Logo Przewdonik Katolicki

Czy Bóg chce naszej samotności?

ks. dr Mirosław Tykfer
Fot.

Sama myśl, aby zapytać osamotność, wynika znaszego doświadczenia, anie tylko zintelektualnej refleksji. Mówiąc najprościej, wszyscy spontanicznie szukamy zrozumienia sensu naszego poczucia samotności, ponieważ mniej lub bardziej ono nas dotyczy ijako doświadczenie emocjonalne po prostu boli.

Sama myśl, aby zapytać o samotność, wynika z naszego doświadczenia, a nie tylko z intelektualnej refleksji. Mówiąc najprościej, wszyscy spontanicznie szukamy zrozumienia sensu naszego poczucia samotności, ponieważ mniej lub bardziej ono nas dotyczy i jako doświadczenie emocjonalne po prostu boli.

Nie spotkałem człowieka, który powiedziałby, że nigdy nie czuł się samotny. Jest raczej odwrotnie, wiele osób, które poznaję, a szczególnie te, które spowiadam, mówią mi o swojej samotności. Pewnym wyjątkiem była odpowiedź, jakiej udzielił na początku swojego pontyfikatu Jan Paweł II. Dziennikarz z „Corriere della Sera” zapytał go kiedyś, czy są takie momenty, w których czuje się samotny. Było to pytanie postawione w kontekście wcześniejszej wypowiedzi papieża Pawła VI, który mówił otwarcie, że czasami czuje się bardzo osamotniony. Papież Polak powiedział jednak, że tak naprawdę nigdy nie był sam. Nie powiedział jednak o braku poczucia samotności. W chwilach najważniejszych była rodzina, przyjaciele – dodał – a potem ks. Stanisław Dziwisz, dzisiejszy kardynał z Krakowa. Natomiast o Pawle VI wspomniał żartobliwie, że z charakteru po prostu był bardziej melancholijny. Może Jan Paweł II znalazł dobre rozwiązanie na swoje momenty odczucia samotności, co tłumaczyłaby rada, którą dawał innym: „Czujesz się osamotniony? Postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny”.

 

Zrozumieć samotność

W kontekście samotności rozumianej jako doświadczenie powszechne, zastanawiamy się jednak, czy Bóg chce, aby tak było. Albo inaczej mówiąc, dlaczego na to pozwala? Przecież samotność jest doświadczeniem negatywnym. Dlaczego Bóg pozwala, aby dotykało nas takie zło?

W literaturze duchowej odnalazłem między innymi jedną bardzo ciekawą odpowiedź, którą chciałbym się podzielić. Jest ona de facto dobrym przedstawieniem tego, co możemy, przynajmniej częściowo, na temat samotności odnaleźć także w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Próba zrozumienia samotności człowieka, do której nawiązuję, dotyczy interpretacji słów Jezusa wypowiedzianych z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34; Mt 27, 46). Chiara Lubich, bo do tekstu jej książki pt. Krzyk opuszczenia chciałbym się odwołać, pisze, że wołanie umierającego Chrystusa było objawieniem Jego solidarności z grzeszną ludzkością. Dla Chiary największą samotnością jest oderwanie się od źródła miłości, jakim jest Bóg, ale zaraz potem także od drugiego człowieka. Jezus jest w pełni człowiekiem i dlatego na krzyżu doświadcza tego samego osamotnienia, jakie przeżywa człowiek oddalony od miłości Boga i drugiego człowieka. Tak też należy rozumieć – pisze dalej – Jego wzięcie na siebie na drodze męki win nas wszystkich. Grzech jest zawsze oddaleniem od Boga, a w konsekwencji osamotnieniem człowieka. Nie chodzi więc o to, że Syn Boży był
na krzyżu pozbawiony zjednoczenia ze swoim Ojcem w niebie albo inaczej mówiąc, że  Ojciec pozostawił Go w godzinie śmierci. Bóg Ojciec jedynie zakrył swoje bóstwo przed Chrystusem, a Duch Święty nie dawał Mu żadnej pociechy duchowej, bo taka była droga Syna Bożego do odkupienia ludzkości, wyrwania jej z egoistycznej samotności. W swoim człowieczeństwie Jezus wziął więc naprawdę na siebie grzechy wszystkich i konsekwencje tego grzechu, czyli osamotnienie, utratę widzenia Boga.

 

Rola grzechu

Według Chiary Lubich przyczynę i sens samotności można odnaleźć najpełniej w Chrystusie Ukrzyżowanym. Bóg Ojciec zakrył na krzyżu przed Synem blask swojego bóstwa. Tak samo dzieje się z człowiekiem, który oddala się od Boga. Traci zdolność dostrzegania Bożej obecności. Pierwszą i najważniejszą przyczyną naszej samotności jest więc grzech pierworodny. On pozbawił nas żywej komunii z Bogiem i tym samym zdolności dostrzegania Jego bliskości w naszym codziennym życiu. Grzech osłabił też w nas pragnienie i predyspozycję, aby kochać innych, tzn. sprawiać, aby nikt nie miał powodu czuć się samotnym. Cały dramat pogłębiają nasze grzechy osobiste. To, co jest jednak ważne w objaśnieniach Chiary to prawda, że osamotnienie Chrystusa jest cierpieniem niewinnego. On jedynie przyjął na siebie to, co jest z winy człowieka. Syn Boży nie oglądał chwały Ojca na krzyżu, co jest w najwyższym stopniu efektem ofiarnej Jego miłości, która pragnie znaleźć się w sytuacji człowieka grzesznego i go w ten sposób z niej uwolnić, odkupić. Oprócz więc grzechu pierworodnego i osobistego Chiara widziała możliwość dobrowolnego przyjęcia osamotnienia na drodze budowania jedności z drugim człowiekiem. Jest to gest miłości, który w całej pełni został dokonany przez ukrzyżowanego Chrystusa, ale który jest zaproszeniem także dla nas, aby jednoczyć się z innymi w ich najgłębszych pokładach duszy, w ich poczuciu osamotnienia.

 

Być z opuszczonym

Opuszczonemu człowiekowi można więc towarzyszyć, aby tak jak Chrystus i z Chrystusem nie pozostawiać go w samotności. Jest to głęboko duchowy sposób uczestniczenia w dziele zbawienia świata. Bez słów. Bez spektakularnych czynów zewnętrznych. Jest to swego rodzaju pośrednictwo między Bogiem a ludźmi, które charakteryzuje funkcję kapłańską. Stąd Lubich założyła Ruch Focolari, który przyjął jako swój charyzmat bycie z opuszczonym Chrystusem. Sama pisze o swoim dziele tak: „Bóg wzbudził nasz ruch być może również w tym celu, aby ożywić w chrześcijańskim ludzie jego charakter kapłański, na wzór pierwszych chrześcijan, jak tego pragnie Sobór Watykański II” (z książki Krzyk opuszczenia). Uczestnictwo w dziele zbawienia, którego dokonał Chrystus-Najwyższy Kapłan, dokonuje się więc przede wszystkim przez bycie z Chrystusem w Jego opuszczeniu. To jednoczenie z Chrystusem nie może być jednak tylko mistyczne, indywidualne, ale staje się w pełni możliwe przez spotykanie drugiego człowieka w jego osamotnieniu. Może właśnie w tym sensie Jan Paweł II mówił, aby w chwilach samotności odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny, tzn. stawać się w ten sposób autentycznie podobnym do Chrystusa. Bóg więc nie chce naszej samotności, ale w Chrystusie Ukrzyżowanym objawia nam, że może stać się ona szansą najgłębszego sposobu ofiarowania siebie Bogu i drugiemu człowiekowi. Wbrew pozorom może stać się również źródłem prawdziwej jedności tych, którzy potrafią autentycznie oddawać siebie innym.     

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    przemek
    24.02.2019 r., godz. 17:08

    Byłem zakochany matka wszystko zniszczyla

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki