Logo Przewdonik Katolicki

Pasterz wybitny i niewygodny

Ks. Robert Nęcek
Fot.

Mija pierwsza rocznica śmierci arcybiskupa Józefa Życińskiego. Ojciec Święty Benedykt XVI napisał w telegramie kondolencyjnym, że w młodym wieku odszedł do Pana wybitny Pasterz.

Mija pierwsza rocznica śmierci arcybiskupa Józefa Życińskiego. Ojciec Święty Benedykt XVI napisał w telegramie kondolencyjnym, że „w młodym wieku odszedł do Pana wybitny Pasterz”.

 

Był moim profesorem z czasów seminaryjnych. Składałem u niego egzaminy z metodologii nauk i z kosmologii. Później nasze drogi skrzyżowały się w Rzymie, gdzie studiowałem, a następnie w Lublinie, gdzie robiłem drugi kierunek studiów z zakresu socjologii i broniłem doktorat z zakresu teologii moralnej. Pamiętam, jak w swoim rzymskim biurze udzielił mi i ks. Piotrowi Gąsiorowi, mojemu koledze ze studiów rzymskich, a dziś redaktorowi krakowskiej edycji „Przewodnika”, fascynującego wywiadu na temat wizji kapłaństwa: Tropienie Judaszów. U jego boku i w obecności dr. Gerharda Gnaucka z „Die Welt” i właśnie ks. dr. Piotra Gąsiora, brałem też udział w dyskusji na temat wykładu kard. Josepha Ratzingera, który na gruncie polskim ukazał się w formie książki Patrzeć na Chrystusa w tłumaczeniu ks. Gąsiora. Spotkanie z Nim, czy to w Krakowie, Rzymie, Lublinie czy w Toronto zawsze było sporym ładunkiem otuchy i mobilizacji ducha.

 

W duchu i prawdzie

Nie dziwi to, gdyż za swoje biskupie motto wybrał słowa In spiritu et veritate (W duchu i prawdzie). Słowa te współbrzmiały z ewangelicznymi słowami Janowymi „będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec” (J 4, 23). W tym właśnie duchu, przepełnionym tęsknotą za prawdą, rozwijała się jego działalność.

W książce Wartości w eterze zwrócił uwagę na Chrystusową koncepcję prawdy. Analizując przypowieść o jawnogrzesznicy podkreślił, że Jezus daleki był od radykalnej wizji świata, w którym – broniąc rzekomo wartości – chwyta się za kamienie i patrzy się, czy siła ich lotu jest wystarczająca, aby wbić w beton upadającego. Logika Jezusa jest logiką miłości w duchu i prawdzie, a to oznacza, że „między poetyckim rozgrzeszeniem z czegokolwiek, a bezdusznym chrześcijaństwem, gdzie nie dostrzega się dramatu człowieka, mamy drogę, którą praktykowało wielu klasyków myśli chrześcijańskiej. Między innymi św. Augustyn, kiedy pisał, że trzeba odrzucać błąd i kochać grzesznika, który błąd popełnia. I współczuć”. Brak zrozumienia Jezusowej logiki powoduje, że coraz więcej jest smutnych ludzi, którzy gubiąc prawdę, siłą rzeczy musieli zagubić ducha. Ten smutek – według abp. Życińskiego – bierze się z unikania pytań o sens życia, dlatego studenci przychodzący na studia, przynoszą ze sobą głód prawdy i potrzebę wolności, gdyż jedna bez drugiej istnieć nie może.

           

Machnąć ręką na godności

Brak odniesień do prawdy deprecjonuje ludzką godność i świadczy o duchowej pustce, a człowiek rozwija się tylko wtedy, kiedy – jak powie Benedykt XVI – wzrasta duchowo. Wówczas łaska pozwala cieszyć się tym, czym cieszył się Nikodem. A cieszył się z odwagi, że potrafił „machnąć ręką na godności i funkcje, przyjąć za najwyższy cel Chrystusowe wezwanie do narodzin w Duchu. Jego droga do prawdy pozostaje wymownym świadectwem realności łaski, która kruszy przedziały i przekracza bariery tworzone przez ludzką małość”. Trudno więc zrozumieć, że kiedyś inne przekonania na uniwersytecie miał profesor, a inne sprzątaczka. Natomiast obecnie – co słusznie podkreślił abp Życiński – styl etycznych zachowań sprzątaczki może przewyższyć poziom moralny prezentowany przez profesora, a wówczas kształtujący postawy i serca profesor w stylizowanej pryncypialności bezwstydnie ukrywa „terror cnoty”.

Chodzi o to, że tylko Duch i prawda dają życie i stają się głównym motorem pomnażania dobra wspólnego. W tym kontekście autentyczny rozwój – jak zauważył Benedykt XVI – nie jest możliwy bez ludzi prawych. W przeciwnym razie „można spodleć, słysząc o nowych aferach, nowych przejawach korupcji i nowych warunkach, w których partyjne sojusze i układy towarzyskie i partyjne okazują się ważniejsze od troski o tę podstawową godność człowieka, której uczy nas Chrystus oddający życie za każdego z nas”. Dlatego chrześcijanie ożywiani duchem i prawdą Ewangelii, „współpracują – przypominał metropolita lubelski – z ludźmi dobrej woli w rozwiązywaniu współczesnego kryzysu kultury”. Jednak „wiara w prawdę Ewangelii nie upoważnia do postawy monopolisty w kwestiach społeczno-kulturowych. Mimo doświadczanych niepokojów i napięć, chrześcijanin, włączony w wartki nurt przeobrażeń współczesnej cywilizacji, pozostaje umiarkowanym optymistą. Jego optymizm czerpie swą moc z tego, że «w Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy» (Dz 17, 28)”.

 

Mentalność hakowa

Arcybiskupie motto stało się impulsem do angażowania się na rzecz dobra wspólnego, które wyrażało się w realizacji międzyludzkiej solidarności. Jego wrażliwość solidarnościowa była wyjątkowo żywa, a dziś jest nad wyraz aktualna. Metropolita lubelski niejednokrotnie podkreślał, że zasada solidarności zobowiązuje wszystkich – w imię miłości Ojczyzny – do współdziałania i współpracy we wspólnych przedsięwzięciach. Człowiek należy do wielu społeczności, co powoduje, że w duchu odpowiedzialności jest zobowiązany do solidarności na wielu płaszczyznach. Zaprzeczeniem solidarności jest postawa wyszukiwania „haków” na ludzi kompetentnych, lecz niewygodnych. Jest to – jak stwierdził abp Życiński – mentalność mafijna, a „mafia toleruje kogoś, kto płaci jej haracz, natomiast ten, kto jest niezależny, staje się przedmiotem jej ataków, z wykorzystaniem owych «haków» włącznie. Wspólnie powinniśmy przeciwdziałać «specjalistom», którzy chcieliby czerpać korzyści z wyszukiwania «haków» na bliźnich”.

Dlatego solidarność – jak pisał Jan Paweł II – oznacza mocną i trwałą wolę „angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich”. Jednak nie każde „razem” – co z kolei zauważył ks. Józef Tischner – jest już solidarnością, gdyż autentyczna solidarność jest solidarnością sumień. Być solidarnym to mieć sumienie, a mieć sumienie to zawsze móc na człowieku polegać. Inaczej mówiąc, sumienie mają ci, którzy chcą je mieć. Być człowiekiem sumienia to także nie godzić się nigdy na zło, to wymagać od siebie i podnosić się z własnych upadków.

Ojciec Święty Benedykt XVI podkreśla, że w ostateczności chodzi właśnie o sumienie, a raczej o jego praktyczny głos, który może jedynie wówczas uczciwie funkcjonować, gdy jest nieustannie oczyszczany. Chodzi o to, aby nie ulec zaślepieniu etycznemu wynikającemu z przewagi interesu i władzy, które głos sumienia próbują zagłuszyć. Oznacza to, że z sumieniem wiąże się moralność czerpiąca pokarm z Dekalogu. W tym kontekście bez dobra „zawierającego się w byciu dobrym i w dobrym działaniu nie może być dobrej polityki”. 

           

Odpowiedzialność za dobro wspólne

Odpowiedzialność za dobro wspólne w działalności abp. Życińskiego wyrażała się nie tylko w postawie solidarności, lecz także – gdy sytuacja tego wymagała – w postawie sprzeciwu. A sprzeciw, jeśli jest rzeczywistym potwierdzeniem odpowiedzialności, w swojej istocie jest postawą solidarną. Z tej racji sprzeciw nie może być utożsamiany z negacją dobra wspólnego. Nie oznacza on odejścia od wspólnoty ani wycofania się z życia społecznego, lecz jest szukaniem podjęcia pełnej odpowiedzialności za nią. Oznacza to, że człowiek jest zobowiązany do przeciwstawiania się wszelkim przejawom zła i strukturom grzechu. Struktury grzechu tworzą się bowiem z grzechów osobistych i są trwałym śladem niemoralnych postaw. Z tej racji nie zwalniają one człowieka z odpowiedzialności za grzechy osobiste. Często odpowiedzialność tę zaostrzają.

Człowiek jest odpowiedzialny za zaniedbanie sprzeciwu wobec struktur zła i za opieszałość w ich zwalczaniu. Można odwoływać się do nieroztropnych decyzji i błędnych rachub, można mówić o krótkowzroczności i egoizmie, ale w ostateczności nie można zaprzeczyć, że „w każdej z tego rodzaju ocen dochodzi do głosu kryterium natury etyczno-moralnej” (SRS 36). Przyjęcie postawy sprzeciwu w takich sytuacjach jest najlepszym świadectwem, że członkom danej społeczności rzeczywiście na sercu leży dobro wspólne.

 

*

 

Posługa abp. Józefa Życińskiego wypełniona była troską o rozwój całego człowieka. On sam jako kapłan i biskup zapracowany w winnicy Pańskiej podkreślał, że dramat zdrad Chrystusa polega na postawieniu świętego spokoju ponad odpowiedzialność moralną. Dlatego w każdych okolicznościach krytykował fałszywą pryncypialność, „w której krzyk zastępuje myślenie”. W duchu krytycznego myślenia był recenzentem mojej pracy intelektualnej i medialnej. W jednym z listów napisał mi: „Cieszę się, że lata intelektualnej inwestycji owocują obecnie, i że wielu czytelników Księdza publikacji może przyjmować z zainteresowaniem wyrażone w nich poglądy. Życzę inspiracji Ducha Świętego i dobrego pióra przy następnych planach wydawniczych”. Dlatego w rok po jego śmierci wdzięczność inspiruje do wspomnień i podzielenia się nimi z Czytelnikami.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki