Logo Przewdonik Katolicki

Dotknął ran Kościoła

o. Stanisław Tasiemski OP
Fot.

Przeglądając główne media podsumowujące pielgrzymkę papieża Franciszka do Ziemi Świętej nie sposób uwolnić się od poczucia rozczarowania płytkością spojrzenia. Niektórzy uznali ją za propalestyńską, inni zaskoczeni byli papieskimi gestami. Warto na tę pielgrzymkę spojrzeć raz jeszcze, już bez wielkich emocji, ale z większym zastanowieniem.

Przeglądając główne media podsumowujące pielgrzymkę papieża Franciszka do Ziemi Świętej nie sposób uwolnić się od poczucia rozczarowania płytkością spojrzenia. Niektórzy uznali ją za „propalestyńską”, inni zaskoczeni byli papieskimi gestami. Warto na tę pielgrzymkę spojrzeć raz jeszcze, już bez wielkich emocji, ale z większym zastanowieniem.

Niektórzy wyrażali wątpliwość, czy ta pielgrzymka wywrze jakiś realny wpływ na konflikt bliskowschodni. Byli i tacy, którzy nie kryli rozczarowania, że trwała zbyt krótko. Tymczasem Ojciec Święty w ciągu tych niezwykle intensywnych dni przypomniał, że chrześcijaństwo jest przede wszystkim wydarzeniem historycznym, spotkaniem z Chrystusem, który umarł i zmartwychwstał, który żyje w swoim Kościele.

 

Rana podziału Kościoła

Wiele razy Ojciec Święty podkreślał, że jego pielgrzymka ma przede wszystkim wymiar religijny, a jej głównym motywem była 50. rocznica historycznego spotkania papieża Pawła VI z patriarchą Konstantynopola Atenagorasem. Chociaż papież Franciszek i patriarcha Bartłomiej spotkali się w ciągu tych dni kilkakrotnie sam na sam (Bartłomiej doskonale zna język włoski i w komunikacji nie był potrzebny tłumacz), to cały świat mógł ich zobaczyć objętych razem w bazylice Grobu Pańskiego. Traktowali siebie jak bracia, wspierali się wręcz fizycznie, wspólnie padli na kolana przy Skale Namaszczenia, gdzie złożono ciało Chrystusa zdjęte z krzyża, modlili się przy Grobie Pańskim. Z tego miejsca donośnie zabrzmiało wołanie o jedność i tęsknota za pełną komunią, za możliwością spotkania przy tym samym stole eucharystycznym. Obydwaj, nie negując znaczenia dialogu w prawdzie, podkreślili, że jest to przede wszystkim dar, o który trzeba się modlić i kwestia posłuszeństwa Duchowi Świętemu. Nie może więc dziwić optymizm najbliższego współpracownika papieża, sekretarza stanu kard. Pietro Parolina, który jest przekonany, że to poruszające spotkanie ekumeniczne może być znaczącym bodźcem dla dalszego dialogu, pozwoli na kroczenie drogą ku jedności z nowym entuzjazmem. To wspólne spotkanie pozwoliło też zrozumieć, jak wielką drogę obydwa Kościoły przebyły w ciągu minionego półwiecza, ale także spojrzeć z nadzieją na kolejne wydarzenia, w tym jesienną sesję plenarną Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem prawosławnym w Jerozolimie i przyszłoroczne wspólne obchody 1700. rocznicy Soboru Nicejskiego I.

 

Bolesne relacje

Trwające od samych początków Kościoła relacje katolicko-żydowskie obarczone są wielowiekowym brzemieniem nieporozumień, oskarżeń starych i nowszych. Cieszyłem się, widząc papieża spotykającego się z obydwoma Wielkimi Rabinami Jerozolimy, sefardyjskim i aszkenazyjskim. Nie brakowało w nim rodzinnej serdeczności, podobnie jak ma to miejsce podczas wielu spotkań w Watykanie, na które od wielu lat zapraszani są przedstawiciele środowisk żydowskich. Przy tej okazji Ojciec Święty zachęcił do refleksji nad znaczeniem duchowym więzi łączącej chrześcijan i wyznawców judaizmu. Podkreślił, że w przypadku katolików chodzi tu o docenienie w pełni sensu żydowskich korzeni swej wiary. Wyraził przekonanie, że wzajemna znajomość swojego dziedzictwa duchowego, docenienie tego, co nas łączy i poszanowanie tego, co nas dzieli mogą prowadzić nas do dalszego rozwoju naszych stosunków. Głębokie wrażenie wywarła na mnie milcząca modlitwa Ojca Świętego przy Murze Zachodnim – Ścianie Płaczu, a po niej braterski uścisk z rabinem Abrahamem Skórką i muzułmaninem Omarem Abboudem, dwoma niechrześcijanami, przyjaciółmi papieża z Argentyny. Wymowne były gesty Franciszka wobec swych izraelskich gospodarzy. Jako pierwszy w historii papież złożył 26 maja kwiaty pod pomnikiem twórcy syjonizmu, Teodora Herzla na wzgórzu noszącym jego imię, gdzie znajduje się narodowy cmentarz Izraela. Na prośbę premiera Benjamina Netanjahu niespodziewanie zatrzymał się na chwilę modlitwy przed pomnikiem ofiar zamachów terrorystycznych, dokonywanych przez Palestyńczyków zanim Izrael zaczął stawiać mur bezpieczeństwa. Potępił atak na muzeum żydowskie w Brukseli i wszelkie akty antysemityzmu. W Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem ucałował rękę każdego z sześciorga przedstawionych mu ocalałych z Zagłady. Ciekawa była też papieska medytacja. Nie było to przypomnienie bolesnej karty historii, oburzenia, ale żarliwa modlitwa i przeproszenie Pana Boga za grzech bałwochwalstwa, będący postawą tej straszliwej zbrodni. Ojciec Święty nie bał się mówić własnym głosem, znając zarówno siłę milczenia, jak i intensywnej modlitwy. Ani jednym słowem nie nawiązał do różnych głosów krytyki ze środowisk skrajnych.

 

 

Prawdziwe oblicze islamu

Nie brakowało w tej pielgrzymce wyciągniętej ręki ku wyznawcom islamu. Już pierwszy jej etap – Jordania – ukazał, jak wielkie możliwości daje otwartość, gościnność i autentyczne pragnienie przekroczenia dzielących barier. Tamtejszy władca, król Abdullah II, 41. potomek proroka Mahometa, miał odwagę nazwać Ojca Świętego sumieniem dla całego świata. Wyraził przekonanie, że ludzie dobrej woli: chrześcijanie i muzułmanie, mogą wnosić uleczenie i nadzieję w świat naznaczony konfliktami i nieufnością. Autentycznie zabrzmiało jego zapewnienie, że pragnie ukazać prawdziwego ducha islamu jako religii pokoju, dbając o miejsca święte chrześcijan i muzułmanów w Jordanii i Jerozolimie. Jakże piękny był obraz jordańskiego monarchy, kierującego wózkiem golfowym, którym wraz z królową Ranią jechali do miejsca chrztu Jezusa. Palestyński przywódca Mahmud Abbas trzymał Franciszka za rękę, prowadząc go do pałacu prezydenckiego, a także – choć jest muzułmaninem – wziął udział we Mszy św. odprawianej przez papieża w Betlejem. W Jerozolimie Ojciec Święty złożył wizytę wielkiemu muftiemu na świętym dla wyznawców islamu Wzgórzu Meczetów (biblijne wzgórze Moria). Najpierw zdjąwszy obuwie, wszedł do słynnego meczetu Kopuła na Skale, kryjącego miejsce niedoszłej ofiary Abrahama ze swego syna. Wysłuchał słów przedstawiających trudności i ból ofiar przemocy. Przypomniał, że muzułmanie, chrześcijanie i żydzi uznają w Abrahamie, choć każda z tych religii na inny sposób, swego ojca w wierze i wielki przykład do naśladowania, wychodzenia ze swego bezpieczeństwa ku nieznanemu, do którego prowadzi Pan Bóg. Zachęcił, by nie trwać w zamknięciu, szanować się i miłować jako bracia i siostry, rozumieć cierpienie innej osoby. Zaapelował, by nie wykorzystywać imienia Boga do usprawiedliwiania przemocy.

 

Nadzieja dla Bliskiego Wschodu

Podczas tej pielgrzymki Ojciec Święty wiele się modlił, tak bardzo, że jak sam później tłumaczył, nie dotarły do niego nawet informacje o wynikach wyborów do Parlamentu Europejskiego, czy innych sprawach tego świata. Ale modlitwa pozwoliła też papieżowi Franciszkowi dostrzec więcej: w prezydencie Izraela i prezydencie Autonomii Palestyńskiej ludzi pokoju, zdolnych do dokonania gestów przełomowych i proroczych. Stąd odwaga wyjścia z propozycją wspólnej modlitwy w intencji pokoju na Bliskim Wschodzie. Pokoju, będącego darem Ducha Świętego. Wiemy już, że będzie ona miała miejsce za kilka dni w Watykanie – jedynym terytorium do przyjęcia dla obydwu stron – właśnie w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, 8 czerwca. Ta modlitwa ma być wspierana przez cały Kościół. Ma też być wyrazem mocy serca, pozwalającej dostrzec w innym brata, nie tylko go tolerować, ale kochać i otworzyć nowy rozdział, nową perspektywę dla bolesnych dziejów konfliktu synów Abrahama. Wielokrotnie Ojciec Święty wzywał do kontynuowania drogi dialogu w rozwiązywaniu problemów Bliskiego Wschodu i podejmowania ciągle na nowo drogi dialogu, pojednania i pokoju. Dlatego ponowił apel Benedykta XVI, by wszyscy uznali, że państwo Izrael ma prawo do istnienia i cieszenia się pokojem i bezpieczeństwem w obrębie uznanych międzynarodowo granic oraz uznania prawa narodu palestyńskiego do suwerennej ojczyzny, do życia w godności i do swobodnego podróżowania. Ikoną tego pragnienia była milcząca papieska modlitwa przy izraelskim „murze bezpieczeństwa” w Betlejem, rozdzielającym nierzadko rodziny. Jakże wymowny był apel do młodych uchodźców, by nie walczyli z przemocą, odwołując się do przemocy, ale wyłącznie pokojem. „Nie zostawiajcie nas samymi, módlcie się wiele, aby nadszedł pokój” – te słowa Ojciec Święty wypowiedział już po powrocie do Rzymu. Skierował je nie tylko do obecnych pielgrzymów, ale tak naprawdę do całego Kościoła, także do Polaków. Liczy na nie i błaga nas, natarczywie patrząc nam prosto w oczy. Czy ten głos Piotra poruszy nasze serca?

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki