskie jest głębokie i trwałe. Innymi słowy, papież wskazał młodym ideał małżeństwa głęboko religijnego, katolickiego. A zatem styl życia, który w dzisiejszym Kościele jest mniejszościowy, ale istnieje i jest bardzo wyraźny. Kilka tygodni temu mówił o tym w Watykanie austriacki ordynariusz Sankt Pölten bp Klaus Küng. Przyznał on, że od 40 lat, czyli od opublikowania Humanae vitae, w austriackim Kościele istnieje silny sprzeciw względem oficjalnego nauczania o rodzinie. I dlatego na co dzień w parafiach w ogóle się o tym nie mówi. Jest to temat tabu. Ale istnieje też inny nurt, mniejszościowy, lecz bardzo wyraźny. To młode rodziny, które odkryły piękno owego odrzuconego nauczania Kościoła o małżeństwie i traktują je na poważnie. Można je rozpoznać po większej liczbie dzieci. Okazuje się, że rodziny te mają wielką siłę oddziaływania. Przyciągają swą radością, pokojem i wolnością. W ten sposób ewangelizują. Co więcej, jak twierdzi bp Küng, w wielu miejscach to właśnie takie rodziny są siłą napędową Kościoła, na nich spoczywa główny ciężar duszpasterstwa. Nie ma ich wiele, ale są bardzo aktywne – podkreślił biskup, zaznaczając, że nie jest to zjawisko typowo austriackie. Z podobnym trendem spotkał się również we Francji, Włoszech czy Stanach Zjednoczonych. W ten sposób sprawdza się to, co zapowiadał Jan Paweł II, że przyszłością Kościoła jest rodzina. Co ciekawe z rzeczywistością takich rodzin Franciszek spotkał się sam właśnie w dzień św. Walentego, kiedy rano po Mszy św. udzielił misyjnego posłania 28 kapłanom z Drogi Neokatechumenalnej. Udadzą się oni do 11 krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych. Każdy z nich będzie stać na czele grupy misyjnej złożonej z czterech rodzin wielodzietnych, które jadą w nieznane, by tam żyć i ewangelizować swym świadectwem.

 

Zadania dla rodzin

Z tymi rodzinami Franciszek spotkał się osobiście kilka dni wcześniej, 1 lutego. A zatem ideał żywych, chrześcijańskich rodzin to dla Franciszka konkretna rzeczywistość. Jednakże owe żywe misyjne rodziny to nie tylko neokatechumenat. Są one obecne również w innych ruchach, a także wśród „niezrzeszonych”.  Szczególnie dużo jest ich w tzw. prawym skrzydle Kościoła, czyli wśród tradycjonalistów różnej maści, również u lefebrystów. Ci ostatni krytycznie podchodzą do posoborowego nauczania Kościoła, ale w wierności encyklice Pawła VI Humanae vitae nie mają sobie równych, co przejawia się zazwyczaj w licznej gromadce dzieci. Papież Franciszek nie tai swej awersji do tego nurtu katolicyzmu, choć nigdy nie wyjaśnił jej przyczyn. Od czasu do czasu wymsknie mu się coś o pelagianizmie, ale bez uzasadnienia tego skądinąd bardzo poważnego zarzutu. Po raz pierwszy Franciszek wypowiedział się na ten temat otwarcie podczas spotkania z czeskimi biskupami, przebywającymi w ubiegłym tygodniu z wizytą ad limina. Tak zrelacjonował to Radiu Watykańskiemu abp Jan Graubner z Ołomuńca: „Kiedy rozmawialiśmy o tych, którzy lubią dawną liturgię i do niej wracają, było oczywiste, że papież wypowiada się z wielką miłością, ostrożnie i delikatnie, by niego nie zranić. Ale jego słowa były stanowcze. Powiedział, że rozumie stare pokolenia, jeśli wracają do czegoś, co znały wcześniej. Nie potrafi jednak zrozumieć, dlaczego wracają do tego młode pokolenia. «Kiedy się o to pytam konkretnie – dodał papież – dochodzę do wniosku, że jest to chyba jakaś moda. A jeśli jest to moda, to przeminie i nie warto się nią interesować. Trzeba jedynie cierpliwie i z życzliwością podchodzić do tych, którzy ulegają tej modzie»”. Te słowa pokazują, że Franciszek ma do tej sprawy diametralnie inny stosunek niż jego poprzednik. Benedykt XVI przywrócił do pełnego użytku dawny ryt, ponieważ nie był w pełni zadowolony z owoców posoborowej reformy. Uważał, że dawny ryt może pozytywnie wpłynąć na sprawowanie nowego, ubogacić go. Dla Franciszka to tylko zbyteczny relikt przeszłości. W spotkaniu z czeskimi biskupami papież jednak przyznał, że po prostu tego nie rozumie. I choć nie wszyscy są z tego zadowoleni, jest to przynajmniej uczciwe postawienie sprawy. Papież nie musi wszystkiego rozumieć. Może mu po prostu brakować pozytywnych doświadczeń. Na konferencji prasowej kończącej podróż do Rio Franciszek przyznał, że kiedyś nie rozumiał charyzmatyków, dosłownie ich nie znosił. Przekonał się do nich dopiero z czasem, a dziś w pełni uznaje ich wkład w misję Kościoła. Myślę, że przed młodymi, którzy umiłowali dawną liturgię, stoi dziś ważne dla całego Kościoła zadanie: dać świadectwo, podzielić się z papieżem własnym doświadczeniem spotkania Chrystusa, udziału w Jego odkupieńczej śmierci i zmartwychwstaniu właśnie dzięki dziedzictwu dawnej liturgii, którą Benedykt XVI nauczył nas szanować.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki