– Codziennie rano – wspomina jej siostra Wirginia – chodziłyśmy wraz z Joanną do sanktuarium Matki Bożej Wniebowziętej w Magenta, gdzie mieszkałyśmy. Szłyśmy tam na godz. 7.00, na krótką medytację i Różaniec, a następnie o godz. 7.30 uczestniczyłyśmy we Mszy św., przyjmując Komunię św. Joanna zwracała się do Maryi w każdej potrzebie. Obydwie bardzo kochałyśmy naszą Najświętszą Panią. Dla Joanny, jak również dla mnie, myślenie o Maryi miało charakter myślenia o mamie, która jest w niebie i która nas stamtąd ochrania.
Ten rodzaj pobożności rozwinął się w nas zwłaszcza wtedy, kiedy nasi rodzice umarli. Wówczas Maryja stała się nam jeszcze bliższa, jako nasza Mama Niebieska. W ten oto sposób miałyśmy dwie mamy, do których zwracałyśmy się na przemian, Maryję i naszą mamę ziemską. Obydwie nazywałyśmy „mamusiami”. Pamiętam, że Joanna miała wyjątkową zażyłość z Maryją i często powtarzała piękny akt strzelisty: Matko moja, Ty moja ufności! Ponadto, co należy wyraźnie podkreślić, w pobożności Joanny oprócz czasu na poranną Mszę św., modlitwę, Komunię św., przynajmniej dziesięciominutową medytację i adorację Pana Jezusa był czas także na odmawianie Różańca św., bo jak uważała, bez pomocy Maryi nie dojdzie się do raju. Są to jej osobiste słowa zapisane w dzienniczku duchowym. Według Joanny kochać Maryję to przeżywać czułe zaufanie w każdej potrzebie. „Maryja to nasza mamusia i jako mama nie może przecież odrzucić naszych próśb”, mawiała Joanna. W ten sposób także sugerowała pobożność maryjną swoim rówieśniczkom z Akcji Katolickiej i podopiecznym z najmłodszej grupy. Mówiła również do swoich koleżanek, które podobnie jako ona zajmowały się formacją dziewcząt: „Kochajcie wasze dziewczynki, wasze podopieczne, dostrzegajcie w nich Dzieciątko Jezus i często się za nie módlcie. Każdego dnia oddawajcie je pod opiekę Najświętszej Maryi Panny”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









