Logo Przewdonik Katolicki

Bezdomność wikingów

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Ogrzewalnia dla bezdomnych, która miałaby zostać otwarta w stolicy Wielkopolski, wygrała w ubiegłorocznym głosowaniu nad budżetem obywatelskim Poznania. Mimo że wyznaczono jej konkretną lokalizację jeszcze nie powstała. Bezdomni bardzo na nią czekają.

Ogrzewalnia dla bezdomnych, która miałaby zostać otwarta w stolicy Wielkopolski, wygrała w ubiegłorocznym głosowaniu nad budżetem obywatelskim Poznania. Mimo że wyznaczono jej konkretną lokalizację – jeszcze nie powstała. Bezdomni bardzo na nią czekają.

Ten ośrodek dla bezdomnych w podpoznańskim Szczepankowie znajduje się niemal w szczerym polu. Od przystanku autobusowego jest tutaj daleko, nie ma żadnego chodnika, a pobocze wydeptali sami bezdomni. Popegeerowski budynek otacza betonowy mur z muralem. – Możemy przyjąć 95 mężczyzn, ale obecnie przebywa u nas 121 osób, trudno przecież przy takim mrozie odesłać potrzebującego – mówi Wiesława Cieślik, kierownik ośrodka. Bezdomny musi być jednak trzeźwy – to podstawowy warunek pobytu w ośrodku. Co jednak z tymi, którzy są pod wpływem alkoholu?

 

Błędne koło

– Dwa lata temu rozpoczęła się dyskusja o potrzebie utworzenia dodatkowego miejsca dla osób bezdomnych, szczególnie będących pod wpływem alkoholu, które z różnych powodów nie chcą zamieszkać w istniejących placówkach – opowiada pani kierownik. Powstał pomysł utworzenia ogrzewalni dla bezdomnych w centrum miasta, bo tylko wtedy mogłaby ona spełniać swoją funkcję. Takich osób najwięcej jest właśnie w okolicach dworca i poznańskich Targów. – Bezdomni mogliby przenocować w takim miejscu, zjeść coś ciepłego, a przede wszystkim umyć się, bo dzisiaj w Poznaniu nie ma żadnej publicznej łaźni – podkreśla Cieślik. W ciągu dnia przytulisko pełniłoby funkcję jadłodajni. Taki pomysł miała Caritas Poznańska. Ogrzewalnia dla bezdomnych, która miałaby powstać w stolicy Wielkopolski, wygrała w ubiegłorocznym głosowaniu nad budżetem obywatelskim Poznania. Wyznaczono nawet konkretne miejsce na jej siedzibę – przy ul. Śniadeckich, niedaleko Międzynarodowych Targów Poznańskich, niestety z uwagi na duży opór społeczny nie została otwarta. A trwająca właśnie zima zbiera swoje żniwo – największe właśnie wśród osób bezdomnych. – Sprzeciw mieszkańców ulicy, przy której miałoby powstać przytulisko, był bardzo duży, argumentowali, że nie chcą mieć w bliskim sąsiedztwie osób brudnych, nietrzeźwych, zaniedbanych, że codziennie mijają ich na klatkach schodowych, a ogrzewalnia jeszcze więcej by ich przyciągnęła – mówi kierownik ośrodka dla bezdomnych. Podkreśla, że tego typu placówka funkcjonuje w Krakowie, mimo że jej powstaniu również sprzeciwiali się mieszkańcy. Dzisiaj sami kierują osoby bezdomne do przytuliska, które prowadzi organizacja „Dom Łazarza”. – Z mojego doświadczenia wynika, że takie osoby miałyby szansę na przerwanie ciągu alkoholowego, porozmawiania z kimś, kto zarekomendowałby je do jakiegoś schroniska, otrzymałyby wsparcie – stwierdza Cieślik. Problem z bezdomnością przypomina trochę błędne koło. Lęk przed tym zjawiskiem powoduje, że ciągle utrzymuje się tych ludzi w bezdomności. Panuje przeświadczenie: jak jest bezdomny, to nie ma pracy, do niczego się nie nadaje, okradnie mnie… – Jeśli nie poda się im ręki, zamknie im się drzwi przed nosem, to nigdy nie rozpoczną pracy nad sobą, nie podejmą próby powrotu do normalnego życia. To nie jest łatwe, ale nie niemożliwe do osiągnięcia – dodaje pani kierownik.

 

Za murem są koledzy

Bezdomni, którzy w przeszłości doświadczyli życia na ulicy, a obecnie mieszkają w ośrodku przy ul. Michałowo, sami postanowili przekonać poznaniaków do tego, jak bardzo potrzebna jest ogrzewalnia w centrum miasta. W ramach zajęć z teatroterapii, we współpracy z Dorotą Abbe, aktorką Teatru Nowego w Poznaniu, przygotowali spektakl teatralny pt. Powrót wikingów. – Chcemy w ten sposób komuś pomóc, tym bardziej że to miasto jest dla bezdomnych coraz bardziej niebezpieczne. My jesteśmy w ośrodku, mamy wygodnie, jest ciepło, przyjemnie, za murem są inni koledzy – przekonuje pan Leszek, który w spektaklu gra biznesmena. Scenariusz przedstawienia napisała Zuzanna Fichtner, pracownica socjalna ośrodka. – Jednak już po pierwszych próbach panowie zaczęli wprowadzać własne poprawki – śmieje się pani Zuzanna. Pierwsze spotkania odbywały się w sierpniu, później opiekę nad aktorami amatorami przejęła aktorka Dorota Abbe. – Konsultacje aktorskie przy spektaklu rozpoczęłam na przełomie września i października ubiegłego roku, za namową mojej mamy Heleny Abbe, pomysłodawczyni Teatru Droga. Od dłuższego już czasu pracuję z amatorami, którzy uprawiają teatr z potrzeby serca, ponieważ to kochają lub chcą rozpocząć pracę w tym zawodzie – mówi aktorka. Zaznacza, że panowie z ośrodka zaskoczyli ją pasją, determinacją, autentyzmem, a przede wszystkim otwartością. – Chętnie opowiadali swoje historie, które zostały nagrane i będą wykorzystane podczas spektaklu. Podczas prób chłonęli podsuwane im pomysły i bardzo zaangażowali się w pracę nad spektaklem – podkreśla.

 

Odpływ i przypływ

Spektakl opowiada losy sześciu osób (jest czterech głównych bohaterów), które z różnych powodów doświadczają bezdomności. Wśród nich jest m.in. wspomniany już biznesmen. – To dowód na to, że każdy może trafić na ulicę, ale zawsze są dwie drogi: albo można się zapić, albo starać się wyrwać z bezdomności. Każda z nich ma swoją historię: utrata pracy, zawiedziona miłość, bariery, które trudno przezwyciężyć. Szansą na ocalenie życia jest właśnie ogrzewalnia – podkreśla Fichtner. Przekonuje, że spektakl powstał z natchnienia Bożego, bo sama modliła się o to, by w Poznaniu powstało przytulisko. – Przezwyciężenie bezdomności to odnalezienie człowieka w człowieku. Kiedy jest czysty, schludny, odnajduje swoją godność, siebie w sobie i może zacząć nową drogę – stwierdza. Ciekawa jest też historia powstania samego tytułu spektaklu. Inspiracją były słowa jednego z byłych mieszkańców ośrodka, pana Mirosława: „I znów będzie powrót wikingów”. Tytułowi wikingowie to ci, którzy przychodzą na obiad do ośrodka, ale nie są zdecydowani, by pozostać na stałe. Ulegają namowom osób odrzucających ofertę placówki, bo chcą być – w swoim przekonaniu – bardziej wolni. Metaforą takiego życia jest jeden z rekwizytów w sztuce – łódź wikingów. – Wejście do niej to pójście na melinę, oddalenie się od szansy, jaką daje ogrzewalnia – stwierdza autorka scenariusza. – To jak odpływ i przypływ – dodaje pan Stanisław, jeden z aktorów występujących w spektaklu.

 

Czy ja jestem od gorszego Pana Boga?

Niemal wszyscy panowie – a jest ich ośmiu – grają po raz pierwszy. Chociaż są i tacy, którzy mają doświadczenia ze sztuką aktorską. Pan Przemek, grający ochroniarza, był jednym z reżyserów misterium Męki Pańskiej w „Barce”. Pan Stanisław uczestniczył podczas letnich wakacji w warsztatach teatralnych w Teatrze Polskim w Poznaniu, prowadzonych przez profesjonalnych aktorów. – Byłem najstarszym uczestnikiem warsztatów i mogę potwierdzić, że aktorstwo to naprawdę ciężka praca – przekonuje. – Chcę coś dać z siebie innym, pomóc bezdomnym i przekonać ludzi, że bezdomnym można się stać z wielu powodów: nieudane małżeństwo, zawiedziona miłość, utrata pracy – zauważa pan Stanisław, urzędnik i opiekun w sztuce. Opowiada, że z bezdomnością boryka się już od wielu lat. Ma sześcioro dzieci, ale – jak podkreśla – one same mają kłopoty, by się utrzymać, więc mieszka w ośrodku. – Gdybym tutaj nie trafił, to nie wiem, co by ze mną było – dodaje ze smutkiem. Mówiąc o problemie bezdomności, zauważa, że dziś dotyka on coraz więcej młodych osób, ok. 40. roku życia, i kalek, których nikt nie chce. – Zależy nam, by ludzie zauważyli problem. Ten spektakl ma pokazać, że bezdomny to nie tylko ktoś, kto brudny siedzi na przystanku, ale jest to też grupa osób życiowo niezaradnych, wyrzuconych w wyniku eksmisji na bruk czy po prostu osób, które w wyniku różnych okoliczności straciły wszystko, co miały – stwierdza pan Rafał. Dzieli się swoją historią. Miał mieszkanie po babci, jednak stracił je, ponieważ kilka lat przebywał w zakładzie karnym. – Kiedy opuściłem zakład, okazało się, że bank zajął mieszkanie, o czym nawet nie wiedziałem. Gdzie miałem się podziać? Pod mostem? – pyta gorzko. W ośrodku jest po raz drugi, pracę stracił w czerwcu, bo jego zakład przegrał przetarg i część pracowników została zwolniona. – W urzędzie pracy jesteśmy inaczej traktowani, lepsze oferty są dla tych, którzy mają mieszkania, dzieci. Naprawdę chciałbym normalnie żyć. Czy ja jestem od gorszego Pana Boga? Czy jestem człowiekiem gorszego gatunku, bo mieszkam w ośrodku? – pyta retorycznie.

 

Życie jak teatr

Początkowo do występu w spektaklu trzeba było troszkę namówić drugiego pana Leszka. – Pierwotnie miałem grać tylko widza, bez większego zaangażowania, jednak pani Zuzia przekonała mnie do przyjęcia roli Nicponia – trochę nieśmiało opowiada mężczyzna. Odebrał to jednak jako kolejne wyzwanie, które warto podjąć. Po chwili dodaje, że zrozumiał, że gra samego siebie. Kiedy pytam, czy panowie mają tremę przed spektaklem, są zgodni, że mają obawy, jak sztuka zostanie przyjęta, czy będzie się podobać publiczności, i najważniejsze: czy przyniesie oczekiwany efekt – decyzję o lokalizacji i otwarciu ogrzewalni.

– Prawdą jest, że bezdomni nie mają dokąd wyprowadzić się z ośrodka, bo mało jest mieszkań socjalnych, a schronisko powinno być tylko placówką przejściową, gdzie człowiek może odbudować swoje siły, ale powinien iść dalej – podkreśla Wiesława Cieślik. Jej zdaniem system wsparcia osób bezdomnych powinien zacząć się od mieszkań, by ludzie ich nie tracili, pomocy w poszukiwaniu pracy, rozwiązywaniu różnych problemów.

– Dzisiaj ludzi można eksmitować do ośrodków dla bezdomnych, a tutaj mieszkają różne osoby i zderzenie ludzi pochodzących z różnych środowisk jest niekiedy bardzo trudne. Z drugiej strony nie można przewalczyć powstania ogrzewalni. Może dzięki temu przedstawieniu nam się uda? – zastanawia się Zuzanna Fichtner. Taką nadzieję mają też sami aktorzy. Ich głos w tej sprawie jest najbardziej wiarygodny.

 


Premiera spektaklu Powrót wikingów przygotowanego przez poznańskich bezdomnych na podstawie scenariusza Zuzanny Fichtner odbędzie się 14 lutego o godz. 17.30  w Teatrze Nowym w Poznaniu na Trzeciej Scenie. Wstęp wolny.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki