Logo Przewdonik Katolicki

Być awangardą w Kościele

br. Paweł Teperski OFMCap
Fot.

Rozmowa z o. Waldemarem Barszczem, z Trzeciego Zakonu Regularnego Świętego Franciszka, dyrektorem Departamentu w Watykańskiej Kongregacji Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.


Życie konsekrowane stanowi jeden z elementów Kościoła, jest jego częścią. Parę lat temu wygłosił Ojciec referat, w którym dotknął różnych trudności, z jakimi boryka się życie konsekrowane. Pojawił się tam cytat z papieża Benedykta: „Proces sekularyzacji, który postępuje we współczesnej kulturze nie oszczędza niestety nawet wspólnot zakonnych”. Dlaczego akurat ten cytat?

– Ten cytat to tekst, który papież Benedykt XVI skierował do osób konsekrowanych w 2008 r. Była to aktualna wypowiedź papieża m.in. o zagrożeniach sekularyzacji, która niesie ze sobą całą masę innych trudności w życiu Kościoła, w życiu zgromadzeń zakonnych, stowarzyszeń apostolskich oraz instytutów świeckich życia konsekrowanego. Są to zagrożenia dla wszystkich chrześcijan. Sekularyzacja w sposób szczególny stawia pewne wyzwania przed życiem konsekrowanym, którym zakony żeńskie i męskie muszą w jakiś sposób stawiać czoło.

 

Kiedy myślimy o życiu konsekrowanym, to właściwie wydaje mi się, że patrzymy w sposób szczególny na gorliwość, miłość osób tego stanu do Pana Boga. Rozumiem, że sekularyzacja dotyka świata, ale czy to jest problem, z którym konkretnie zmagają się zakony, osoby konsekrowane? Jak to Ojciec widzi z perspektywy Stolicy Apostolskiej?

– Zależy o jakim aspekcie sekularyzacji, czyli zeświecczenia będziemy mówić. Sekularyzacja to jest wprowadzanie do życia zakonnego negatywnych aspektów świata, które mogą w jakiś sposób przeszkadzać w realizowaniu specyficznego powołania osoby konsekrowanej. Chociażby wystawiać w sposób konkretny na pokusy, które na pewno przeszkadzają, albo które mogą doprowadzić do zdrady stanu osoby konsekrowanej. Ja akurat pracuję w departamencie, który zajmuje się dyscypliną. To jest jeden z najtrudniejszych aspektów życia konsekrowanego – dyscyplina – zwłaszcza ta niezachowywana. I tam wyraźnie widać, że braki w tym zakresie są czasem spowodowane zbyt wielkim otwarciem się na to, co przychodzi z zewnątrz, bez jakiegoś konkretnego filtra, rozważnego wyboru. Ale nie wszystko, co jest w świecie, jest złe. Wręcz przeciwnie, musimy z wielu rzeczy korzystać, tak aby nam pomagały w naszym powołaniu, w realizacji naszego powołania, w dawaniu świadectwa, w budowaniu wspólnoty, w pomaganiu innym braciom czy innym siostrom, których mamy w swojej wspólnocie zakonnej. Jest bardzo wiele rzeczy, które przychodzą ze świata i nam pomagają w relacjach, nawiązywaniu kontaktów czy utrzymywaniu tych kontaktów, w wymianie opinii, dawaniu świadectwa. Ale są też takie, które przeszkadzają. Życie konsekrowane w sposób szczególny jest wystawione na ataki tej sekularyzacji, bo często nawet nie jesteśmy przygotowani do tego, żeby stawiać czoło wyzwaniom sekularyzacji w konkretnych sytuacjach życia konsekrowanego.

 

Dwa lata temu, w referacie dotyczącym sytuacji życia konsekrowanego, poruszył Ojciec problemy dotyczące życia konsekrowanego: upadku dyscypliny, upadku moralności, procesu zeświecczenia, indywidualizmu i odejścia od życia wspólnotowego. Który z tych problemów wydaje się kluczowy i dlaczego?

– Wydaje mi się, tak na gorąco mówiąc, że jest nim  indywidualizm. To będzie chyba jeden z największych problemów, bo on niesie ze sobą wiele innych konsekwencji. Indywidualizm, czyli na przykład jakaś przesadna autorealizacja. Przesadne, czy wręcz grzeszne, podejmowanie relacji z innymi osobami tak wewnątrz wspólnoty, jak i na zewnątrz. Relacji, które opierają się na tym, że ich centrum stanowi moja osoba. Nawet gdy chcielibyśmy  przekazywać w tych relacjach, wydawałoby się nam, Dobrą Nowinę. Ale w tej Dobrej Nowinie mało będzie Chrystusa, a więcej mojej osoby. Ten indywidualizm prowadzi do wygodnictwa. To jest bardzo destrukcyjne dla wspólnot życia konsekrowanego. Ostatnimi laty w Kościele pojawiły się osoby, które zdają sobie sprawę, że nie są zdolne żyć we wspólnocie. Bo ten indywidualizm jest już tak mocno zakorzeniony w ich naturze, a jest to spowodowane tym, że indywidualistami wychodzi się z rodzin, zwłaszcza małodzietnych, już nie mówię o jedynakach. Cały świat się wokół nich kręci. Więc takie osoby, które podejmują powołanie, próbują realizować się w takich formach życia konsekrowanego, które są typowo indywidualne, jak np. życie w eremach pustelniczych, to znaczy życie samotne. Są nawet pustelnie w samym centrum Nowego Yorku. Może to wydawać się absurdem, bo ktoś uważa, że pustelnia oznacza zamknięcie się i brak kontaktu ze światem, ale istnieje życie samotnicze, nałożenie sobie jakiegoś regulaminu, zgłoszenie tego stanu do biskupa, otrzymanie od niego błogosławieństwa, zachęty i życie jako pustelnik, nawet w wielomilionowym mieście. Gorzej, gdy ten przesadny indywidualizm jest w jakiś sposób realizowany za wszelką cenę we wspólnotach. Wtedy wspólnoty cierpią, bo jednym z podstawowych elementów życia zakonnego jest życie we wspólnocie. Ta wspólnota składa się z braci i sióstr. Mało tu jest miejsca na indywidualizm, chociaż na indywidualne zdolności na pewno tak; muszą być one w jakiś sposób i są przez wspólnotę przyjmowane, pomagają one wzrostowi wspólnoty, zachęcają do wymiany tych darów, które każda osoba indywidualnie wnosi.

 

Po raz kolejny pozwolę sobie odwołać się do tego referatu, który parę lat temu wygłosił Ojciec, dotyczącego sytuacji życia konsekrowanego. W pewnej jego części znalazłem taką śmiałą tezę i prosiłbym o komentarz do niej. Mianowicie powiedział tam Ojciec, że życie konsekrowane ma być awangardą w Kościele, konkretnie w dziełach miłosierdzia i misyjności. Co kryje się pod tym terminem?

– Życie konsekrowane powinno być wyzwaniem, powinno być przede wszystkim tam, gdzie nie ma jeszcze pełnych struktur Kościoła. Nie możemy się oszukiwać, cały świat nie jest jeszcze zawładnięty przez Ewangelię. Dlatego osoby konsekrowane są w pierwszym rzędzie, i zawsze tak było w historii Kościoła, że były na froncie, zanosiły Ewangelię tam, gdzie jeszcze nikt wcześniej nie dotarł. Tworzyły wspólnoty, nie tylko osób konsekrowanych, ale wspólnoty chrześcijan; wychodziły naprzeciw różnorakim potrzebom; starały się głosić Ewangelię tam, gdzie jej do tej pory nie było. Nigdy takich miejsc nie zabraknie. Chrześcijańska Europa wymaga dzisiaj ewangelizacji, cały Kościół wymaga nowej ewangelizacji. Tutaj znowu osoby konsekrowane miałyby wiele do powiedzenia, wnosząc ponownie te charyzmaty, które są wiekowe: benedyktyńskie, augustiańskie, dominikańskie, franciszkańskie. Te charyzmaty nadal będą aktualne, bo to jest czyste głoszenie Ewangelii w różnych formach, różnymi sposobami. Na szczęście do tej awangardy życia konsekrowanego przyłączają się nowe formy. Dzisiaj, co kiedyś było nie do pomyślenia, młode osoby żyją we wspólnotach mieszanych życia konsekrowanego – trzeba to dobrze zrozumieć. Chodzi o to, że te wspólnoty od samego początku są takimi, oczywiście oddzielne mężczyzn i oddzielne kobiet, ale wiele momentów życia wokół tego samego charyzmatu jest wspólnych. Znam takie wspólnoty, gdzie np. z założenia ekonomem nawet męskiej wspólnoty zakonnej musi być kobieta. Modlą się wspólnie, pracują w tych samych wymiarach ich specyficznego apostolatu, ewangelizacji. To są jakieś oznaki awangardy, na pewno. Jak wspomniałem, zakony tradycyjne, te które mają wiekową już tradycję, mogą być nadal awangardą, bo ich charyzmat nigdy nie przeminie, a postać założyciela będzie zawsze taką, która pociąga. Wcale nie jest prawdą, że życie konsekrowane w Kościele przeżywa kryzys, że skończy się, że już nie będzie życia konsekrowanego. Możliwe, że Kościół wypracuje jakąś inną formę, nie przekreślając tych wiekowych form. Życie konsekrowane zawsze będzie się opierało na tym, co Pan Jezus zostawił nam jako model do Jego naśladowania: życie w ubóstwie, posłuszeństwie wobec swojego Ojca, w czystości, wyjątkowej miłości do bliźniego. Do tego stopnia, żeby dać życie za niego. Ten wzór naśladowania Chrystusa, realizowany w różnych charyzmatach będzie zawsze zachętą w Kościele. Myślę, że życie konsekrowane nie zaniknie, jak to niektórzy „prorocy zagłady” przewidują, nawet wewnątrz Kościoła.

 

Rozpoczęliśmy naszą rozmowę od trudności, od procesu sekularyzacji, który dotyka również środowiska życia konsekrowanego. Wspominaliśmy o różnych wyzwaniach i problemach, z którymi to życie konsekrowane obecnie się boryka. Szczególnie podkreślił Ojciec indywidualizm jako ten korzeń zła, które rozprzestrzenia się i od wewnątrz rozsadza to życie. Gdyby mógł Ojciec wskazać swoistego rodzaju tabletkę? Mamy chorobę i teraz szukamy jakiegoś lekarstwa na te trudności...

– Tabletkę to nie wiem, jaką bym wskazał… bo ja osobiście uważam, że nie jesteśmy w takim stadium, iż potrzeba jakiejś terapii, ale na pewno potrzebne jest przywiązanie do Chrystusa, bo On jest autorem naszego powołania zakonnego, On jest wierny w tej relacji, najwierniejszy, On nam pomaga w kroczeniu za Nim i gdy mamy łaskę przyjrzenia się  dokładnie twarzy Chrystusa, to może to być taki moment uleczenia, ale to są indywidualne przeżycia. Pomimo przepowiadania kryzysu, życie konsekrowane nie ma się tak źle. Pewnie, gdy będzie tego słuchał ktoś, kto jest przełożonym zgromadzenia zakonnego i widzi, że liczba jego braci czy sióstr raptownie się zmniejsza, to faktycznie – jak mówić, że nie jest źle? Nowicjaty są puste, musimy zamykać nasze dzieła, szpitale, szkoły, wyprowadzać się z miejsc, gdzie byliśmy tak mocno osadzeni, gdzie społeczność nas przyjęła, gdzie wydawało się, że dawaliśmy coś, byliśmy potrzebni. Patrząc z tego punktu widzenia, to na pewno jakiś kryzys jest, ale z drugiej strony trzeba sobie zadawać pytanie, dlaczego do tego doszło. Nie trzeba szukać winy, ale jakichś środków, które pomogą zaradzić temu. Zawsze możemy odnowić się jako rodzina zakonna albo przeklasyfikować naszą posługę, którą ofiarujemy społeczności.

 

A jakie są dzisiaj wyzwania przed wspólnotami zakonnymi?

– Wyzwaniem jest starzenie się braci i sióstr. Wyzwaniem jest też coraz częstsze negatywne prowokowanie osób konsekrowanych. Wyzwaniem będzie zawsze dyscyplina zakonna, bo sekularyzacja wchodzi drzwiami i oknami. Odpowiedzią na to byłaby dyscyplina zakonna. W ogóle dzisiaj słowo „dyscyplina” nie jest zbyt mile widziane. Wspólnota istnieje, funkcjonuje jak każda społeczność i w niej jest jakaś dyscyplina, jakieś prawo, które powinno być respektowane, jest wzajemny szacunek. Jeżeli zaś brakuje takiego porządku, to może być zagrożeniem i poważnym wyzwaniem. Wyzwaniem będzie zawsze to, że my, osoby konsekrowane, czasami wstydzimy się mówić o tym, że jesteśmy osobami konsekrowanymi, że należymy do jakiejś rodziny zakonnej, boimy się zaproponować to osobie młodej: przyjdź, zobacz, jak żyję albo zapraszam cię, rób to samo, co ja robię, możesz się w tym realizować. Wielkim zagrożeniem jest to, że wpadamy w kompleksy. Jest to związane może z tym, że jest nas coraz mniej i wyzwania są coraz mocniejsze. Poza tym jesteśmy bardzo obserwowani, krytykowani i czasami nawet obrażani, tym samym automatycznie wpadamy w kompleksy albo w strach zaproponowania czegokolwiek, bojąc się, że możemy nie być w stanie odpowiedzieć pozytywnie na oczekiwania innych osób.

Wyszliśmy od problemów, pokazując pewien horyzont sekularyzacji, który dotyka współczesny świat, również życie konsekrowane.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki