Logo Przewdonik Katolicki

Bóg pisze zawsze prosto?

PK
Fot.

Z Bogusławem Nowakiem, byłym mistrzem Polski w żużlu, zawodnikiem KS Stal Gorzów, poruszającym się na wózku inwalidzkim, rozmawiają Dariusz Roemer i Jakub Drzewiecki

Z Bogusławem Nowakiem, byłym mistrzem Polski w żużlu, zawodnikiem KS „Stal” Gorzów, poruszającym się na wózku inwalidzkim, rozmawiają Dariusz Roemer i Jakub Drzewiecki

 

Jak rozpoczął Pan przygodę z żużlem?

— Urodziłem się 29 stycznia 1952 r. w Gorzowie, gdzie sportem numer jeden był, jest i będzie żużel, a miejscowy Klub Sportowy „Stal” jest jednym z wiodących w Polsce. Po zdobyciu licencji w 1977 r. zostałem zawodnikiem tego klubu i rozpoczęło się pasmo sukcesów na torze żużlowym. Startując  u boku takich sław jak Plech, Jancarz, Lembas, zdobywałem cenne doświadczenie, którego ukoronowaniem były tytuły drużynowego mistrza Polski, mistrza Polski w jeździe parami, zwycięstwa w memoriałach Smoczyka i Idzikowksiego. „Rok 1977, to był rok Bogusława Nowaka” – takie tytuły pojawiały się na łamach prasy sportowej. W tym też roku, 1977, zostałem indywidualnym mistrzem Polski. Wydawało mi się, że cały świat był u moich stóp: sława, pieniądze, uznanie kibiców, podjęte w 1978 r. studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Gorzowie. Przyszedł rok 1988 – to był przełom w moim życiu.

Na torze w Rybniku doszło do dramatycznego upadku: jadący za mną zawodnik nie opanował maszyny i uderzył w moje tylne koło. Kontuzja była bardzo groźna: złamany kręgosłup, żebra, uszkodzone płuca. Cały świat w jednej chwili zawalił się… Ze sprawnego sportowca, stałem się niepełnosprawnym inwalidą na wózku. Szok był wielki, pojawiła się silna depresja. Taki stan trwał ponad dwa lata. W tym trudnym okresie, wiele serca okazał mi redemptorysta z Tuchowa, o. Jerzy Nowicki. Dotychczas byłem letnim katolikiem, nieprzykładającym większej wagi do spraw wiary. Ojciec Jerzy przewartościował moje życie. Mój kontakt z Jezusem stał się pogłębiony. Zrozumiałem, że są wartości duchowe, których ani rdza, ani mól nie zniszczą, że „być” to znaczy więcej, niż „mieć”, że nasze życie doczesne jest pielgrzymowaniem do wieczności.


Czy zerwał Pan ze sportem definitywnie?

– Nie. Połknąłem tego bakcyla na zawsze i trudno było żyć bez sportu żużlowego. Założyłem szkółkę żużlową dla najmłodszych adeptów żużla w Tarnowie i wychowałem wielu utalentowanych młodych żużlowców. Jeden z nich pokonał samego Tomasza Golloba. Aktualnie prowadzę identyczną w Gorzowie. Pragnę nadmienić, że 2 kwietnia 1995 r. ufundowaliśmy pamiątkową tablicę w sanktuarium maryjnym w Rokitnie, prosząc Matkę Bożą o opiekę. W 10. rocznicę tego wydarzenia postawiliśmy, my – żużlowcy, działacze, rodziny i kibice, krzyż przy szóstej stacji Drogi Krzyżowej; a na nim napis: „Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie”. To był dzień znamienny: 2 kwietnia 2005 r., dzień odejścia do domu Ojca błogosławionego papieża Jana Pawła II.


Czym jest dla Pana wiara w Boga?

– Wszystkim. Sensem życia, daje mi radość i spokój sumienia. Bóg daje nam znaki, ostrzega, człowiek nie ma niekiedy czasu na zrozumienie, że jest On Drogą, Prawdą i Życiem, że pisze zawsze prosto, choć nam, ludziom wydaje się, że na krzywych liniach.

Bogusław Nowak złożył  świadectwo wiary w Boga podczas misji świętych prowadzonych przez  ojców redemptorystów w dniach od 26 maja do 1 czerwca br. w witkowskiej parafii pw. św. Mikołaja pod hasłem: „Bóg jest miłością”.

 

 

Dariusz Roemer

Jakub Drzewiecki

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki