Logo Przewdonik Katolicki

Ewangelizacja według Franciszka

Krzysztof Bronk
Fot.

To jasne, mamy papieża ewangelizatora. Ktoś powiedział ostatnio, że Paweł stał się Piotrem. I ma rację.

W ubiegłym tygodniu mogłem wraz z żoną uczestniczyć w papieskiej Mszy w Domu św. Marty. W homilii Ojciec Święty po raz kolejny mówił o karierowiczostwie i nadużyciach władzy w Kościele. Do tego skłaniała zresztą Ewangelia. Pan Jezus zapowiada w niej swą mękę i śmierć, a uczniowie spierają się, kto z nich jest najważniejszy. Dziękować Bogu, że nie jestem biskupem, monsiniorem czy przynajmniej kierownikiem redakcji. Ostre słowa papieża o karierowiczostwie w Kościele mnie nie dotyczą. Jestem czysty, bez zarzutu. Ale tylko pozornie. Pada pierwsze, drugie pytanie. Zaczyna się rachunek sumienia. Kolejne słowo drąży serce. Papież pomaga nam uznać własną słabość i otworzyć się na łaskę, by żyć po nowemu, jak uczył Jezus. W uniżeniu i radości. Tak, radości. Spotkanie z ewangelizatorem, poddanie się jego ewangelizacji daje radość ze spotkania z Chrystusem.

Prosta strategia

Tak ewangelizuje Franciszek. Nie ukrywa zresztą swojej metody ewangelizacji. Na spotkaniu z ruchami sprowadził ją do trzech punktów: Jezus, modlitwa, świadectwo.

Jezus jest najważniejszy – mówił Franciszek. Jeśli na pierwszym miejscu stawiamy organizację czy jakieś inne rzeczy, nawet piękne, z ewangelizacji nic nie wyjdzie. To Jezus musi być naszym liderem. Z Nim musimy przygotowywać ewangelizację, gotowi na Jego niespodzianki. On musi nas prowadzić, po swojemu. Stąd potrzeba spotkania z Nim na modlitwie. I to bynajmniej nie wyszukanej. Dla Franciszka to przede wszystkim codzienny Różaniec i adoracja, na której – jak zdradził – czasami przysypia. Modlitwa jest ważna również dlatego, że przygotowuje serca tych, których spotkamy. I w końcu świadectwo, jasny przykład konsekwentnego życia. Tylko święci są siłą napędową Kościoła – mówił następca św. Piotra.

Słowo do biskupów

Papież prowadzi taką ewangelizację nie tylko na porannych Mszach św., ale przy wszystkich nadarzających się okazjach. I zawsze tak samo. Surowo, ale nie po to, by upokorzyć, lecz otworzyć nową drogę. Tak było na przykład podczas spotkania z włoskimi biskupami. Z okazji Roku Wiary postanowili oni odnowić wyznanie wiary w bazylice watykańskiej, przy grobie św. Piotra. Franciszek przyłączył się do ich inicjatywy. Przyjął ich bardzo serdecznie, po bratersku, ale już na samym wstępie spotkania, na powitanie, powiedział o rzeczy dla nich nieprzyjemnej, a mianowicie o konieczności zredukowania liczby diecezji we Włoszech. Potem w homilii – bo spotkanie miało postać liturgii słowa – papież zrobił biskupom rachunek sumienia z miłości do Boga i wezwał ich do czuwania nad sobą. „Dobrze wiemy, że brak czujności czyni pasterza letnim, roztargnionym, niedbałym, a nawet nieuporządkowanym. Zwodzi go czar pieniędzy, perspektywa kariery, kompromisy z duchem świata. Ogarnia go lenistwo i staje się funkcjonariuszem, duchownym z urzędu. Grozi mu, że jak Piotr, zaprze się Pana” – powiedział papież, przyznając, że to gorzkie słowa. Podobnie jak odpytywanie Piotra z miłości, „Czy Mnie miłujesz?”, tuż po zaparciu. Franciszek jednak zaznaczył, że te pouczenia nie mają prowadzić ku upokorzeniu czy frustracji. Jezus traktuje nas z czułością Ojca. Pomaga podnieść się z zawstydzenia, przywraca zaufanie, ponownie powierza misję.

Z myślą o ubogich

Franciszek nie ogranicza się do spraw czysto duchowych. Jak wiadomo, w sercu jego pontyfikatu znajdują się ubodzy. Włoskim biskupom zdradził nawet prywatnie, że to właśnie ubóstwo będzie tematem jego drugiej encykliki Beati pauperes (pierwsza, jak już zapowiedziano, będzie o wierze i będzie się opierała na tekście po części przygotowanym wcześniej przez Benedykta XVI).

Dla ubogich papież nie ma jedynie taniego współczucia. Rzeczywiście, chce zmienić ich położenie. Dlatego do większej troski o ubogich wezwał w ostatnich dniach Kościół. Mówił o tym 16 maja, kiedy spotkał się z prezydium Caritas Internationalis. Papież przypomniał, że do istoty Kościoła należy macierzyństwo. Kościół jest matką, ma być czuły jak matka. Tę czułość trzeba przywrócić, bo trochę ją zatraciliśmy – wskazał Franciszek, podkreślając, że dla ubogich przejawem czułości Kościoła są organizacje takie jak Caritas. Ojciec Święty zachęcał też Kościół do większej odwagi w dawaniu. Są sytuacje, gdy po prostu trzeba zneutralizować zło: nakarmić głodnych, opatrzyć zranionych.

Kilka dni później papież odwiedził watykański przytułek dla ubogich, który daje schronienie kobietom, a mężczyznom obiad. Wśród tych ostatnich wielu podopiecznych to polscy alkoholicy, którzy zadomowili się w przywatykańskich tunelach, mostach i galeriach, korzystając z łagodnego we Włoszech klimatu i niskich cen wina. To w spotkaniu z nimi moje dzieci uczą się najgorszych słów i wstydu za rodaków. Widząc to, można by oponować, przypominając, że dziś w czasie kryzysu i bezrobocia prawdziwa bieda kryje się gdzie indziej. By wspomnieć tylko o rodzinach pozbawionych środków do życia. Jak każda matka, również Kościół bywa w swej miłości do ubogich trochę ślepy. I tak musi pozostać.

Ten wstydliwy dla nas kontekst watykańskiego przytułku dodaje radykalizmu papieskim słowom. Franciszek bowiem zaznaczył, że to właśnie ci ubodzy są dla nas obliczem Chrystusa.

To, co nam może wydawać się niepojęte, dla misjonarek miłości, prowadzących ten ośrodek od 25 lat, jest codzienną rzeczywistością. Papież podziękował im za to codzienne świadectwo. – Przez was miłość staje się widzialna. Ten dom uczy miłości, bezinteresowności i solidarności – mówił Franciszek, podkreślając, jak bardzo różni się postawa misjonarek od mentalności współczesnego świata. Dziki kapitalizm nauczył nas logiki zysku za wszelką cenę. Dać, aby otrzymać. Wyzysk, który nie zważa na osobę. A skutki tego widzimy w kryzysie, który teraz przeżywamy – powiedział Ojciec Święty.

Obalmy tego bożka

Papież Franciszek dobrze wie, że aby zaradzić biedzie panującej we współczesnym świecie, nie wystarczy tylko pomoc doraźna. Trzeba zlikwidować przyczyny kryzysu. A to wymaga radykalnej zmiany porządków panujących we współczesnym świecie. Dziś panuje w nim bowiem kult pieniądza, mający postać swoistego fetyszyzmu – uważa. Mówił o tym 16 maja podczas spotkania z nowymi ambasadorami. „Kryzys finansowy ma główne źródło w głębokim kryzysie antropologicznym, w zanegowaniu prymatu człowieka” – twierdzi Ojciec Święty „Wskazane byłoby przeprowadzić reformę finansową, która będzie etyczna i ze swej strony pociągnie za sobą reformę gospodarczą korzystną dla wszystkich. Wymagałaby ona jednak odważnej zmiany postępowania przywódców politycznych. Zachęcam ich, by podjęli to wyzwanie z determinacją i dalekowzrocznie. Pieniądz ma służyć, a nie rządzić!” –  mówił Franciszek.

Kilka dni później papież rozmawiał na ten sam temat z Angelą Merkel. Niemiecka polityk przyjechała do Rzymu specjalnie dla Franciszka (nie spotkała się z żadnym włoskim politykiem, co dla Włochów było poważnym afrontem) i, jak twierdzi, na jego zaproszenie. Po audiencji powtórzyła dziennikarzom główną myśl papieskiego wystąpienia do ambasadorów: Pieniądz ma służyć, a nie rządzić – przyznała Merkel.

Aby obrazowo pokazać, co dolega współczesnemu światu, Franciszek kilkakrotnie już przytoczył pewną rabiniczną interpretację historii o Wieży Babel. Jej budowa wiązała się nie tylko z pogardą dla Boga, ale również dla człowieka. Dla budowniczych bowiem cegła stała się ważniejsza niż robotnik. Kiedy ginął przy pracy człowiek, nikt się tym nie przejmował, kiedy z wieży spadła cegła, była z tego tragedia. Dziś jest podobnie – mówił papież – kiedy spadają notowania inwestycji, jest tragedia, ale kiedy z głodu umierają ludzie, nic się nie dzieje.

Na anomalie we współczesnym świecie Ojciec Święty wskazywał również w ubiegłą sobotę podczas spotkania z fundacją Centesimus Annus. Tym razem zwrócił uwagę na dysfunkcjonalność świata, w którym ogromne rzesze ludzi nie pracują, nie mogą zarobić na chleb, choć istnieją ku temu możliwości. Zdaniem Franciszka wynika to z nowej formy bałwochwalstwa. „Iść za bożkami władzy, zysku, pieniądza, lekceważąc wartość osoby ludzkiej, stało się podstawową normą działania i decyzyjnym kryterium organizacji”. Problem idolatrii ponownie prowadzi nas do Boga. Okazuje się, że i gospodarka, światowe finanse potrzebują ewangelizacji, bezlitosnego obalenia bożków, kultu pieniądza.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki