Logo Przewdonik Katolicki

Panna z dzieckiem... w kieszeni

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Czy to możliwe, żeby 15-latka zebrała wokół idei pro life 15 tys. osób? Tak. Aż strach pomyśleć, co z niej wyrośnie… drżą feministki.

Czy to możliwe, żeby 15-latka zebrała wokół idei pro life 15 tys. osób? Tak. „Aż strach pomyśleć, co z niej wyrośnie…” – drżą feministki.

Zwykła dziewczyna

Ewa Rejman mieszka we Wrocławiu. Od dziecka. Razem z rodzicami i 4-letnią siostrą Madzią. Marzy o wspaniałym mężu i czwórce-piątce dzieci, mimo że dopiero ukończyła gimnazjum sióstr urszulanek i zastanawia się nad wyborem liceum. Zdecyduje na pewno nieprzypadkowo, bo już dobrze wie, co chciałaby robić w przyszłości. Będzie dziennikarką albo psychologiem. Cudownie. Bo potrzebujemy katolickich dziennikarzy, którzy piórem będą bronić życia, i katolickich psychologów, którzy nie zrobią ludziom bałaganu w głowie.

Nadawałaby się, bo ma dar zjednywania sobie ludzi. Naturalny, niewyćwiczony na szkoleniach marketingowych. Jest przebojowa w najlepszym rozumieniu tego słowa i nie potrzebuje zbyt głębokich dekoltów i czerwonych paznokci, żeby to udowodnić. Nosi spódniczki, dwa kolczyki, kucyk, ciągle się uśmiecha. I pociąga za sobą kolejnych wspaniałych ludzi.

Błogosławiona „Gazeta Wyborcza”

Inicjatywa, której twarzą jest Ewa, rozpoczęła się 14 października 2011 r. Wtedy nastolatka przeczytała w gazecie Adama Michnika kolejny artykuł o tym, że za życiem są tylko stare mohery. Zbuntowała się i spontanicznie założyła na Facebooku profil „Młodzi pro life – Young pro life”. Z przekory, żeby pokazać, że jest inaczej. Pierwszą wiadomością, jaką opublikowała, był link do „Ballady o nienarodzonym dziecku”: Ty byłaś piękną dziewczyną, a on był pięknym chłopakiem. Ja niepotrzebną kruszyną, rzuconym w złe gniazdo ptakiem. Ty miałaś włosy z obrączek, jego trzymałaś za ręce. Moich nie chciałaś rączek, nie trzeba ci było więcej. Dziś miałabym 16 lat. Tyle co ty wtedy, mamo.

Lawina ruszyła. Wiadomość o „Młodych pro life” rozeszła się bardzo szybko. Obecnie profil ma ponad 15 tys. fanów – więcej niż Wanda Nowicka i Robert Biedroń razem wzięci. Nowych ciągle przybywa, mimo że Ewa nie publikuje żadnych fajerwerków. Jest prawda. O aborcji. Są polecone strony internetowe, recenzje dobrych filmów, piękne zdjęcia uśmiechniętych bobasów, prośby o modlitwę i świadectwa, które na e-mailową skrzynkę Ewy zaczęły przysyłać różne kobiety. Te, które do końca życia będą dźwigać ciężar dokonanej aborcji i chcą przestrzec przed tym krokiem innych. I takie, które zdecydowały się urodzić, mimo że „nie miały warunków”, a teraz są najszczęśliwszymi na świecie mamami.

Pierwszy raz w realu

Przekonana o tym, że publikowanie w internecie to jedno, a realny świat – drugie, pomysłodawczyni „Młodych pro life” zorganizowała pierwsze spotkanie na żywo. Odbyło się 23 czerwca w salce przy parafii Matki Bożej Królowej Pokoju we Wrocławiu. Przyszło ponad 20 osób, inni przyjechali. Nawet z Krakowa.

„Jestem Mateusz i mam 18 lat. Nie jest może ze mnie jakiś superdziałacz pro-life, ale jestem za życiem w każdej postaci”.

„Na imię mi Asia i jestem tu najmłodsza. Mam 13 lat i przyszłam, bo chcę coś robić”.

„Ja mam na imię Mariusz i mam 23 lata. Studiuję. O tym spotkaniu dowiedziałem się przypadkiem”.

„Debora, 13 lat, jestem starsza od Asi o 12 dni. Przyszłam z ciekawości. Przyglądam się różnym ruchom i zastanawiam się, do którego należeć tak na sto procent”.

„Beata, 22 lata. Reprezentuję Civitas Christiana i Kobiety dla Narodu”.

„Wojtek, 23 lata, studiuję prawo. Koordynuję działania Fundacji Pro – Prawo do Życia w Wrocławiu”.

„A ja jestem Ewa i cieszę się, że mam okazję poznać was w realu. Dostaję sporo e-maili z pytaniem: <<Co ja mogę zrobić dla obrony życia?>>. Dlatego będę wam dzisiaj mówić o metodach działania ruchu pro life na świecie. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie”.

Jaś w kieszeni

Prawie dwugodzinne spotkanie było lekcją biologii i… człowieczeństwa. – Kobieta jest matką w momencie poczęcia dziecka i na zawsze nią pozostaje – przekonywała Ewa młodszych i starszych od siebie. – Nauczyłam się, że zawsze jest nadzieja. To, że ktoś odrzuca naszą modlitwę i pomoc, nie oznacza, że nigdy się nie nawróci. Najważniejsze to dawać świadectwo. Na przykład ja noszę w kieszeni dziecko – i pokazała popularnego Jasia, model dzieciątka rozwijającego się w łonie matki. – Wiedzieliście, że w każdej klasie średnio 40 proc. uczniów popiera aborcję, ale kiedy pokaże im się Jasia, liczba ta spada do 10 procent? Niezwykłe, prawda?

Spotkanie zakończyło się konkretami. – Jeszcze w czasie wakacji planujemy zaangażować się w zbieranie podpisów pod akcją „Jeden z nas” – podsumowuje Ewa. – Dziewięć osób zobowiązało się pójść do swoich księży w parafii i poprosić o zgodę na zbiórkę podpisów po Mszach św. Mam nadzieję, że ruszymy ze stroną internetową. Planujemy też zorganizować jeden pokaz filmu pro life, prawdopodobnie będzie to Eugenika. W imię postępu Grzegorza Brauna. Od września może uda nam się poprowadzić prelekcje na temat obrony życia w kilku szkołach. Chcemy też pomóc siostrom boromeuszkom z Wrocławia w sprzątaniu okna życia oraz zbierać artykuły do Banku Niemowlaka. Inicjatywa ta polega na organizowaniu wyprawek dla noworodków. Zastanawiam się też nad założeniem e-maila zaufania. Są telefony zaufania, ale jeśli ktoś ma problem, trudniej się przełamać i zadzwonić. Z e-mailem jest prościej – można założyć fikcyjne konto i nie obawiać się, że ktoś pozna nasze dane. Myślę, że mogłoby to pomóc niejednej osobie.

Co na to feministki

Ale nie zawsze jest kolorowo i nie wszystko idzie z górki. Pewnego razu nastolatka zamieściła na swoim profilu zdjęcie pokazujące, na czym polega aborcja. Administrator Facebooka poinformował ją, że złamała regulamin. Natomiast w marcu sterta niewybrednych komentarzy na jej temat zalała stronę „Prawo wyboru jest dobrem osobistym”. Ewa dowiedziała się, że swoim postępowaniem tworzy taliban (?), tyranię i totalitaryzm. Że jest biedną dziewczyną, która może z wiekiem się opamięta, kolejną małolatą z wypranym mózgiem po lekcjach religii, oazową dziewuszką. Jedna ze zwolenniczek aborcji przewidziała nawet jej przyszłość: „Spokojnie Drogie Panie, panienka za niedługo spotka swoją wielką miłość, metoda kalendarzykowa zawiedzie, facet pójdzie z inną w tango i już nie będzie taka pro life. Jeszcze miniemy się w Pałacu Kultury na Kongresie Kobiet. Będzie trzymała sztandar z napisem: moja macica to nie PAŃSTWA sprawa. Swoją drogą szkoda, że nie można usuwać 15-letnich płodów... (ach, żarcik oczywiście)”.

Nie skarżę się. Robię swoje

– Wbrew pozorom takie negatywne komentarze to rzadkość. Sprowadzają się zazwyczaj do złośliwych opinii, nie ma dyskusji o faktach. Po prostu ktoś nie lubi chrześcijan z założenia, więc robi takie rzeczy. Za to koledzy ze szkoły bardzo mnie wspierają, pomagają mi tworzyć plakaty. Rodzice powiedzieli mi, że mogę się angażować, ale nie wolno mi zaniedbać szkoły. Mam średnią 4,6, więc dobrze. Tato dodał, że nie chciałby widzieć, że się zamartwiam, smucę, przejmuję głupimi komentarzami. Więc robię swoje i się nie skarżę – ucina.

I to najbardziej kłuje w oczy ludzi, którzy stoją po drugiej stronie i popierają tzw. prawo wyboru.

Podsumowuje internauta Michał: „Masz tylko 15 lat, a robisz kawał dobrej roboty na takim poziomie, że wygląda, jakby zajmował się tym ktoś dużo starszy. Aż strach pomyśleć, co z ciebie wyrośnie – powiedziałaby niejedna feministka”.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki