Logo Przewdonik Katolicki

Uwolnić chrześcijanki!

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Meriam, Asia, Mary trzy imiona, trzy wstrząsające historie kobiet, którym przychodzi złożyć próbę wiary w dzisiejszym tak bardzo nieprzyjaznym dla wyznawców Chrystusa świecie.

Meriam, Asia, Mary – trzy imiona, trzy wstrząsające historie kobiet, którym przychodzi złożyć próbę wiary w dzisiejszym tak bardzo nieprzyjaznym dla wyznawców Chrystusa świecie.

Dzieli je niemal wszystko: pochodzenie, status społeczny, odrębne biografie, a przede wszystkim tysiące kilometrów oddzielające od siebie azjatycki Pakistan, afrykański Sudan i północnoamerykański Kraj Klonowego Liścia. Łączy za to jedna fundamentalna rzecz: Chrystus, którego nie chcą się wyrzec ani za cenę uwięzienia, ani nawet za cenę utraty życia.

 

Męczennica za rodzinę

Historia 27-letniej Meriam Yehya Ibrahim jest tak okrutna i niesprawiedliwa, że wydaje się aż  nieprawdopodobna. A jednak zdarzyła się ledwie kilka miesięcy temu. Mieszkanka Sudanu –jednego z najbardziej sfanatyzowanych islamskich państw na świecie – została skazana na karę śmierci za przejście na chrześcijaństwo. W taki sposób islam każe odstępców od wiary. Tyle tylko, że  Meriam nigdy tak naprawdę nie była muzułmanką. Została bowiem wychowana przez matkę, chrześcijankę z Etiopii i nigdy nie wyznawała innej religii. Zgodnie jednak z islamskim prawem Meriam „odziedziczyła” religię po muzułmańskim ojcu, który opuścił rodzinę, kiedy dziewczynka miała sześć lat. Dla islamu pozostaje ona zatem formalnie apostatką. Druga „zbrodnia” Meriam polega na tym, że jako „muzułmanka” ośmieliła się poślubić chrześcijanina Daniela Wani – Sudańczyka z Południa, posiadającego amerykański paszport. A to oznacza, że w oczach fanatycznych islamistów owo małżeństwo jest nieważne, a sama Meriam popełniła „cudzołóstwo”. Za apostazję islamski sąd skazał ją więc na śmierć przez powieszenie. Zanim to jednak nastąpi, ma ona otrzymać karę chłosty – sto batów za rzeczone „cudzołóstwo”. Podczas procesu Meriam dostała jedną, jedyną szansę na uratowanie życia – sędzia zapytał ją: Chcesz wyrzec się chrześcijańskiej wiary? Chcesz wrócić do islamu? Kobieta odpowiedziała jednak: „Jestem chrześcijanką i nigdy nie popełniłam apostazji”.

Wszystko to brzmi jeszcze bardziej makabrycznie, jeśli uświadomimy sobie, że Meriam jest matką 20-miesięcznego synka, z którym przebywa w więzieniu, a ponadto w chwili uwięzienia znajdowała się w zaawansowanej  ciąży. Kilka dni temu zaś Meriam urodziła dziewczynkę – i jedynie ze względu na ciężkie warunki panujące w więzieniu pozwolono jej uczynić to w szpitalu.

Islamiści w swojej „łaskawości” postanowili także rozłożyć wyrok na raty: po urodzeniu dziecka wychłostać Meriam, a z jej powieszeniem poczekać do czasu, aż przestanie karmić swoje maleństwo. A to oznacza dwa, być może trzy lata, dodatkowego życia dla Meriam…

Sprawa stała się jednak w ostatnim czasie tak głośna i tak szkodliwa dla wizerunku Sudanu, że nawet islamskie władze tego państwa zawahały się, a  tamtejszy Sąd Najwyższy postanowił rozpocząć na nowo proces Meriam. W sprawie jej obrony  naciskają także organizacje praw człowieka i przedstawicielstwa zachodnich państw. W Polsce zbieraniem podpisów w obronie sudańskiej chrześcijanki zajmuje się  organizacja CitizenGo, która skierowała petycję do wysokiej komisarz ONZ ds. Praw Człowieka, Navi Pillay, aby ta podjęła stosowne działania w sprawie Meriam. „Wzywamy Panią Komisarz do natychmiastowego podjęcia wszelkich możliwych kroków i użycie wszystkich dostępnych społeczności międzynarodowej środków, zmierzających do uwolnienia Meriam Yehya Ibrahim, a także o działania na rzecz wolności religijnej w Sudanie i innych krajach” – brzmi fragment petycji. Do tej pory podpisało ją już ponad 200 tys. osób (z czego największą grupę, ok. 70 tys., stanowią Polacy). I może to uczynić każdy, komu leży na sercu los Meriam. Petycja jest dostępna na stronie www.citizengo.org/pl/7426-uwolnic-meriam.

 

Męczennica za wiarę

Sprawa Meriam przypomniała także o innej, równie dramatycznej historii, jaka od kilku lat rozgrywa się w Pakistanie. Mowa o przypadku Asii Bibi, 43-letniej pakistańskiej katoliczki i matki pięciorga dzieci, która została skazana w 2010 r., po trwającym 16 miesięcy procesie, na karę śmierci za rzekome bluźnierstwo przeciwko Mahometowi. Abstrahując na chwilę od absurdalności takiej kary i dziwacznych kategorii islamskiego prawodawstwa, trzeba przede wszystkim podkreślić, że pakistańskiej katoliczce nigdy nie udowodniono popełnienia tej „zbrodni”. Asia Bibi została uwięziona jedynie na podstawie oskarżenia sąsiadki, żony miejscowego imama. Ta jednak nie potrafiła przedstawić żadnych dowodów na potwierdzenie swoich zarzutów. Ot, słowo muzułmanki przeciwko słowu chrześcijanki... Ostatecznie Asia, pobita przez islamskich sąsiadów ze swojej wioski, trafiła do więzienia, co paradoksalnie uratowało ją przed linczem. Wkrótce jednak wszczęto przeciwko niej postępowanie, a następnie skazano na śmierć za wspomniane „bluźnierstwo”. Egzekucja została jednakże  odroczona do momentu  rozpatrzenia apelacji. Od tego czasu kobieta przebywa w celi śmierci. Ona również otrzymała ofertę przejście na islam w zamian za ocalenie życia, ale zdecydowanie odmówiła.

Cały pobyt Asii Bibi w więzieniu to jedna wielka gehenna. Najpierw przez 27 miesięcy przetrzymywana była w izolacji, w mikroskopijnej celi bez okien, wody, ubikacji i wentylacji, bez dostępu do światła dziennego i możliwości spacerów. Potem przewieziono ją do „normalnego” więzienia dla kobiet. Skończyły się tortury fizyczne, zaczęły jednak tortury psychiczne. Asia żyje cały czas z wyrokiem śmierci nad głową, oczekując na apelację, a tej jak nie było, tak nie ma. Powód jest prosty. Sędziowie boją się rozpatrywać odwołanie od wyroku z obawy przed zemstą islamistów. A ci rzeczywiście nie żartują – do tej pory zamordowali dwóch pakistańskich polityków, którzy usiłowali ratować życie skazanej chrześcijanki: gubernatora prowincji Pendżab Salmana Taseera oraz ministra ds. mniejszości Shahbaza Bhatti.  Kilka dni temu Sąd Najwyższy w Lahaurze po raz kolejny nie rozpatrzył więc odwołania Asii Bibi – posiedzenie odwołano bez podania jakiejkolwiek przyczyny, nie wyznaczono także kolejnej daty rozprawy.

Kontakt z Asią jest nadal utrudniony. Od czasu do czasu dochodzą jednak listy od pakistańskiej katoliczki, w których daje ona świadectwo swojej głębokiej wiary. W tegorocznym  bożonarodzeniowym liście do papieża napisała: „Nie wiem, jak długo to wytrzymam. Żyję jedynie dzięki mocy waszych modlitw. (...) W tym momencie chcę się zawierzyć miłosierdziu Boga, który może wszystko. Tylko On może mnie uwolnić”.

 

Męczennica sumienia

Nie trzeba jednak wcale mieszkać w krajach islamskich, i podlegać okrutnemu prawu szariatu, aby doświadczać prześladowań za Chrystusa. Dowód? Przypadek kanadyjskiej obrończyni życia poczętego 38-letniej Mary Wagner, która od sierpnia 2012 r. przebywa w więzieniu. Jej „zbrodnia” polega z kolei na tym, że od kilku lat stawała przed klinikami aborcyjnymi, modliła się tam na różańcu i wręczała białe róże kobietom, które zamierzały usunąć ciążę. I czasami udawało jej się odwieść je od zabicia swoich nienarodzonych dzieci. Ta skuteczność nie podobała się oczywiście wpływowemu lobby aborcyjnemu. Mary Wagner była parokrotnie prewencyjnie aresztowana, aż w końcu trafiła za kartki na dłużej. „Cywilizowany” sąd z zachodniego chrześcijańskiego kręgu kulturowego i prawnego

 zarzucił jej, że narażała kobiety chcące dokonać aborcji (która jest w Kanadzie legalna) „na dodatkowy stres” oraz „narzucała wiarę innym”. Sędzia postawił ją przed wyborem: może wyjść z więzienia za kaucją, ale tylko pod warunkiem, że przez najbliższych kilka lat nie zbliży się do żadnej kliniki aborcyjnej. Odmówiła.

Sama Mary tak tłumaczy powody swoje odważnej działalności: „Wizyta w Polsce zaprowadziła mnie również do Oświęcimia. (…) To, co tam zobaczyłam, wstrząsnęło mną do głębi. Czytając w księdze gości wezwania: „Niech ta zbrodnia już nigdy się nie powtórzy”, uświadomiłam sobie, że „TO” dzieje się ponownie, na naszych oczach tylko w innym przybraniu. „TO” dzieje się obecnie w Kanadzie i na świecie”...

 

Paradoksalnie, historia Mary Wagner wzbudza o wiele większe zainteresowanie w Polsce i w Europie niż w jej rodzimej Kanadzie, W obronę Mary zaangażowała się m.in. wspomniana już organizacja CitizenGO, która w liście do premiera Kanady Stephena Harpera apeluje o jej  uwolnienie (petycję można podpisywać pod aresem: www.citizengo.org/pl/7012-wolnosc-dla-mary-wagner). Jeden z jego sygnatariuszy Marek Jurek podczas pikiety solidarności z dzielną aktywistką pro-life przed ambasadą  Kanady w Polsce stwierdził, że powinna być ona „traktowana tak jak doktor Martin Luter King, jako wielka bojowniczka przeciwko najgorszej ideologii, dyskryminacji, jaką jest aborcjonizm”, dodając także: „Mary Wagner jest więźniarką sumienia, co gorsza nie tylko za swe przekonania moralne, ale po prostu za pokojową obronę życia najsłabszych i za modlitwę w ich intencji. Milczenie wobec takiej niesprawiedliwości byłoby kpiną z samej zasady praw człowieka”. 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki