Logo Przewdonik Katolicki

Ich narzeczeństwo nie było nudne

Justyna Sowa
Fot.

Czas narzeczeństwa Joanny Beretty i Piotra Molli nie był długi, ale był bardzo intensywny. Oprócz tego, że modlili się za siebie i przyjmowali Komunię św., byli także ludźmi otwartymi na piękno przyrody. Często spotkali się w różnych urokliwych miejscach na łonie natury.

Co nieco wiemy o miejscach, w których Joanna i Piotr spędzili swoje narzeczeńskie lato.

Na pewno odwiedzili małą alpejską miejscowość Livigno zwaną czasem „Tybetem Europy” ze względu na swe nasłonecznienie. Dziś jest ona słynnym kurortem narciarskim, gdyż pokrywa śnieżna utrzymuje się tam nawet dziewięć miesięcy w roku. Dowodem na to są zdjęcia Joanny i Piotra zrobione na śniegu, mimo że byli tam w sierpniu.
Narzeczeni chodzili także na spacery dolinami, pamiątką są fotografie w Valtellina Borgio, malowniczej dolinie alpejskiej u podnóża góry Valtellina. Spotykamy ich także nad jeziorami, m.in. nad pięknym jeziorem Passio di Foscagno. Wszędzie tam spacerują, napełniają się pięknem przyrody i prowadzą niekończące się rozmowy.
Wiemy także, że jeszcze na etapie zapoznawania się Joanna myśli o Piotrze, pisze do niego i przysyła mu zdjęcia z Sestiere, gdzie była na nartach w kwietniu 1955 r.
Wzajemne sygnały: pierwszy…
Nie byłoby jednak tych wszystkich wyjazdów i spotkań, gdyby nie ich poznanie się i decyzja o wspólnej drodze. Jak do tego doszło? Można powiedzieć, że podczas kilku przelotnych spotkań przesyłali nawzajem sygnały, które potem rozpoznali.
Był koniec września 1949 r., kiedy Piotr z racji niedyspozycji zdrowotnej przyszedł do przychodni brata Joanny, Ferdynanda, także lekarza. Tam Piotr po raz pierwszy zobaczył Joannę. I wspomina to tak: „Spojrzeliśmy na siebie i przywitaliśmy się. Moje pierwsze wrażenie dotyczące Joanny było takie, że jest to osoba nadzwyczaj poważna, ale i prostolinijna”.
drugi…
I właściwie tyle. Czas płynął dalej. Na wiosnę następnego roku doszło między nimi do kolejnego spotkania, ale w bardzo dramatycznych dla Piotra okolicznościach. Znalazł się bowiem w szpitalu z powodu ciężkiej choroby swojej rodzonej siostry Tereski, która niestety zmarła. Ale to właśnie wtedy zobaczył, w jaki sposób Joanna opiekowała się dziewczynką. Ujrzał w niej kobietę lekarza, ale przede wszystkim kobietę o wielkim sercu. „Wiedziałem, że moja siostra nie ma szans na przeżycie. Ale ta młoda lekarka w taki sposób podawała kroplówkę, że miałem wrażenie, że dzięki temu przeżyje” – wspomina.
…i trzeci, ostatni
Wreszcie przyszedł trzeci moment, trzeci sygnał, ale było to kilka lat później. W roku 1954 spotkali się na uroczystości prymicyjnej ich wspólnego znajomego o. Lino Garavaliego z Mesero. Tam mogli ze sobą być nieco dłużej. Najpierw w kościele, a potem przy stole w czasie uroczystego posiłku. Piotr pamięta, że urzekła go wtedy naturalna pobożność Joanny. Życzliwie na siebie spojrzeli. Napisał później: „Odczułem radosny spokój płynący z faktu, że miałem bardzo miłe spotkanie. Niepokalana Panienka pobłogosławiła mi”.
Decydujący wieczór
Te prymicje były momentem przełomowym, bowiem następne ich spotkanie nie było już przypadkowe, ale dokładnie zaplanowane i wyczekiwane przez oboje. Gdzie się wybrali? Ponieważ była to noc sylwestrowa, Joanna i Piotr udali się do La Scali na przedstawienie baletowe. Wtedy też zdecydowali, że będą razem, a Piotr zapisał niemal prorocze słowa w swym notesie: „Ten wieczór może być decydujący dla mojego życia i moich pragnień. Powierzam się Matce Bożej Dobrej Rady”.
Dwa miesiące później, 20 lutego 1955 r. poprosił Joannę Berettę o rękę, na co ona przystała z radością. Okres ich narzeczeństwa nie trwał długo – od kwietnia (wtedy oficjalnie powiedzieli rodzinie) do 24 września 1955 r., kiedy się pobrali.
To już 15 lat, czyli krótka historia kaplicy św. Joanny w Nowej Hucie
Dniem przełomowym dla istniejącego już od 1998 r. – głównie na bazie artykułów i książek ks. dr. Piotra Gąsiora – kultu św. Joanny Beretty Molli w parafii św. Józefa Oblubieńca NMP na os. Kalinowym była uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2004 r. „Od tego dnia – jak zapowiedział wtedy ówczesny proboszcz ks. prałat Stanisław Podziorny – będziemy się modlić za wstawiennictwem naszej świętej, polecając zwłaszcza rodziny, narzeczonych i małżeństwa oczekujące potomstwa”. Uroczyste wprowadzenie relikwii św. Joanny do specjalnej kaplicy przygotowanej ku jej czci odbyło się w Dzień Matki 2004 r., czyli już w dziesięć dni po rzymskiej kanonizacji. W wyjątkowo wzruszającej uroczystości wzięło udział 15 duchownych i ok. 3 tys. wiernych. Nabożeństwo odprawił opat mogilski o. dr Piotr Chojnacki. Tym samym kaplica nowohucka stała się pierwszą kaplicą w Polsce ściśle dedykowaną tej właśnie świętej Włoszce spod Mediolanu.
Od tamtego czasu po dziś kult św. Joanny rozwija się – rzecz można – spontanicznie. Przy relikwiach modlą się osoby w każdym wieku i każdego stanu. Cykliczne nabożeństwo odprawiane jest w pierwsze wtorki miesiąca o 18.30. Jednemu z nich w dniu 7 listopada 2006 r. – jak czytamy w Historii kultu – przewodniczył osobiście bp Józef Guzdek. Do Księgi czcicieli wpisano dotychczas tysiące próśb i podziękowań. Kaplicę św. Joanny na os. Kalinowym odwiedziło wiele prywatnych i oficjalnych grup pielgrzymkowych. Szczególnie cieszy widok młodzieży, która prosi świętą patronkę o prawdziwą miłość, a także zakochanych rozpoczynających w tejże kaplicy swe narzeczeństwo z błogosławieństwem Kościoła. Pierwsze tego typu wydarzenie miało miejsce 4 grudnia 2007 r.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki