Logo Przewdonik Katolicki

Franciszek walczy o powołania

Krzysztof Bronk
Fot.

Skończył się miodowy miesiąc papieża Franciszka. Z dnia na dzień Ojciec Święty musi stawiać czoło kolejnym konkretnym wyzwaniom, jakie stają przed jego pontyfikatem. Niestety, nie jest ich mało

.

 
 O problemach finansowych Watykanu, wynikających również z kryzysu gospodarczego, słyszał już podczas kongregacji generalnych, które poprzedziły konklawe. Przykrą niespodzianką mógł być dla niego natomiast innego rodzaju deficyt: ludzki. „Papieża zasmuciły wiadomości o braku powołań we Włoszech” – ujawnił 13 kwietnia bp Simone Giusti, ordynariusz Livorno.
Po świętach wielkanocnych papież wznowił audiencje dla włoskich biskupów, którzy odbywają w tym roku wizytę ad limina. Już pierwsze spotkania z hierarchami z Toskanii ujawniły poważne „dziury kadrowe” we włoskim Kościele. Dziś jeszcze jakoś ciągnie kurczącą się jednak siłą starszych pokoleń, ale brak następców. Seminaria świecą pustkami. W Rzymie wcale nie jest o wiele lepiej. Sytuację ratują posiłki z innych włoskich diecezji i z zagranicy. 21 kwietnia Franciszek wyświęcił w bazylice św. Piotra 10 neoprezbiterów. Wśród nich byli jednak dwaj Hindusi, Chorwat i Argentyńczyk. Włochów tylko sześciu, z czego trzech nie całkiem diecezjalnych, bo z seminarium Redemptoris Mater, czyli przeznaczonych przede wszystkim do posługi w ruchu neokatechumenalnym. A zatem mało.

Przykład z Ameryki

Tymczasem kryzys powołań nie jest problemem nie do pokonania. Papież dobrze o tym wie. Tuż obok Watykanu, na zboczach Janikulum wyrasta Papieskie Kolegium Północnoamerykańskie, czyli rzymskie seminarium duchowne, przeznaczone przede wszystkim dla kleryków z USA, ale także z Kanady i Australii. Studiuje w nim ponad 250 seminarzystów, lecz chętnych jest dużo więcej. Dlatego Episkopat USA podjął decyzję o rozbudowie seminarium. Powstanie nowe 10-piętrowe skrzydło. 12 kwietnia wbito pierwszą łopatę. A już jesienią przyszłego roku zamieszkają tam nowi alumni. Skąd tak wielkie zainteresowanie tym rzymskim seminarium? Zdaniem ks. Michaela Farmera, wicerektora uczelni, wynika ono z dwóch czynników. Przede wszystkim w całej Ameryce widać już pewne ożywienie powołaniowe. Nowi seminarzyści wywodzą się przede wszystkim z „prawowiernego” nurtu katolicyzmu, który jest zainspirowany papieżem (oczywiście nie tylko Franciszkiem, ale również jego poprzednikami) i chętnie wybiera studia w Rzymie, ukazując w ten sposób swoje przywiązanie do następcy Piotra i wierność jego nauczaniu. Po drugie, dzięki starannej polityce kadrowej amerykańskie seminarium w Rzymie ma bardzo dobrą renomę i biskupi chcą tu posyłać swych kleryków. Na marginesie warto zauważyć, że w tych samych Stanach Zjednoczonych utrzymuje się, a nawet pogłębia katastrofa powołaniowa w pewnym nurcie żeńskich zgromadzeń zakonnych, które ostentacyjnie odcinają się od papieża i biskupów, bardzo często mając własne zdanie w tak istotnych kwestiach, jak obrona życia, homoseksualizm czy święcenia kobiet. Od kilku lat Stolica Apostolska usiłuje przywołać siostry do porządku. W ubiegłym roku zarządziła u nich reformę i mianowała swego przedstawiciela, który nad tą reformą ma czuwać. Wszystko to działo się za pontyfikatu Benedykta XVI. Jego rezygnację siostry przyjęły z nieukrywaną ulgą, licząc, że nowy papież okaże się dla nich bardziej wyrozumiały. No i bardzo się zawiodły. 15 kwietnia przedstawicielki zakonnic gościły w Watykanie i usłyszały, że sam Franciszek, skądinąd zakonnik, w pełni popiera zastosowane wobec nich środki i jest przekonany o potrzebie gruntownej reformy w ich szeregach.

Ożywienie na Wyspach

Ale to tylko tak na marginesie. W ostatnich tygodniach o ożywieniu sytuacji powołaniowej docierały też sygnały z innych krajów. Z powołaniowego dołka wyszli już na przykład dominikanie w Irlandii. 3 kwietnia pisał o tym nawet „The New York Times”. Zdaliśmy sobie sprawę, że musimy być na złej drodze, skoro nie ma powołań – tłumaczył amerykańskiemu dziennikowi dominikański powołaniowiec o. Gerard Dunne OP. Dominikanie w Irlandii z powrotem założyli więc habity z wielkim różańcem, powrócili do niektórych tradycyjnych praktyk, stali się łatwo rozpoznawalni, postawili na silną tożsamość... i powołania wróciły.

Od trzech lat utrzymuje się również wzrost liczby powołań w Wielkiej Brytanii. Zapytany o przyczyny tego boomu o. Christopher Jamison OSB, szef brytyjskiego Biura ds. Powołań, wskazał Radiu Watykańskiemu trzy czynniki. Po pierwsze, sprawne duszpasterstwo powołań, które pomaga młodym w rozeznaniu ich życiowej drogi w pełnej wolności, bez najmniejszej presji, by szli do jakiegoś seminarium czy klasztoru. Są po prostu takie miejsca i spotkania, gdzie młodzi mogą przyjść, zapukać i otrzymać niezbędną pomoc. Drugi czynnik to sukces wizyty Benedykta XVI w Wielkiej Brytanii w 2010 r. Papież dał brytyjskim katolikom pewność siebie, a to pomaga w poważnym potraktowaniu kwestii powołania – mówił angielski benedyktyn. Trzecim elementem jest zdaniem o. Jamisona zmiana panującej dziś atmosfery. Coraz częściej mówi się bowiem o wartościach, ludzie chcą żyć według pewnych wartości i to pomaga w obraniu drogi powołania.

Dialog o powołaniach

Kościół nie jest więc skazany na kryzys powołań. Można go przezwyciężyć. I papież chce to zrobić. Zabrał się do tego 21 kwietnia. W Niedzielę Dobrego Pasterza Franciszek wyświęcił garstkę swych rzymskich neoprezbiterów. Zaraz potem w czasie niedzielnej modlitwy Regina Coeli zwrócił się do młodych na placu św. Piotra, podjął z nimi dialog, właśnie o powołaniu. „Chciałbym was zapytać – mówił – czy usłyszeliście kiedyś głos Pana, który przez pragnienie, niepokój, zaprosił was do bardziej bezpośredniego pójścia za Nim? Słyszeliście? Czy chcielibyście być apostołami Jezusa? W młodości trzeba postawić na wzniosłe ideały. Myśleliście o tym? Zgadzacie się? Zapytaj Jezusa, czego chce od Ciebie i bądź mężny! Bądź mężna! Proś Go o to!” – apelował Franciszek, wzbudzając swymi słowami entuzjazm tłumów zebranych przed bazyliką św. Piotra. Papież przypomniał też, że powołanie nigdy nie jest sprawą czysto indywidualną. Za każdym powołaniem stoi mocna i intensywna modlitwa: matki, ojca, babci, wspólnoty.

Do tego samego tematu Franciszek powrócił trzy dni później na audiencji generalnej. W katechezie mówił o Sądzie Ostatecznym, na którym zostaniemy rozliczeni z otrzymanych darów. I tym razem papież wywołał z tłumu młodych. „Was, którzy jesteście na początku drogi życia, pytam: Czy pomyśleliście o talentach, które dał wam Bóg? Czy pomyśleliście, jak służyć nimi innym? Nie zakopujcie talentów! – apelował papież. – Zainwestujcie je w wielkie ideały, te ideały, które poszerzają serce, które sprawią, że wasze talenty wydadzą owoc. Życie nie zostało nam dane po to, byśmy go zazdrośnie strzegli dla nas samych, lecz byśmy je dawali. Drodzy młodzi, miejcie wielkie serce! Nie lękajcie się marzyć o wielkich rzeczach!” – prosił młodych Franciszek.

W tych dwóch pierwszych dialogach papieża z młodymi bardzo wyraźnie odżywał obraz Jana Pawła II. Bezpośredni apel, osobiste pytania, myśl spuentowana hasłem – to wszystko przypomina styl papieża Polaka. I nie są to dialogi o kremówkach, do których najchętniej powracają media, ale o sprawach najważniejszych. Papież nie chce od młodych oklasków, ale życia, poświęcenia go bez reszty w kapłaństwie czy życiu zakonnym, bo tego potrzebuje Kościół, świat, sprawa ewangelizacji. I widać już teraz, że Franciszek, podobnie jak jego poprzednicy, znajduje posłuch u młodzieży. Przekonuje ich nie tylko słowem, ale i własną postawą, autentyzmem, otwartością, wiarą. Dlatego coraz liczniej przychodzą na cotygodniowe spotkania. Przybędą też zapewne na Światowy Dzień Młodzieży w Rio de Janeiro. Pytanie: czy posłuchają go do końca, czy dadzą swoje życie? Jak całe pokolenia polskich kapłanów, które w latach 80. odpowiadały na wezwanie Jana Pawła II, czy jak nowe pokolenia Brytyjczyków, których zainspirował przykład i przesłanie Benedykta XVI. Przekonamy się o tym już niebawem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki