Logo Przewdonik Katolicki

Aby Kościół nie był światowy

Krzysztof Bronk
Fot.

Franciszek bulwersuje mocnymi słowami. Widać, że chce wstrząsnąć Kościołem, by wyrzekł się ducha tego świata i w pełni przylgnął do krzyża.

Franciszek bulwersuje mocnymi słowami. Widać, że chce wstrząsnąć Kościołem, by wyrzekł się „ducha tego świata” i w pełni przylgnął do krzyża.

Przy różnych okolicznościach i coraz usilniej Franciszek przypomina wierzącym o ich odpowiedzialności za świat, a zwłaszcza za różne sfery ludzkiej nędzy. „Wy dajcie im jeść” - mówił w Boże Ciało Franciszek, cytując słowa Jezusa do uczniów stojących wobec głodnego tłumu. Zachęcał Kościół do odwagi w dawaniu, uświadamiał nam, że mamy czym się dzielić, że nie idziemy do ludzi z pustymi rękoma, nawet w sytuacjach najbardziej beznadziejnych. Pod warunkiem oczywiście, że mamy wiarę i to w bardzo konkretnej postaci. A mianowicie, wiarę w Opatrzność. Do tego niezbędne jest nawrócenie ku Opatrzności, aby umieć się dzielić tą odrobiną, którą jesteśmy i posiadamy – mówił Franciszek.

Dzieci z onkologii

Z taką wiarą w Opatrzność papież sam zszedł na samo dno ludzkiego cierpienia. 31 maja spotkał się z dziećmi, pacjentami oddziału onkologii Kliniki Gemelli. Zbiegiem okoliczności kilka dni później w Marsylii odbywał się kolejny etap Dziedzińca Pogan, czyli nowego dialogu Kościoła z niewierzącymi, pod patronatem Watykanu. Tym razem w centrum uwagi znalazł się Albert Camus i jego Dżuma. A zatem bezradność i bunt człowieka wobec umierającego dziecka. Na spotkanie z papieżem przybyło 22 małych pacjentów. Z każdym się przywitał i chwilę porozmawiał. Razem z nimi również się pomodlił i zapewnił, że Jezus jest blisko nich. To wszystko. Zwyczajne dzielenie się tym, co się ma: uśmiechem, słowem, modlitwą, wiarą. W ufności i prostocie.

Konkret krzyża

Spotkaniami takimi jak te Franciszek przypomina o istnieniu krzyża, i to w bardzo konkretnej postaci. Papież lubi konkret. Stąd jego wizyty w poprawczaku, przytułku dla ubogich, czy jak teraz – wśród chorych dzieci. Wierzących zaś upomina, że konkretu nie widzą, że nie patrzą cierpieniu bliźniego prosto w oczy, przechodzą obojętnie wobec żebraka umierającego pod naszym domem. Mówił o tym na porannej Mszy św. w ubiegły wtorek. Cierpiący muszą się dostać do mego serca, ich obecność musi mnie niepokoić i skłaniać do modlitwy sercem: „Panie spójrz, on płacze, cierpi...” – mówił Franciszek, nawiązując też zapewne do własnych zmagań przed Bogiem. Nie ma praktycznie tygodnia, żeby papież nie przestrzegał nas przed rezygnacją z krzyża. Mówił o tym już na pierwszej homilii w Kaplicy Sykstyńskiej, tuż po wyborze. 29 maja na porannej Eucharystii znowu przypomniał, że Kościołowi grozi pokusa chrześcijaństwa łatwego, bez krzyża, zadowolonego z siebie, triumfalistycznego, ustawionego. Zwodzi nas do tego mentalność światowa, pragnienie sukcesu i dobrobytu bez wysiłku. „Jeśli chrześcijanin nie ma w życiu trudności i wszystko idzie mu jak z płatka, znaczy to, że coś jest nie w porządku. Można pomyśleć, że ów człowiek jest za bardzo zaprzyjaźniony z duchem tego świata” – przestrzegał Franciszek dzień wcześniej na porannej Mszy św. „Prośmy Pana – mówił z kolei 1 czerwca – abyśmy nie wstydzili się żyć zgorszeniem krzyża i mieli mądrość niewpadania w pułapkę ducha tego świata, który owszem składa nam propozycje ułożone, grzeczne i dobre, ale stoi za nimi zaprzeczenie faktu, że Słowo przyszło w ciele”.

Kościół zbyt światowy

Słuchając papieskich wystąpień, można niekiedy odnieść wrażenie, że tej światowości jest w Kościele wcale niemało. Franciszek nie szczędzi twardych słów. Przykładem sposób, w jaki zganił ostatnio papieskich dyplomatów. „Karierowiczostwo to trąd. Naprawdę trąd. Bardzo proszę, żadnego karierowiczostwa” – mówił w ubiegły czwartek do księży, którzy przygotowują się do pracy w watykańskiej dyplomacji. Przestrzegł ich, że nuncjusz czy sekretarz nuncjatury, jeśli dają się wciągnąć w ducha światowego, a w dyplomacji jest to – jak zaznaczył – łatwe, robią się śmieszni i rzeczywiście staja się pośmiewiskiem. „Albo będziecie święci, albo wrócicie do diecezji na proboszczów, ale nie bądźcie śmieszni w dyplomacji” – ostrzegał papież swych przyszłych dyplomatów.  Takich ostrych słów przeciwko mentalności światowej w Kościele było w ostatnich tygodniach dużo więcej. Widać, że papież chce wstrząsnąć niektórymi środowiskami kościelnymi. Choć często napomina biskupów i kapłanów, i te słowa najczęściej trafiają do tytułów prasowych, to jednak jego krytyka dotyczy wszystkich. 6 czerwca zwrócił uwagę na bałwochwalstwo ludzi wierzących. „Nie wystarczy powiedzieć: wierzę w jedynego Boga, trzeba jeszcze według tego żyć, faktycznie nie mieć innych bogów” – mówił papież. Przyznał przy tym, że  nie jest to łatwe, bo do idolatrii, czyli najkrócej mówiąc absolutyzacji różnych rzeczy w naszym życiu, skłania nas właśnie duch tego świata. „Dlatego Jezus był w tej kwestii bardzo jasny – kontynuował Franciszek. – Duchowi tego świata trzeba powiedzieć: nie. I w czasie Ostatniej Wieczerzy prosił Ojca, by nas chronił przed duchem tego świta, bo wiedzie on do bałwochwalstwa”. Papież postawił tę sprawę bardzo jasno. Trzeba wybierać między światem i Bogiem. „Przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem” – mówił Franciszek, cytując List św. Jakuba.     Jak konkretnie może wyglądać to zniewolenie duchem świata Franciszek mówił na innej Mszy św., 27 maja. Tytułem przykładu wspomniał o kulturze dobrobytu, która czyni z nas leni i egoistów. „O nie, nie chcemy więcej niż jednego dziecka – mówił Ojciec Święty – bo to by oznaczało, że nie możemy wyjechać na wakacje, udać się tu czy tam, kupić sobie domu. Dobrobyt rzuca na kolana, odziera z odwagi, by trwać blisko Pana i iść za nim” – powiedział Franciszek. Z kolei 3 czerwca Ojciec Święty mówił na głos o szkodzie, jaką wyrządzają Kościołowi ludzie zepsuci. Przypomina, że Apokalipsa nazywa ich wręcz Antychrystem.    Te słowa mogą bulwersować, a niekiedy wydają się wręcz niesprawiedliwe. Papież jednak nie łagodzi języka. Widać, że chce nami wstrząsnąć, pragnie, by chrześcijanie wyzbyli się postaw światowych. Lojalnie jednak ostrzega, że dokonując takiego wyboru narazimy się światu. Bo duch tego świata nie znosi chrześcijaństwa głębokiego i stąd przychodzą prześladowania – ostrzegał Franciszek 28 maja.

Kościół męczenników

Jego ostrzeżenia to bynajmniej nie teoria. W ostatnich dniach Watykan dwukrotnie przypomniał na arenie międzynarodowej o współczesnych prześladowaniach chrześcijan i to na ogromną skalę. Według wiarygodnych badań, co roku 100 tys. uczniów Chrystusa oddaje życie za wiarę – mówił w oenzetowskiej Radzie Praw Człowieka przedstawiciel Watykanu. Kilka dni wcześniej, tym razem na forum OBWE, przyznano, że akty nietolerancji i dyskryminacji względem chrześcijan bynajmniej nie słabną, lecz stale się nasilają. O współczesnych męczenników upomniał się też sam papież, kiedy 5 czerwca spotkał się z uczestnikami katolickiego spotkania w sprawie Syrii. Brali w nim udział przedstawiciele kościelnych instytucji, które niosą pomoc mieszkańcom tego kraju. Do Watykanu przybyli na wezwanie Franciszka. Jednak aby żyć jak męczennik, niekoniecznie trzeba ryzykować życiem. Wystarczy zaprzeć się siebie. Franciszek ukazał to na przykładzie bł. Jana XXIII. 3 czerwca minęła 50. rocznica jego śmierci. Ojciec Święty przypomniał, że jego poprzednik dał się poznać światu jako Dobry Papież. To jest najbardziej oczywisty rys jego osobowości, podziwiany przez wszystkich. Sprawy mniej oczywiste poznajemy z jego zapisków. Pokazują nam one, że dobroć papieża była owocem długiego procesu pracy nad sobą, oczyszczenia i samozaparcia. Nie przypadkiem jego zawołaniem biskupim były słowa: posłuszeństwo i pokój, bo to właśnie posłuszeństwo wiodło go do pokoju. Franciszek zauważył, że bł. Jan XXIII to posłuszeństwo rozumiał bardzo konkretnie, jako poddanie się woli przełożonych. W tym sensie jest on wzorem dla współczesnego Kościoła – mówił Franciszek. Refleksja papieża nad jego błogosławionym poprzednikiem prowadzi do dość zaskakujących wniosków. Okazuje się bowiem, że papież, który chciał otworzyć Kościół na świat, sam stał się zaprzeczeniem światowości i ducha tego świata. To są właśnie paradoksy świętości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki