Logo Przewdonik Katolicki

Ratujmy "Golgotę Wschodu"

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Na honorowym miejscu w siedzibie Fundacji Golgota Wschodu stoi Ikona Matki Bożej Katyńskiej. Można tu przyjść, pomodlić się, dotknąć kawałka polskiej historii. Tylko jak długo będzie to jeszcze możliwe?

Na honorowym miejscu w siedzibie Fundacji „Golgota Wschodu” stoi Ikona Matki Bożej Katyńskiej. Można tu przyjść, pomodlić się, dotknąć kawałka polskiej historii. Tylko jak długo będzie to jeszcze możliwe?

 

Mija właśnie pięć lat od śmierci niezwykłego kapłana, kapelana Rodzin Katyńskich, ks. Zdzisława Peszkowskiego. Tymczasem byt dzieła jego życia, Fundacji „Golgota Wschodu”, jest dziś poważnie zagrożony. Bez pomocy finansowej nie będzie w stanie kontynuować swojej działalności.

 

Ostatni transport

Siedziba fundacji przesiąknięta jest na wskroś niezwykłą osobowością księdza Peszkowskiego. Meble, księgozbiór, zdjęcia – wszystko tutaj przypomina o postaci tego wyjątkowego Świadka, który cudem uniknął śmierci w Katyniu. On, młody podchorąży kawalerii, stłoczony jak tysiące innych polskich jeńców w starym Monastyrze Kozielskim, zamienionym w oficerski łagier. Doskonale widział, jak wywożono kolejne grupy kolegów, jak pustoszeją kolejne prycze. W końcu zostało ich tylko 400. – Ks. Zdzisław opowiadał o tym bardzo dokładnie. Mówił, że jako ta ostatnia grupa czuli się, jakby trochę „gorszymi”, zżymali się, że  wszyscy już wyjechali – generałowie, starsi oficerowie, koledzy z armii – a oni jacyś „odsiani” zostali i nie mogą tak jak inni walczyć o wolną Polskę – opowiada Anna Teresa Pietraszek, członkini Zarządu Fundacji „Golgota Wschodu”. Dlaczego więc ocalał?

No cóż, sowiecka władza miała wobec nich zupełnie inne plany. Cała grupa została wpakowana w wagony i wywieziona do  nowo wybudowanego łagru, gdzie dano im się umyć, nakarmiono ich i odziano. A potem przyjechała inspekcja z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Ta mała grupka oficerów miała świadczyć o humanitarnych warunkach, w jakich przetrzymywani są polscy oficerowie, i potwierdzać „czyste” intencje Sowietów.

O tym, co tak naprawdę stało się z kolegami z Kozielska i innych oficerskich łagrów,

Peszkowski dowiedział się dopiero w Iranie, gdzie dotarł wraz z armią gen. Andersa. W jednej chwili zrozumiał wszystko; całe jego późniejsze życie stało się „jednym wielkim zdumieniem nad wielkością i miłosierdziem Boga” – co podkreślał później na każdym kroku.
Po wojnie musiał pozostać na Zachodzie. Po przyjęciu święceń kapłańskich w czerwcu 1954 r. został profesorem teologii pastoralnej i literatury języka polskiego. Zaczął także intensywnie działać w patriotycznych środowiskach emigracyjnych i w swoim ukochanym harcerstwie. Ale główną treścią jego życia już na zawsze miał stać się Katyń.

 

Prawda i Przebaczenie

Nad katyńskimi Dołami Śmierci mógł jednak stanąć dopiero po upływie 50 lat. Był jedynym duchownym, który w latach 90. brał udział w ekshumacji polskich oficerów. Świadkowie tamtych wydarzeń wspominali, że był to widok niezwykły: sędziwy kapłan brał w dłonie każdą z tych czaszek wyjętych ze zbiorowych mogił, na każdej z nich kładł różaniec i przy każdym człowieku odmawiał Wieczny Odpoczynek. A potem te opisane, obfotografowane szczątki odprowadzał na miejsce pochówku i odprawiał Mszę św. – Dla mnie jako filmowca to był dar niebios mieć przed kamerą takiego człowieka. To była piękna postać, tak  niezwykle medialna, tak ładna do pokazania, a jednocześnie tak niezwykle wiarygodna, że

od razu porywała serca i przyciągała uwagę milionów widzów – mówi Anna Pietraszek, autorka filmów o ks. Peszkowskim, m.in. Pielgrzym pojednaniaNiepotrzebny świadek, która w czerwcu 1995 r. przeprowadzała dla Telewizji Polskiej pierwszą satelitarną transmisję z Lasu Katyńskiego. To właśnie wtedy z ust ks. Zdzisława padły słowa słynnego Apelu Przebaczenia i Pojednania.

Paradoksalnie jednak wzmogło to tylko ataki na jego osobę. Tak, tak, ataki, bo od powrotu do Polski w1989 r. stał się obiektem rozmaitych, wyssanych z palca, zarzutów i oszczerstw na swój temat. Przypisywano mu chociażby jakieś nieczyste intencje, które miały mu pomóc w uwolnieniu z Kozielska, przemilczając zupełnie fakt, że w ten sam sposób uratowało się 400 innych polskich jeńców.

Niestety, wydaje się, że nawet dziś, po śmierci ks. Peszkowskiego, pozostaje on cały czas postacią niedocenianą i przemilczaną. – Myślę, że problem leży w osobowości księdza – to była postać wyjątkowa, niezwykle  barwna, mocna i jednoznaczna. Ks. Peszkowski jako  ktoś, kto cudem uniknął śmierci w Katyniu, ktoś, kto znał osobiście wielu z tych rozstrzelanych i kto miał bezcenne wspomnienia, stawał się w jakiś sposób konkurencją dla marnych polityków, którzy próbowali coś ugrać na Katyniu. Bo kiedy tylko pojawiał się Peszkowski, oni momentalnie znikali w jego cieniu – uważa Anna Pietraszek.

 

Dwa ciosy

W 1999 r. ks. Peszkowski założył fundację „Golgota Wschodu”. „Nigdy nie zapomnę o moich braciach i kolegach z obozów, o więźniach, zesłańcach, o wszystkich, których kości dziś porozrzucane wołają o pamięć i cześć dla nich” – mówił w jednym z publicznych wystąpień i właśnie te słowa stały się niejako mottem działalności Fundacji. – Głównym statutowym celem „Golgoty Wschodu” jest oczywiście upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej, ale także całego ogromu martyrologii Polaków na Wschodzie – zesłańców, łagierników, polskich sierot – bardzo często rodzin tych, których mordowano w Katyniu strzałem w tył głowy – wyjaśnia Anna Pietraszek. Od początku fundacja stawiała również mocny akcent na działalność informacyjną i edukacyjną, adresowaną przede wszystkim do dzieci i młodzieży. Ks. Peszkowski niezmordowanie jeździł z ikoną Matki Bożej Katyńskiej po szkołach, domach kultury i dziesiątkach spotkań, opowiadał, przypominał, apelował o pamięć o Katyniu, pisał i wydawał książki na ten temat. Pracował niemal do ostatnich chwil życia.

Ale kiedy zmarł w październiku 2007 r., zaczęły się kłopoty fundacji. „Golgota Wschodu” straciła najpierw swoją dotychczasową siedzibę. Jednak dzięki ogromnej energii i zapałowi członkini zarządu fundacji, Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, udało się znaleźć w pobliżu podobny lokal – na tyłach archikatedry św. Jana  na warszawskim Starym Mieście. Wydawało się, że fundacja znów będzie mogła rozwinąć swoją działalność, czerpiąc z bogatej spuścizny pozostawionej przez ks. Peszkowskiego. I wtedy na „Golgotę Wschodu” spadł kolejny cios. Teresa Walewska-Przyjałkowska zginęła w katastrofie smoleńskiej. Teraz zaś doszły jeszcze poważne problemy finansowe.

 

Miejsce niezwykłe

– W 2006 r. w uznaniu zasług dla stolicy Rzeczypospolitej Polskiej Fundacja została uhonorowana nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy. Mogłoby się wydawać, że z tego tytułu

będzie w jakiś sposób lepiej traktowana przez zarząd miasta, ale niestety jest inaczej. Nałożono na nas bardzo wysoki czynsz, który prawie unieruchamia działalność Fundacji – wzdycha Anna Pietraszek. Smutna prawda jest taka, że „Golgota Wschodu” nie może dziś

liczyć na pomoc ani ze strony władz samorządowych, ani państwowych. Pozostaje zatem jedynie pomoc finansowa i organizacyjna ze strony ludzi wrażliwego serca. W ramach podziękowania za ewentualną wpłatę cegiełek na „Golgotę Wschodu”, fundacja jest gotowa ofiarować m.in. sporą ilość książek ks. Peszkowskiego, które ukazały się w roku jego śmierci, ale nie zostały rozprowadzone.

Głównym zadaniem na dziś jest odtworzenie w siedzibie fundacji dawnego mieszkania ks. Peszkowskiego i utworzenie izby jego pamięci. W tej chwili jest to kilka pokoi wypełnionych przebogatym, prywatnym księgozbiorem kapłana, z którego mogliby w przyszłości korzystać również zainteresowani naukowcy. – Jestem przekonana, że wszystkich zwiedzających urzeknie niezwykła atmosfera tego miejsca, pełnego bezcennych książek i pamiątek. Oprócz ikony Matki Bożej Katyńskiej jest tam także m.in. katyńska stuła, którą ks. Peszkowski zakładał, ilekroć odprawiał nabożeństwa związane z „Golgotą Wschodu”. To ta sama stuła, która poleciała do Katynia wraz z Teresą Walewską i ocalała ze smoleńskiej katastrofy w stanie nienaruszonym – mówi Anna Pietraszek. I jeśli tylko znajdą się wystarczające środki, izba pamięci ks. Peszkowskiego ma szansę stać się prawdziwą patriotyczną perełką, smoleńską relikwią, w samym środku stołecznej Starówki.

 

 

 


 

Fundacja „Golgota Wschodu”

ul. Kanonia 8 lok. 1
00–278 Warszawa

tel/fax 22 831 96 62
e-mail:
 fundacjagolgotawschodu@wp.pl
nr konta: 77236000050000004550059818

 

 

Fundacja „Golgota Wschodu“ została założona w 1999 r. przez ks. Zdzisława Peszkowskiego. Celem statutowym fundacji jest upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej oraz martyrologii Polaków na Wschodzie. W 2006 r. fundacja została uhonorowana nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy. W 2007 r. zmarł ks. Peszkowski, a kierownictwo objęła wiceprezes Teresa Walewska-Przyjałkowska, która zginęła w 2010 r. w katastrofie smoleńskiej.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki