Logo Przewdonik Katolicki

Kraków świętuje!

Justyna Sowa
Fot.

Mnóstwo osób przeżyło czas kanonizacji w Rzymie. Nie wszyscy jednak mogli tam być. U nas, w Polsce, także można było poczuć bliskość Ojca Świętego. I to nie tylko w Łagiewnikach.

Mnóstwo osób przeżyło czas kanonizacji w Rzymie. Nie wszyscy jednak mogli tam być. U nas, w Polsce, także można było poczuć bliskość Ojca Świętego. I to  nie tylko w Łagiewnikach.

Kraków przygotował się na tę wyjątkową chwilę od dawna. Mieszkańcy, i nie tylko oni, mieli wiele okazji i możliwości, by świętować to wyjątkowe wydarzenie. Dzień przed kanonizacją, późnym wieczorem pod oknem papieskim zgromadził się tłum ludzi, którzy znów mogli zobaczyć papieża Polaka w słynnym oknie. Wszystko dzięki tzw. mappingowi 3D, nowej technologii wykorzystywanej już podczas widowisk plenerowych w Krakowie. Po raz pierwszy jednak za tło projekcji posłużył pałac arcybiskupów na Franciszkańskiej 3, dzięki czemu Jan Paweł II znów pojawił się między wiernymi. Na wpatrzonych w górę twarzach widać było wzruszenie, niektórzy sięgali po chusteczki, by otrzeć łzy. Wspomnienia wróciły…

 

Wspaniała muzyka i jedność

W tym samym czasie na łagiewnickich błoniach trwał wyjątkowy koncert na cześć Jana Pawła II pt. „Kolory Miłosierdzia”. Wystąpiło wielu wybitnych artystów, a większość transmitowała telewizja. Rozpoczął się o godz. 20.00 wezwaniem do wspólnej modlitwy wszystkich zgromadzonych. – Prosiliśmy Ducha Świętego, żeby działał w nas w tym czasie, żeby działał w tych, którzy będą oglądali transmisję. Kapłan, który tę modlitwę poprowadził, podkreślił zarazem, że jest to koncert na chwałę Boga, którego chcemy uwielbiać. To było wspaniałe – opowiada Patrycja, uczestniczka wydarzenia. – Jan Paweł II to w pewnym sensie całe moje życie. Kiedy się urodziłam, on był, kiedy dorastałam był, kiedy przyjechałam na studia do Krakowa był. Nie znam Kościoła bez niego. W tych dniach na nowo uświadamiam sobie, jak wielkim darem jest jego osoba dla nas wszystkich. Nieraz też, będąc już w Krakowie, rozmyślałam nad tym, że gdybym urodziła się kilkadziesiąt lat wcześniej to pewnie on byłby moim duszpasterzem akademickim – mówi Patrycja. – To, co na tym koncercie ujęło mnie najbardziej to, oprócz pięknej muzyki, ogromna radość zebranych, wzniesione ręce, wspólny śpiew i atmosfera. Bo panowała tam Boża radość pełna pokoju. Wróciłam do domu przepełniona tą właśnie radością – mówi rozmówczyni.

Na koncercie „Kolory Miłosierdzia” zgromadzonych było mnóstwo osób – młodych, starszych, a nawet maleńkich dzieci, które trzymane przez rodziców z zainteresowaniem obserwowały co dzieje się wokół. – Artystyczne i muzyczne aranżacje były wspaniałe i naprawdę wzruszające – wspomina inna Patrycja. – Na przykład Alicja Majewska zaśpiewała pięknie! Ja rzadko chodzę na koncerty plenerowe, ale ten bardzo mi się podobał. Miałam też poczucie wspaniałej jedności i wspólnoty, może dlatego, że byłam tam z przyjaciółmi – opowiada. Obie Patrycje podkreślają jednak, że miały wrażenie, iż tak mocny akcent położony był na papieża Polaka, że Pan Bóg przy tym wszystkim odszedł na drugi plan. – A przecież papież nie był taki sam od siebie, ale działał z błogosławieństwem i z namaszczenia Boga. Nie mamy się nim zachwycać, ale słuchać tego, co mówił i naśladować. On na pewno tego by chciał – tłumaczy jedna z rozmówczyń. I trudno się z tym nie zgodzić.

 

Razem przed Bogiem

Dzień kanonizacji w Łagiewnikach, gdzie zgromadziły się dziesiątki tysięcy wiernych nie tylko z Polski, również był wyjątkowy i pełen emocji. – Kiedy nastąpił moment ogłoszenia papieży świętymi i zaczęliśmy wszyscy bić brawo, odwróciłam się i zobaczyłam rzesze uradowanych bądź wzruszonych ludzi. To był Kościół w jedności. Właśnie w takich chwilach to czuję. Że jesteśmy wszyscy razem, przed Bogiem – opowiada jedna z uczestniczek. – Najmocniej doświadczyłam tego podczas modlitwy powszechnej w różnych językach. To jest niesamowite, że nie musisz rozumieć, co się mówi, ale  trwasz na modlitwie razem ze wszystkimi przed Bogiem, który rozumie każdy język – dodaje wzruszona.

Rozmówczyni podkreśla także, że ta uroczystość miała dla niej szczególne znaczenie także dlatego, że pierwszy raz uczestniczyła w ważnym dla Kościoła wydarzeniu wraz ze swoją wspólnotą, co owo poczucie jedności jeszcze potęgowało.

 

Mamy opiekunów

Wielu z wracających uczestników mówiło także o pogodzie. Prognozy bowiem zapowiadały deszcz, a tu ani na koncercie, ani na kanonizacji ani kropli. – Dzięki temu mogliśmy jeszcze lepiej skupić się na przeżywaniu tego, co się dzieje, a nie na tym, że tu coś kapie, a tam przeszkadza parasol. – Ja natomiast uczestniczyłem w kanonizacji wraz z rodziną – mówi Staszek. – I mimo że przecież Jana Pawła II od dawna uważamy za świętego, to dziś podczas tej uroczystości mocno dotarło do mnie, że już oficjalnie mamy wspaniałych, wielkich opiekunów w niebie, orędowników, za wstawiennictwem których możemy prosić Boga o potrzebne łaski – tłumaczy. – Kiedy dowiedzieliśmy się, że Jan Paweł II będzie patronem rodziny, bardzo się ucieszyłam. Ja już od jakiegoś czasu przez jego wstawiennictwo proszę za moją przyszłą rodzinę. Teraz będę to robić jeszcze mocniej i świadomiej – dodaje Patrycja.

 

Z tego by się cieszył

W tych dniach w Krakowie odbyło się wiele uroczystości towarzyszących kanonizacji wielkich papieży. Zawsze gromadziły one mnóstwo osób w różnym wieku, które pamiętają Jana Pawła II, albo które mówią o nim swoim dzieciom i wnukom. Wszyscy szczęśliwi i uśmiechnięci. Niech więc ta radość zostanie przekuta w czyn. Żyjmy tym, czym on żył. Z tego zapewne cieszyłby się najbardziej.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki